Cookie
wtorek, 3 marca 2015
24
Stało się! Nie wiem jakim cudem, ale to prawda. Nawet sprawdziłam w nekrologach. Mój ojciec nie żyje. Z jednej strony ulżyło mi, bo to oznacza koniec telefonów, rozpraw i problemów, ale gdzieś w głębi duszy jest mi smutno bo to jednak ojciec. Nie ważne jaki by nie był. Głęboko westchnęłam, upuszczając list na ziemię i lekko osuwając się na kanapę. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza.
- Co się stało?! - Nawet nie zauważyłam kiedy przyszedł.
Na twarzy miał wymalowany smutek i zaniepokojenie, jednak ja nie byłam w stanie cokolwiek z siebie wydusić, nawet głupiego "Mój ojciec nie żyje". Po prostu wtuliłam się w jego ciepłe ciało, kładąc głowę na barku i zamykając oczy. Jego bliskość i gładzenie po plecach koiło każdy ból i pozwalało odpłynąć do krainy spokoju. Trwałam tak chwilę, aż zdecydowałam się, że jednak muszę mu powiedzieć. Odsunęłam się i usiadłam na podłodze obok. Przysiadł obok.
- On nie żyje Bru, nie wiem co myśleć. Z jednej strony to ulga po tylu latach strachu i cierpień, a z drugiej strony jak przypomnę sobie te "dobre" chwile, jak zabierał mnie na łódkę, jak bawiliśmy się u dziadka w lasku...- zamilkłam, chowając twarz w dłonie.
Bruno wstał i podniósł list, czytając go cicho. Spojrzał na mnie smutno i przytulił.
- Tak mi przykro Paula. - jego głos lekko drżał.
- Wszystko okay. - skłamałam wstając i udając się do łazienki, zostawiając go samego w salonie.
Postanowiłam wziąć szybki prysznic, a potem wyjść na spacer. Po wysuszeniu włosów wsunęłam na siebie luźny t-shirt i czarne shorty. Do tego włożyłam swoje ulubione, krótkie conversy, a włosy spięłam w wysoki kok na środku głowy. Na dworze chmurzyło się, więc zabrałam bluzę. Wychodząc z sypialni zgarnęłam z szafki nocnej mojego iPoda.
- Wychodzę Bruno.- oznajmiłam, zmierzając do drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Krótki spacer dobrze mi zrobi.
- Idę z Tobą.- rzucił, kierując się do sypialni.
- Bru, nie obraź się ale chcę chwilę pobyć sama.- powiedziałam, spuszczając głowę.
- Jasne, w porządku. Uważaj na siebie.- ucałował moje czoło.
- Dobrze.- powiedziałam, zamykając drzwi.
Po wyjściu zaciągnęłam się świeżym powietrzem, nałożyłam słuchawki, wybierając playlistę z moim ulubionym zespołem do "pozamulania", a następnie ruszyłam w kierunku plaży.
Po maksymalnie dwudziestu minutach byłam na miejscu. Usiadłam na piasku, zamykając oczy i zaciągając się powietrzem. Plaża była pusta, gdyż dzisiejsza pogoda nie nadawała się na kąpiel czy opalanie, co w sumie wyszło mi na korzyść.
Coraz mocniejsze podmuchy wiatru, otulały moje ciało przyjemnym dreszczem. W słuchawkach ulubiona piosenka na dzień jak dziś. "Sweather Weather" to absolutnie jedna z najlepszych piosenek w moim życiu, mogłabym jej słuchać bez przerwy. Robiło się coraz ciemniej i zimniej, ale ja tylko czekałam na deszcz. Pragnęłam go, pragnęłam aby spadł, aby mnie obmył ze smutku i dał błogie orzeźwienie. I spadł. Początkowo małe krople przeradzały się w strugi wody, lecz ja nadal siedziałam z zamkniętymi oczami i słuchawkami w uszach. Dopiero gdy porządnie zagrzmiało, ruszyłam w stronę domu.
- Gdzieś Ty była?! Martwiłem się! - usłyszałam na wejściu. Jesteś przemoczona, chodź osuszę Cię,- podszedł z ręcznikiem.
Zdjęłam mokre conversy i ruszyłam w stronę łazienki, a On za mną. Zdjęłam mokrą od deszczu bluzę, t-shirt i shorty. Gdy byłam w samej bieliźnie, podszedł do mnie, okręcając mnie w ręcznik i przytulił czule.
- Martwiłem się Paulinko. Kocham Cię. Przepraszam, ze trochę nakrzyczałem...- powiedział zaniepokojony.
- Kocham Cię.- wyszeptałam do jego ucha, wtulając się w niego.
_______________________________________________________________________________
Siemaneczko moje czubki kochane <3 Łapcie tutaj świeżutki rozdział, który dziś powstał i został opublikowany :3 Wstawiam dziś, bo jutro nie będę miała czasu, będę kuć do 3 sprawdzianów i 4 kartkówek, które mam w czwartek... ehhh życie licealisty :( Oczywiście chcę aby rozdziały były częściej niż raz tygodniowo, tak jak na początku, ale zobaczymy jak szkoła, szkoła muzyczna i inne rzeczy mi na to pozwolą. A jak tam u was leci? P.S. Do wakacji tylko 115 dni, damy radę? Musimy! :D Komentujcie, bo ostatnio się nie staracie :'c .
wtorek, 24 lutego 2015
23
* Oczami Bruna *
Rano odebrałem zaadresowaną do Pauli kopertę. Podpisałem papier u listonosza za nią, ponieważ nie chciałem jej budzić z powodu głupiego listonosza. Chociaż raz powinna się wyspać. Koperta nie zawierała żadnych danych nadawcy, co mnie zaniepokoiło. Odłożyłem list na stolik w salonie i poszedłem do naszej sypialni. Paula spała tak słodko, że nie mogłem się oprzeć i zrobiłem jej zdjęcie. po czym położyłem się obok niej, wtulając się w nią i zaciągając się jej zapachem. Mógłbym tak trwać w wieczność, gdyby nie telefon, który zawibrował i zaczął dzwonić. Paula pokręciła się i sięgnęła po urządzenie, odbierając niechętnie. Jak się okazało to była jej mama, która zadzwoniła zapytać czy wszystko u nas w porządku.
- Dzień dobry kwiatuszku! - powiedziałem, dając jej buziaka w czoło, gdy skończyła rozmawiać.
- Brunuś, mój słodziaku! - odpowiedziała, ukazując swój niebiański uśmiech. Matko, ona jest taka słodziutka.
- Jak się spało? Jesteś głodna?
- Jak wilk, zjem Ciebie! - rzuciła się na mnie, łaskocząc mnie, jednak poległa w tej bitwie.
Zapomniała chyba, że znam jej każdy czuły punkt, w którym ma łaskotki. Po paru minutach "walki" opadliśmy, śmiejąc się jak dzieci. W końcu wstałem podając jej rękę i poszliśmy do kuchni by zjeść.
- Masz ochotę na sałatkę czy jajecznicę? - zapytała.
- Mam ochotę na Ciebie. - odpowiedziałem z łobuzerskim uśmiechem, na co przygryzła wargę.
- Mrr.. Kochanie. - uśmiechnęła się zadziornie, po czym podeszła i mnie pocałowała.
To nie był zwykły pocałunek, to był piekielnie namiętny francuski pocałunek, którego nigdy nie zapomnę.
- To co chcesz? - zapytała z uśmiechem, kiedy przestaliśmy.
- Możemy zrobić sałatkę. - wstałem i z uśmiechem skierowałem się w stronę lodówki.
* Oczami Pauli *
- Przyszedł do Ciebie jakiś list. - powiedział zmywając.
Postanowił mnie w tym wyręczyć, chociaż wiem jak bardzo za tym nie przepada.
- Gdzie go zostawiłeś? - zapytałam.
- W salonie, na stole.
` Hmm... Ciekawe od kogo? - Pomyślałam
Koperta ani list nie były podpisane, ale po jego treści wiedziałam, że to Karolina. Czytałam i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Z jednej strony ogarnęło mnie szczęście, a z drugiej smutek.
` Czy to możliwe?! Czy możliwe że....- myśli błąkały mi się po głowie.
________________________________________________________________________________
Witam, witam drogie Panie i Panowie (o ile tutaj jacyś są :P ) :D Jak tam zdrówka? Bo moje słabo ostatnimi czasy. Tak tak, wiem wiem znowu krótki rozdział, ale nie bijcie bo muszę budować napięcie. W następnym będzie takie KABOOM :D Więc wytrzymajcie jeszcze chwilę dziabdziaczki wy moje kochane :* A tymczasem biegiem oglądać BRITAwards i trzymać kciuki za Marka i "Uptown Funk" :) Kisski, lovki :D
środa, 18 lutego 2015
22
*kilka miesięcy później*
Bruno i zespół prężnie się rozwijali. Grywali w restauracjach i na małych koncertach. Byłam z niego dumna jak nigdy oraz cieszyłam się, że robi to co kocha. Miałam nawet okazję poznać wszystkich z kapeli. Oprócz Jamareo i Bruna był tam jeszcze Kameron, który grał na puzonie i Phared, który gra na gitarze elektrycznej. Niedawno dołączył do nich Phil (były chłopak Anki). Jak się okazało chłopak ma kawałek głosu i świetnie pasuje do duetów lub chórków. Co jakiś czas przychodziłam lub jeździłam z Brunem na koncerty i nigdy nie żałowałam, bo każdy z nich przepełniony był świetną atmosferą i pozytywną energią bijącą od chłopaków.
Pewnego razu Bruno totalnie mnie zaskoczył (jak to ma w swoim zwyczaju).
Jak zazwyczaj wieczorami obijaliśmy się przed telewizorem, popijając herbatkę.
- Może dołączyłabyś do nas?- rzucił.
- Słucham?! - zapytałam,nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- Mam na myśli...No...Może byś dołączyła do naszego zespołu?...- zamilkł, wpatrując się w telewizor.
Zdziwiona obróciłam się w jego stronę i spojrzałam z lekko rozdziawioną ze zdziwienia buzią. Musiało to naprawdę komicznie wyglądać, ponieważ Bruno zaśmiał się, po czym pocałował lekko w usta. Minęła chwila, a ja nadal trwałam w owej pozycji.
- Halo Paula, Ziemia do Marsa.- śmiał się, machając rękoma przed moją twarzą.
- Chyba Mars do Ziemi.- śmiałam się.
- No więc, jak będzie? - zapytał.
- Nie mam pojęcia. Nie widzę tam siebie.
- Jak to? - zapytał lekko zawiedziony. Masz bardzo dobry głos.
- Oj Bruno, normalnie. Wy pasujecie jako boysband, bez dziewczyn. Poza tym, ja wolałabym karierę solową. - uśmiechnęłam się.
- No cóż, skoro tak uważasz to nic na siłę, ale jak coś to Ci proponowałem.
- Kocham Cię Peter. - wyszeptałam, całując jego usta. Tak! Te boskie usta!
- Kocham Cię Paula. - wyszeptał, odwzajemniając pocałunek.
Nazajutrz z rana otrzymałam list. Koperta ani list nie były podpisane, ale miałam wrażenie, że to ona...
_______________________________________________________________________________
Hello mordeczki! Kto się stęsknił za Paulinką? :D Spokojnie, spokojnie, powracam na stałe. Przepraszam za taką mega długą przerwę (aż 7 miesięcy ty głupia pało). Wybaczcie mi, nowa szkoła i w luj obowiązków dają w kość :/ ale postaram się do was wrócić wraz z wiosną <3 Tak na zachętę możecie zostawić komentarzyki i mnie motywować, bo muszę się na nowo wkręcić w pisanie ;) Kocham Was, dziękuję za ponad 4 400 wyświetleń <3
wtorek, 15 lipca 2014
21
Z dedykacją dla wszystkich :)
Po wyjeździe Karoline, dzień zapowiadał się nieciekawie. Z tego wszystkiego się rozchorowałam i czułam się przygnębiona. Teraz wszystko było na naszej głowie, musieliśmy zajmować się domem, zapłacić należne rachunki oraz przygotowywać Bruna na przesłuchanie, które jest już jutro. Kiedy kolejny raz powtarzaliśmy tekst, zakręciło mi się w głowie i upadłam bezwładnie na kanapę. Bruno natychmiast przyniósł mi szklankę wody i kazał się położyć.
- Paula, ale ty jesteś rozpalona.- powiedział, dotykając mojej głowy.
- Chyba ci się wydaje.
- Zaraz przyniosę Ci termometr i się przekonamy.- kierował się do sypialni.
Po chwili wrócił i wręczył mi termometr. Gdy upłynęło 5 minut, sprawdziliśmy temperaturę. Faktycznie, było tam 38 stopni.
- Kochanie, powinniśmy udać się do lekarza.
- Daj spokój, to tylko podwyższona temperatura. Wezmę tabletkę i zaraz mi przejdzie.
- Nie wydaje mi się, ale jak uważasz. Nie będę cię ciągnął na siłę, wiesz co robisz.
Poszliśmy do kuchni, Bruno zrobił mi herbatkę z miodem i cytryną, którą popiłam lek. W trakcie ponownego ćwiczenia, Bruno stwierdził, że chyba nie pójdzie na przesłuchanie. Zszokowana zapytałam dlaczego?
- Mamy teraz za dużo na głowie, żebym mógł rozwijać karierę. Powinienem się teraz Tobą zająć a nie bawić w gwiazdę.
- Bruno, teraz jest świetna okazja, a ja nie jestem małym dzieckiem i sobie poradzę. I tak musisz znaleźć sobie pracę, a to jest idealna okazja bo masz szansę na realizację swoich marzeń i robienia to co kochasz.
- Może i masz rację, ale boję się.
- Rozumiem, że się trochę obawiasz, ale nie potrzebnie, bo masz wielki talent i powalisz wszystkich na kolana.
Później jeszcze chwilę pogadaliśmy i położyliśmy się wcześniej spać, aby Bruno mógł się wyspać.
*** Następnego dnia, oczami Bruna ***
Wstałem o siódmej i byłem bardzo zdenerwowany, ponieważ budzik nie zadzwonił. Przesłuchanie miało zacząć się o ósmej, a dojazd autobusem zajmował około godzinę. Pospiesznie się ubrałem, wziąłem kabanosy i jedząc, pobiegłem na autobus. Kierowca poczekał na mnie, bo widział jak biegnę, machając do niego ręką. Szybko wszedłem, kupiłem bilet i usiałem z tyłu pojazdu. Niestety nie miałem czasu aby się rozśpiewać, więc musiałem to zrobić po drodze. Śpiewałem wprawki, a ludzie patrzyli się na mnie jak na idiotę. Jedna z pań odwróciła się do mnie i spytała, czy nic mi nie jest. Zrobiło mi się trochę głupio, speszony przeprosiłem i wytłumaczyłem jej, że jadę właśnie na ważne przesłuchanie. Na moje nieszczęście, utknęliśmy w korku w centrum miasta. Koło dziewiątej stałem już pod domem Jamareo. Wbiegłem do garażu i zobaczyłem, że chłopaki składają już sprzęt. Jam kiedy mnie zobaczył, kazał chłopakom wstrzymać się i powiedział, że mamy jeszcze jednego kandydata. Zaśpiewałem im przygotowaną wcześniej piosenkę, a patrząc na ich miny było widać, że chyba im się spodobało. Chłopcy po krótkiej naradzie, dali mi tekst utworu i powiedzieli, żebym spróbował z nimi to zaśpiewać. Oni zaczęli grać, a ja odśpiewałem swoją kwestię.
Powiedzieli, że się odezwą, a ja ruszyłem do domu. Nie zdążyłem przekroczyć progu domu, a Paula zaczęła zasypywać mnie pytaniami, jak mi poszło i co powiedzieli chłopacy. Opowiedziałem jej o wszystkim, a gdy wspominałem o pani w autobusie, myślałem, że się posika ze śmiechu. Widziałem, że już czuje się znacznie lepiej, z czego byłem bardzo zadowolony. W drodze powrotnej wstąpiłem do wypożyczalni, gdzie wypożyczyłem kilka filmów. Kiedy razem oglądaliśmy film, przeszedł sms od Jamareo.
Od: Jamareo
"Witaj Bruno! Razem z chłopakami podjęliśmy decyzję, że to z Tobą chcielibyśmy zacząć współpracę. Jeśli jesteś zainteresowany, wpadnij jutro do nas do studia przy Wallson Street o 10 rano. Liczymy na Ciebie."
Od razu pochwaliłem się Pauli, a ona rzuciła mi się na szyję i powiedziała, że musimy to uczcić i, że przygotuje pyszną kolację. Po dokończeniu filmu, poszliśmy do kuchni i wspólnie przygotowaliśmy zapiekankę, którą później zjedliśmy. Po skończonej kolacji, obejrzeliśmy kolejny film, który był romantyczny i zasnęliśmy w objęciach.
Po wyjeździe Karoline, dzień zapowiadał się nieciekawie. Z tego wszystkiego się rozchorowałam i czułam się przygnębiona. Teraz wszystko było na naszej głowie, musieliśmy zajmować się domem, zapłacić należne rachunki oraz przygotowywać Bruna na przesłuchanie, które jest już jutro. Kiedy kolejny raz powtarzaliśmy tekst, zakręciło mi się w głowie i upadłam bezwładnie na kanapę. Bruno natychmiast przyniósł mi szklankę wody i kazał się położyć.
- Paula, ale ty jesteś rozpalona.- powiedział, dotykając mojej głowy.
- Chyba ci się wydaje.
- Zaraz przyniosę Ci termometr i się przekonamy.- kierował się do sypialni.
Po chwili wrócił i wręczył mi termometr. Gdy upłynęło 5 minut, sprawdziliśmy temperaturę. Faktycznie, było tam 38 stopni.
- Kochanie, powinniśmy udać się do lekarza.
- Daj spokój, to tylko podwyższona temperatura. Wezmę tabletkę i zaraz mi przejdzie.
- Nie wydaje mi się, ale jak uważasz. Nie będę cię ciągnął na siłę, wiesz co robisz.
Poszliśmy do kuchni, Bruno zrobił mi herbatkę z miodem i cytryną, którą popiłam lek. W trakcie ponownego ćwiczenia, Bruno stwierdził, że chyba nie pójdzie na przesłuchanie. Zszokowana zapytałam dlaczego?
- Mamy teraz za dużo na głowie, żebym mógł rozwijać karierę. Powinienem się teraz Tobą zająć a nie bawić w gwiazdę.
- Bruno, teraz jest świetna okazja, a ja nie jestem małym dzieckiem i sobie poradzę. I tak musisz znaleźć sobie pracę, a to jest idealna okazja bo masz szansę na realizację swoich marzeń i robienia to co kochasz.
- Może i masz rację, ale boję się.
- Rozumiem, że się trochę obawiasz, ale nie potrzebnie, bo masz wielki talent i powalisz wszystkich na kolana.
Później jeszcze chwilę pogadaliśmy i położyliśmy się wcześniej spać, aby Bruno mógł się wyspać.
*** Następnego dnia, oczami Bruna ***
Wstałem o siódmej i byłem bardzo zdenerwowany, ponieważ budzik nie zadzwonił. Przesłuchanie miało zacząć się o ósmej, a dojazd autobusem zajmował około godzinę. Pospiesznie się ubrałem, wziąłem kabanosy i jedząc, pobiegłem na autobus. Kierowca poczekał na mnie, bo widział jak biegnę, machając do niego ręką. Szybko wszedłem, kupiłem bilet i usiałem z tyłu pojazdu. Niestety nie miałem czasu aby się rozśpiewać, więc musiałem to zrobić po drodze. Śpiewałem wprawki, a ludzie patrzyli się na mnie jak na idiotę. Jedna z pań odwróciła się do mnie i spytała, czy nic mi nie jest. Zrobiło mi się trochę głupio, speszony przeprosiłem i wytłumaczyłem jej, że jadę właśnie na ważne przesłuchanie. Na moje nieszczęście, utknęliśmy w korku w centrum miasta. Koło dziewiątej stałem już pod domem Jamareo. Wbiegłem do garażu i zobaczyłem, że chłopaki składają już sprzęt. Jam kiedy mnie zobaczył, kazał chłopakom wstrzymać się i powiedział, że mamy jeszcze jednego kandydata. Zaśpiewałem im przygotowaną wcześniej piosenkę, a patrząc na ich miny było widać, że chyba im się spodobało. Chłopcy po krótkiej naradzie, dali mi tekst utworu i powiedzieli, żebym spróbował z nimi to zaśpiewać. Oni zaczęli grać, a ja odśpiewałem swoją kwestię.
Powiedzieli, że się odezwą, a ja ruszyłem do domu. Nie zdążyłem przekroczyć progu domu, a Paula zaczęła zasypywać mnie pytaniami, jak mi poszło i co powiedzieli chłopacy. Opowiedziałem jej o wszystkim, a gdy wspominałem o pani w autobusie, myślałem, że się posika ze śmiechu. Widziałem, że już czuje się znacznie lepiej, z czego byłem bardzo zadowolony. W drodze powrotnej wstąpiłem do wypożyczalni, gdzie wypożyczyłem kilka filmów. Kiedy razem oglądaliśmy film, przeszedł sms od Jamareo.
Od: Jamareo
"Witaj Bruno! Razem z chłopakami podjęliśmy decyzję, że to z Tobą chcielibyśmy zacząć współpracę. Jeśli jesteś zainteresowany, wpadnij jutro do nas do studia przy Wallson Street o 10 rano. Liczymy na Ciebie."
Od razu pochwaliłem się Pauli, a ona rzuciła mi się na szyję i powiedziała, że musimy to uczcić i, że przygotuje pyszną kolację. Po dokończeniu filmu, poszliśmy do kuchni i wspólnie przygotowaliśmy zapiekankę, którą później zjedliśmy. Po skończonej kolacji, obejrzeliśmy kolejny film, który był romantyczny i zasnęliśmy w objęciach.
piątek, 4 lipca 2014
20
Rozdział z dedykacjami dla każdego, kto czyta tego bloga :) Mam nadzieję, że za ciężką pracę dostanę komentarzyk? ^^ P.S.Myślę, że Natalie jest zadowolona :D
Następnego dnia Bruno, Karoline i ja wybraliśmy się do biura nieruchomości, aby przejrzeć oferty. Po paru godzinach wybraliśmy 2 najciekawsze posiadłości. Jedna z nich była niedaleko domu Karoline, a druga położona w centrum.
- I co sądzisz o tych tych ofertach?- wyrwał mnie z zamyśleń Bruno.
- Są wspaniałe, ale obawiam się, że nas na nie nie stać, Bru. Rodzice nie mogą nam finansować mieszkania.
- Spokojnie Paula, coś wymyślimy. Ja poszukam jakiejś tymczasowej pracy.
- Paula, czy ty przypadkiem nie mówiłaś mi, że Bruno ma świetny głos?- przerwała Karola. Słyszałam, że Jamareo chce wznowić swój stary zespół i poszukuje wokalisty, a zawsze to jakaś kasa na początek.- uśmiechnęła się.
- Bruno, a Ty co o tym sądzisz?- zapytałam.
- No ehemm... nie wiem co o tym sądzić. W sumie nigdy nie występowałem przed dużą publicznością.
- Oj przestań, zapytam kiedy będą robić przesłuchania i dam Ci znać.
- Bruno, to świetny pomysł. Będziesz mógł się sprawdzić i pokazać swój wielki talent. Sam mówiłeś, że kochasz śpiewać, a głos masz idealny i nie próbuj zaprzeczać. Myślę, że powinieneś spróbować.
- Hmm... no nie wiem, muszę to przemyśleć.
- W każdym bądź razie, zapytam się Jam'a i wszystko wam powiem. A teraz zostawiam was samych i lecę do pracy. Wrócę przed 18:00 i wtedy pogadamy.
- Dobra, to do zobaczenia później.
- To co Paula, idziemy coś zjeść?
- Możemy iść do restauracji na przeciwko, a potem pójdziemy po zakupy i zrobimy pyszną kolację.
- Co tylko sobie życzysz Milady.- uśmiechnął się, obejmując mnie swoim ramieniem.
- Dobrze, więc chodźmy.- wtuliłam się w jego ramię.
Po skończonym obiedzie poszliśmy do supermarketu, aby kupić potrzebne nam składniki. Nie obyło się jednak bez wygłupów i świetnej zabawy. Kiedy przechodziliśmy obok stoiska z zabawkami Bruno dorwał się do pistoletu na wodę i zaczął mnie ganiać po całym sklepie. Kiedy myślałam,że go zgubiłam, ni z tąd, ni z owąd wyskoczył, niczym filip z konopii. Chcąc mu uciec, odwróciłam się przez lewe ramię i wpadłam na regał z pluszakami. Myślałam, że Bruno posika się ze śmiechu. Chwilę później przybiegła pani wykładająca towar i z przerażeniem spytała, czy wszystko w porządku, po czym rzuciła Brunowi wrogie spojrzenie. Brązowooki pomógł mi wstać i musiał za karę poukładać wszystkie miśki na swoje miejsce. Po około godzinie dotarliśmy do domu i zastaliśmy nieprawdopodobny widok.
- Jesteś sprzedajną dziwką.- padło z ust Jamaro.
W ułamku sekundy Karoline zaczęła okładać go pięściami, a ja podbiegłam do niej odciągając ją na bok.
- Co się tutaj wyprawia?!- zapytałam zdenerwowana.
- Nie wtrącaj się do mojego związku!- krzyknęła Karoline, zwracając się do Jam'a. Nie będziesz mnie kretynie od dziwek wyzywał. To, że nam się nie układało to nie jest tylko i wyłącznie moja wina. To leży po obu stronach i dobrze o tym wiesz.
- Karolina uspokój się!-skierowałam do niej. Musicie ochłonąć, bo kłócenie się nic nie da.
Po tych słowach Karoline niespodziewanie pobiegła do swojego pokoju i zaczęła się pakować. Ignorowała co do niej mówiłam, a nawet krzyczałam. Na odchodne dodała tylko:
- Jeszcze dzisiaj wylatuje z tego miasta. Możecie zamieszkać tutaj. To tyle w tym temacie- trzasnęła drzwiami.
- Bruno! Zrób coś, leć za nią!- krzyknęłam, a ten pospiesznie pognał przez drzwi.
*** Oczami Bruna ***
Szybko pobiegłem w stronę garażu Karoli. Akurat pakowała walizki do bagażnika.
- Karola, czekaj!- krzyknąłem, odciągając ją od bagażnika.
- Czego chcesz- syknęła.
- Nie możesz tak po prostu uciec, nie teraz. Paula potrzebuje twego wsparcia. Nie pamiętasz jak było jeszcze kilka dni temu, po śmierci Anki? Nie możesz jej tak zostawić.
- Bruno, ja nie mogę tutaj być. Muszę odpocząć, uspokoić się. Może i nie odchodzę na zawsze, ale potrzebuję przerwy. Sam wiesz jak to jest, Paula Ci pewnie powiedziała. Na razie możecie mieszkać tutaj, mam nadzieję, że będzie wam tu dobrze.
- Zaraz, czekaj, a co Powiem Pauli?- zapytał zmartwiony.
- Powiedz jej, że nie chciałam jej skrzywdzić i że bardzo ją kocham i doceniam co dla mnie robi. Powiedz jej także, że wrócę i żeby się o mnie nie martwiła.
- A gdzie się zatrzymasz?
- Jeszcze nie wiem, pewnie w hotelu albo u przyjaciółki. Nie martw się, odezwę się niebawem.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz.- rzuciłem na odchodne.
- Bruno! Przesłuchanie jest w Sobotę u Jam'a. Powinieneś tam iść, wierzę w Ciebie. Opiekuj się Paulą.- powiedziała, po czym odjechała.
*** Oczami Pauli ***
Bruno wrócił do domu.
- Gdzie ona jest?! Dlaczego jej jeszcze nie przyprowadziłeś?- spanikowałam.
- Karoline odjechała, myślę że musi ochłonąć i wszystko sobie poukładać.
- To wszystko twoja wina!- wskazała na poobijanego Jam'a.
- Zostaw go, to nie jego wina. Po prostu tak musiało być.- przytulił mnie do siebie. Myślę, ze ten dzień był trudny dla nas wszystkich, porozmawiajmy, kiedy ochłoniemy. Nie ma sensu skakać sobie do gardeł.
- Masz rację Bruno. Jam, przepraszam... Po prostu Karoline była mi bardzo bliska i nie chcę jej tracić, nie chcę tracić kolejnej osoby...
- Rozumiem...-przytulił mnie, jak przyjaciel. Ja też nie chcę jej tracić- dodał, odchodząc. Do zobaczenia niedługo.- rzucił przed samym wyjściem.
W nocy nie mogłam spać, więc wzięłam tabletki nasenne i nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
Następnego dnia Bruno, Karoline i ja wybraliśmy się do biura nieruchomości, aby przejrzeć oferty. Po paru godzinach wybraliśmy 2 najciekawsze posiadłości. Jedna z nich była niedaleko domu Karoline, a druga położona w centrum.
- I co sądzisz o tych tych ofertach?- wyrwał mnie z zamyśleń Bruno.
- Są wspaniałe, ale obawiam się, że nas na nie nie stać, Bru. Rodzice nie mogą nam finansować mieszkania.
- Spokojnie Paula, coś wymyślimy. Ja poszukam jakiejś tymczasowej pracy.
- Paula, czy ty przypadkiem nie mówiłaś mi, że Bruno ma świetny głos?- przerwała Karola. Słyszałam, że Jamareo chce wznowić swój stary zespół i poszukuje wokalisty, a zawsze to jakaś kasa na początek.- uśmiechnęła się.
- Bruno, a Ty co o tym sądzisz?- zapytałam.
- No ehemm... nie wiem co o tym sądzić. W sumie nigdy nie występowałem przed dużą publicznością.
- Oj przestań, zapytam kiedy będą robić przesłuchania i dam Ci znać.
- Bruno, to świetny pomysł. Będziesz mógł się sprawdzić i pokazać swój wielki talent. Sam mówiłeś, że kochasz śpiewać, a głos masz idealny i nie próbuj zaprzeczać. Myślę, że powinieneś spróbować.
- Hmm... no nie wiem, muszę to przemyśleć.
- W każdym bądź razie, zapytam się Jam'a i wszystko wam powiem. A teraz zostawiam was samych i lecę do pracy. Wrócę przed 18:00 i wtedy pogadamy.
- Dobra, to do zobaczenia później.
- To co Paula, idziemy coś zjeść?
- Możemy iść do restauracji na przeciwko, a potem pójdziemy po zakupy i zrobimy pyszną kolację.
- Co tylko sobie życzysz Milady.- uśmiechnął się, obejmując mnie swoim ramieniem.
- Dobrze, więc chodźmy.- wtuliłam się w jego ramię.
Po skończonym obiedzie poszliśmy do supermarketu, aby kupić potrzebne nam składniki. Nie obyło się jednak bez wygłupów i świetnej zabawy. Kiedy przechodziliśmy obok stoiska z zabawkami Bruno dorwał się do pistoletu na wodę i zaczął mnie ganiać po całym sklepie. Kiedy myślałam,że go zgubiłam, ni z tąd, ni z owąd wyskoczył, niczym filip z konopii. Chcąc mu uciec, odwróciłam się przez lewe ramię i wpadłam na regał z pluszakami. Myślałam, że Bruno posika się ze śmiechu. Chwilę później przybiegła pani wykładająca towar i z przerażeniem spytała, czy wszystko w porządku, po czym rzuciła Brunowi wrogie spojrzenie. Brązowooki pomógł mi wstać i musiał za karę poukładać wszystkie miśki na swoje miejsce. Po około godzinie dotarliśmy do domu i zastaliśmy nieprawdopodobny widok.
- Jesteś sprzedajną dziwką.- padło z ust Jamaro.
W ułamku sekundy Karoline zaczęła okładać go pięściami, a ja podbiegłam do niej odciągając ją na bok.
- Co się tutaj wyprawia?!- zapytałam zdenerwowana.
- Nie wtrącaj się do mojego związku!- krzyknęła Karoline, zwracając się do Jam'a. Nie będziesz mnie kretynie od dziwek wyzywał. To, że nam się nie układało to nie jest tylko i wyłącznie moja wina. To leży po obu stronach i dobrze o tym wiesz.
- Karolina uspokój się!-skierowałam do niej. Musicie ochłonąć, bo kłócenie się nic nie da.
Po tych słowach Karoline niespodziewanie pobiegła do swojego pokoju i zaczęła się pakować. Ignorowała co do niej mówiłam, a nawet krzyczałam. Na odchodne dodała tylko:
- Jeszcze dzisiaj wylatuje z tego miasta. Możecie zamieszkać tutaj. To tyle w tym temacie- trzasnęła drzwiami.
- Bruno! Zrób coś, leć za nią!- krzyknęłam, a ten pospiesznie pognał przez drzwi.
*** Oczami Bruna ***
Szybko pobiegłem w stronę garażu Karoli. Akurat pakowała walizki do bagażnika.
- Karola, czekaj!- krzyknąłem, odciągając ją od bagażnika.
- Czego chcesz- syknęła.
- Nie możesz tak po prostu uciec, nie teraz. Paula potrzebuje twego wsparcia. Nie pamiętasz jak było jeszcze kilka dni temu, po śmierci Anki? Nie możesz jej tak zostawić.
- Bruno, ja nie mogę tutaj być. Muszę odpocząć, uspokoić się. Może i nie odchodzę na zawsze, ale potrzebuję przerwy. Sam wiesz jak to jest, Paula Ci pewnie powiedziała. Na razie możecie mieszkać tutaj, mam nadzieję, że będzie wam tu dobrze.
- Zaraz, czekaj, a co Powiem Pauli?- zapytał zmartwiony.
- Powiedz jej, że nie chciałam jej skrzywdzić i że bardzo ją kocham i doceniam co dla mnie robi. Powiedz jej także, że wrócę i żeby się o mnie nie martwiła.
- A gdzie się zatrzymasz?
- Jeszcze nie wiem, pewnie w hotelu albo u przyjaciółki. Nie martw się, odezwę się niebawem.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz.- rzuciłem na odchodne.
- Bruno! Przesłuchanie jest w Sobotę u Jam'a. Powinieneś tam iść, wierzę w Ciebie. Opiekuj się Paulą.- powiedziała, po czym odjechała.
*** Oczami Pauli ***
Bruno wrócił do domu.
- Gdzie ona jest?! Dlaczego jej jeszcze nie przyprowadziłeś?- spanikowałam.
- Karoline odjechała, myślę że musi ochłonąć i wszystko sobie poukładać.
- To wszystko twoja wina!- wskazała na poobijanego Jam'a.
- Zostaw go, to nie jego wina. Po prostu tak musiało być.- przytulił mnie do siebie. Myślę, ze ten dzień był trudny dla nas wszystkich, porozmawiajmy, kiedy ochłoniemy. Nie ma sensu skakać sobie do gardeł.
- Masz rację Bruno. Jam, przepraszam... Po prostu Karoline była mi bardzo bliska i nie chcę jej tracić, nie chcę tracić kolejnej osoby...
- Rozumiem...-przytulił mnie, jak przyjaciel. Ja też nie chcę jej tracić- dodał, odchodząc. Do zobaczenia niedługo.- rzucił przed samym wyjściem.
W nocy nie mogłam spać, więc wzięłam tabletki nasenne i nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
sobota, 28 czerwca 2014
19
Z dedykacjami dla Pani Magdy :) Przepraszam, za długą przerwę, spowodowaną poprawianiem ocen, biwakiem klasowym, balem szkolnym i innymi pierdołami z okazji zakończenia szkoły. Wybaczycie mi? Od Lipca powracam z regularnymi rozdziałami :)
*** Tydzień później ***
Ból po stracie mojej bliskiej przyjaciółki malał, a mój dobry nastrój rósł na potęgę. W tym tygodniu odwiedzili nas rodzice Bruna, żeby skontrolować czy wszystko jest w porządku. Z tej okazji upichciłyśmy z Karoline pieczonego kurczaka i szarlotkę. Chłopcy latali po zakupy, a nawet poodkurzali w domu i nakryli do stołu. Bruno świetnie się dogadywał z Jamareo i z wzajemnością. W Sobotę, czyli wtedy kiedy wpadli do nas rodzice, wystroiłyśmy się z siostrą w sukienki, a Bruno i Jam nawet zaopatrzyli się w garnitury. Fakt, co fakt nie był to jakiś wystawny obiad, ale staraliśmy się. Kiedy rodzice przyjechali, powitaliśmy ich oraz zaprowadziliśmy do jadalni. Karoline podała kurczaka, po czym usiadła obok Jam'a. Ja siedziałam obok Bruna, trzymając go za rękę. Po skończonym daniu, Bruno nieśmiało podjął temat przeprowadzki.
- Mamo, tato...- zaczął nieśmiało.
- Tak, synku?- odpowiedziała Bernie.
- Bo widzisz, my chcemy się tutaj przeprowadzić.- spojrzał na mnie.
- Emm...czy na pewno to przemyśleliście?- zapytał tata Bruna.
- Jesteście tutaj niecałe dwa tygodnie, już wszystko wiecie?- podjęła mama.
- Na razie mogą zatrzymać się tutaj- powiedziała Karoline.
- No nie wiem. Zakazać wam nie możemy, bo jesteście dorośli i sami możecie decydować o swoim życiu, ale przemyślcie to jeszcze.- odezwał się Pan Hernandez.
- Jasne, jeszcze nam się nie spieszy.- uśmiechnął się Bruno.
- Macie w ogóle na oku jakieś mieszkanie?
- Jeszcze nie, ale od Poniedziałku zaczniemy przeglądać oferty.
- W sumie niedaleko mnie jest kilka wolnych mieszkań.- odezwała się Karoline.
- Ooo to byłoby świetnie, miałybyśmy blisko do siebie.- uśmiechnęłam się.
Po chwili poszłam do kuchni i przyniosłam wszystkim po talerzyku z szarlotką. Wszyscy stwierdzili, że była ona niebiańsko pyszna, a mama Bruna poprosiła mnie nawet o przepis. Około 20:00 rodzice pojechali, a my wzięliśmy się za zmywanie.
- Wy z Brunem już tak na poważnie, chcecie ze sobą zamieszkać?- zagadała Karoline, gdy zostałyśmy same.
- Myślę, że jesteśmy gotowi, aby spróbować czegoś nowego. W końcu to nasza wspólna decyzja. - uśmiechnęłam się.
- To bardzo odważne z Twojej strony. Jesteś jeszcze młoda i powinnaś korzystać z życia, bawić się, a na dojrzały związek masz jeszcze czas. Ja nie uważam, że mój związek z Jam'em będzie jakiś długi i nie wiążę z nim wielkich planów.
- Teraz sama nie wiem, co mam myśleć. A Ty z Jam'em jesteś tylko dla zabawy?- zapytałam zdziwiona.
- Bardzo go lubię, ale wątpię by było z tego coś poważniejszego.
- Więc, dlaczego z nim jesteś?
- Hhh...- westchnęła. Nie wiem, wydawało mi się, że go kocham i będzie mi z nim dobrze, ale z nim czuję jak kiedyś z Tom'em.- wyszeptała cicho.
- Czyli chcesz z nim zerwać?
- Nie wiem, ostatnio poznałam kogoś na imprezie, ale nie wiem czy coś z tego będzie. Jamareo jest dobrym przyjacielem, a nie chłopakiem. Nie wiem jak to rozegrać, bo nie chcę go zranić.
- Czy jesteś tego pewna? Przemyśl to ,jak byś chciała porozmawiać to możesz na mnie zawsze liczyć.- uśmiechnęłam się do niej.
Nagle do kuchni wpadli chłopcy. Bruno podszedł do mnie i objął mnie w talii, a Jam podszedł do Karoline i dał jej czułego buziaka. Widziałam jak Karola udaje szczęśliwą, a tak naprawdę jest zagubiona i ciężko jest jej ukrywać prawdę. Bruno zaproponował, żebyśmy poszli na spacer. Zapytał Jam'a i Karolę czy też chcą iść, ale oni powiedzieli, że chcą się położyć. Jam pożegnał się z Karoline i poszedł do domu, a my poszliśmy na plażę. Podczas spaceru, Bruno zauważył, że jestem zmartwiona.
- Skarbie, wyglądasz na zmartwioną. Czy wszystko w porządku?- zapytał lekko przejęty.
- Tak wszystko dobrze.- zapatrzyłam się w morze.
- Na pewno? Powiedz mi, przecież mi możesz zaufać.
- No bo, Karoline chce zerwać z Jamareo.
- Dlaczego?
- No wiesz jaka ona jest, nie potrafi być z nikim w związku. Czuje się ograniczona i nie lubi się zbytnio angażować. A mi szkoda jest Jamareo.
- Porozmawiaj z nią, może zmieni zdanie.
- Ty to zrób.- zaśmiałam się. Ja już rozmawiałam.
- Kochanie, ja nie potrafię rozmawiać na takie tematy.- zaśmiał się. Przestań się tym zadręczać, myślę, że Karoline wie co robi, a poza tym nie możemy się mieszać w ich sprawy.
- Masz rację. Musimy się zając sobą i ewentualną przeprowadzką.- powiedziałam, dając mu buziaka w policzek.
- Może skoczymy do knajpki blisko plaży? Słyszałem, że robią tam świetne drinki.- zapytał Bruno.
- Więc chodźmy.- zawołałam wesoło, łapiąc go za rękę.
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Wystrój tam był niesamowity, stylizowany na hawaje, a pod sufitem wisiały małe, kolorowe lampiony. Drinki były rzeczywiście dobre, a po ich wypiciu znacznie poprawił nam się humor. Po przyjściu oglądaliśmy film. Podczas namiętnych scen Bruno zakrywał mi oczy jak dla małego dziecka i sam zaczynał całować. Jak łatwo się domyśleć nie skończyliśmy go oglądać, a po igraszkach zasnęliśmy w objęciach.
*** Tydzień później ***
Ból po stracie mojej bliskiej przyjaciółki malał, a mój dobry nastrój rósł na potęgę. W tym tygodniu odwiedzili nas rodzice Bruna, żeby skontrolować czy wszystko jest w porządku. Z tej okazji upichciłyśmy z Karoline pieczonego kurczaka i szarlotkę. Chłopcy latali po zakupy, a nawet poodkurzali w domu i nakryli do stołu. Bruno świetnie się dogadywał z Jamareo i z wzajemnością. W Sobotę, czyli wtedy kiedy wpadli do nas rodzice, wystroiłyśmy się z siostrą w sukienki, a Bruno i Jam nawet zaopatrzyli się w garnitury. Fakt, co fakt nie był to jakiś wystawny obiad, ale staraliśmy się. Kiedy rodzice przyjechali, powitaliśmy ich oraz zaprowadziliśmy do jadalni. Karoline podała kurczaka, po czym usiadła obok Jam'a. Ja siedziałam obok Bruna, trzymając go za rękę. Po skończonym daniu, Bruno nieśmiało podjął temat przeprowadzki.
- Mamo, tato...- zaczął nieśmiało.
- Tak, synku?- odpowiedziała Bernie.
- Bo widzisz, my chcemy się tutaj przeprowadzić.- spojrzał na mnie.
- Emm...czy na pewno to przemyśleliście?- zapytał tata Bruna.
- Jesteście tutaj niecałe dwa tygodnie, już wszystko wiecie?- podjęła mama.
- Na razie mogą zatrzymać się tutaj- powiedziała Karoline.
- No nie wiem. Zakazać wam nie możemy, bo jesteście dorośli i sami możecie decydować o swoim życiu, ale przemyślcie to jeszcze.- odezwał się Pan Hernandez.
- Jasne, jeszcze nam się nie spieszy.- uśmiechnął się Bruno.
- Macie w ogóle na oku jakieś mieszkanie?
- Jeszcze nie, ale od Poniedziałku zaczniemy przeglądać oferty.
- W sumie niedaleko mnie jest kilka wolnych mieszkań.- odezwała się Karoline.
- Ooo to byłoby świetnie, miałybyśmy blisko do siebie.- uśmiechnęłam się.
Po chwili poszłam do kuchni i przyniosłam wszystkim po talerzyku z szarlotką. Wszyscy stwierdzili, że była ona niebiańsko pyszna, a mama Bruna poprosiła mnie nawet o przepis. Około 20:00 rodzice pojechali, a my wzięliśmy się za zmywanie.
- Wy z Brunem już tak na poważnie, chcecie ze sobą zamieszkać?- zagadała Karoline, gdy zostałyśmy same.
- Myślę, że jesteśmy gotowi, aby spróbować czegoś nowego. W końcu to nasza wspólna decyzja. - uśmiechnęłam się.
- To bardzo odważne z Twojej strony. Jesteś jeszcze młoda i powinnaś korzystać z życia, bawić się, a na dojrzały związek masz jeszcze czas. Ja nie uważam, że mój związek z Jam'em będzie jakiś długi i nie wiążę z nim wielkich planów.
- Teraz sama nie wiem, co mam myśleć. A Ty z Jam'em jesteś tylko dla zabawy?- zapytałam zdziwiona.
- Bardzo go lubię, ale wątpię by było z tego coś poważniejszego.
- Więc, dlaczego z nim jesteś?
- Hhh...- westchnęła. Nie wiem, wydawało mi się, że go kocham i będzie mi z nim dobrze, ale z nim czuję jak kiedyś z Tom'em.- wyszeptała cicho.
- Czyli chcesz z nim zerwać?
- Nie wiem, ostatnio poznałam kogoś na imprezie, ale nie wiem czy coś z tego będzie. Jamareo jest dobrym przyjacielem, a nie chłopakiem. Nie wiem jak to rozegrać, bo nie chcę go zranić.
- Czy jesteś tego pewna? Przemyśl to ,jak byś chciała porozmawiać to możesz na mnie zawsze liczyć.- uśmiechnęłam się do niej.
Nagle do kuchni wpadli chłopcy. Bruno podszedł do mnie i objął mnie w talii, a Jam podszedł do Karoline i dał jej czułego buziaka. Widziałam jak Karola udaje szczęśliwą, a tak naprawdę jest zagubiona i ciężko jest jej ukrywać prawdę. Bruno zaproponował, żebyśmy poszli na spacer. Zapytał Jam'a i Karolę czy też chcą iść, ale oni powiedzieli, że chcą się położyć. Jam pożegnał się z Karoline i poszedł do domu, a my poszliśmy na plażę. Podczas spaceru, Bruno zauważył, że jestem zmartwiona.
- Skarbie, wyglądasz na zmartwioną. Czy wszystko w porządku?- zapytał lekko przejęty.
- Tak wszystko dobrze.- zapatrzyłam się w morze.
- Na pewno? Powiedz mi, przecież mi możesz zaufać.
- No bo, Karoline chce zerwać z Jamareo.
- Dlaczego?
- No wiesz jaka ona jest, nie potrafi być z nikim w związku. Czuje się ograniczona i nie lubi się zbytnio angażować. A mi szkoda jest Jamareo.
- Porozmawiaj z nią, może zmieni zdanie.
- Ty to zrób.- zaśmiałam się. Ja już rozmawiałam.
- Kochanie, ja nie potrafię rozmawiać na takie tematy.- zaśmiał się. Przestań się tym zadręczać, myślę, że Karoline wie co robi, a poza tym nie możemy się mieszać w ich sprawy.
- Masz rację. Musimy się zając sobą i ewentualną przeprowadzką.- powiedziałam, dając mu buziaka w policzek.
- Może skoczymy do knajpki blisko plaży? Słyszałem, że robią tam świetne drinki.- zapytał Bruno.
- Więc chodźmy.- zawołałam wesoło, łapiąc go za rękę.
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Wystrój tam był niesamowity, stylizowany na hawaje, a pod sufitem wisiały małe, kolorowe lampiony. Drinki były rzeczywiście dobre, a po ich wypiciu znacznie poprawił nam się humor. Po przyjściu oglądaliśmy film. Podczas namiętnych scen Bruno zakrywał mi oczy jak dla małego dziecka i sam zaczynał całować. Jak łatwo się domyśleć nie skończyliśmy go oglądać, a po igraszkach zasnęliśmy w objęciach.
niedziela, 1 czerwca 2014
18
Z dedykacją dla Pani Iwony, która prowadzi niesamowitego pingera z niesamowitym opowiadaniem. :) Odcinek krótki, bo mam na głowie poprawianie ocen i projekt edukacyjny :/ Jeszcze tylko te 2 tygodnie i się rozkręcam z opowiadaniami.
*** Oczami Bruna***
W środku nocy obudziła mnie osoba, chodząca po mieszkaniu. Przewróciłem się na drugi bok i ujrzałem jej sylwetkę w drzwiach. Zbliżała się do mojego łóżka, myśląc że nadal śpię. W pewnym momencie lekko i niepewnie dotknęła mojego ramienia. W jej oczach były łzy. Nie byłem pewny, czy ją przytulić, bo jej ostatnia reakcja bardzo mnie zaskoczyła i lekko zaniepokoiła. Patrzyłam na jej piękne oczy, które gubiły kolejne łzy. Powoli zbliżała się w moją stronę, aż w końcu niepewnie przytuliła, jakby bała się mojej reakcji. Odwzajemniłem przytulenie i delikatnie zacząłem gładzić dłonią po jej plecach. Jej skóra była nieprawdopodobnie gładka i przyjemnie pachniała. W pewnym momencie zbliżyła głowę w moją stronę i cichutko wyszeptała.
- Przepraszam Bruno, to spadło na mnie tak nagle...- łkała cicho.
- Spokojnie, wiem że to nie jest dla ciebie łatwe. Dla mnie też nie jest.
- No bo Anka i my i...
- Spokojnie.- przerwałem jej.
- Kocham cię Bruno.- wyszeptała, delikatnie całując moje usta.
Zasnęła ze mną.
Następnego ranka Paula zachowywała się jak zwykle, chociaż ja dostrzegałem w niej trochę smutku.
Karoline wymyśliła coś, co poprawi humor każdej dziewczynie- wypad na zakupy. Nie ukrywałam, że nie lubię spędzać całych dni na chodzeniu po sklepach, ale postanowiłem się poświęcić, aby poczuła się lepiej.
***Oczami Pauliny***
Karoline wpadła na pomysł, aby pójść na zakupy. Jakoś od razu poprawił mi się humor, ale szkoda mi było Bruna. Wiadomo, że mężczyźni nienawidzą łażenia po sklepach całymi dniami.
- Bruno, jeśli nie chcesz, to nie musisz z nami iść.- powiedziałam, gładząc go po ramieniu.
- Ale ja chcę.- powiedział, obejmując mnie.
- Taa jasne. Ta ściema nie przejdzie. Każdy normalny facet nienawidzi zakupów w centrum.- uśmiechnęłam się.
- A może jestem nienormalny?- żartował.
- Jasne, że nienormalny, bo mój.- lekko ucałowałam jego policzek.
Chodziłyśmy od sklepu do sklepu, a nasze ręce stawały się bardziej obciążone pod wpływem toreb. Bruno miał wrażenie jakby odwiedził ponad tysiąc sklepów. Po powrocie do domu przez pół godziny chwaliłyśmy się co kupiłyśmy, prezentując to na sobie. Moja garderoba znacznie się wzbogaciła. Brązowooki zaproponował nam wypad do klubu. Będzie to dobry sposób na poznanie chłopaka Karoline- Jamarea.
Po dwóch godzinach byliśmy już pod budynkiem, w którym mieścił się klub. Pojawił się i Jamareo. Jest on dość wysokim mężczyzną o ciemnej karnacji (słodki murzynek hihihi). Po przywitaniu się, weszliśmy i zajęliśmy miejsce w najwyżej położonej loży. Panował tam świetny klimat. Chłopcy zamówili sobie piwo, a my z Karoliną po drinku. Nasi partnerzy szybko złapali wspólny język, bo okazało się, że Jam również jest muzykiem i gra na gitarze basowej. Gdy DJ puścił nasz ulubiony kawałek Ja i Karoline pognałyśmy na parkiet. Razem skakałyśmy i tańczyłyśmy w rytm muzyki. Po chwili dołączyli do nas chłopcy. Obaj świetnie tańczyli, chociaż z Brunem tańczyło mi się najlepiej. Rozbrzmiał wolny kawałek, a Bruno zbliżył się do mnie, kładąc swoje ręce na moich biodrach. Powoli kołysaliśmy się w rytmie muzyki, patrząc się sobie w oczy. Pod koniec kawałka Bruno pocałował mnie i podziękował za taniec. Dobrze, że namówił mnie na ten wypad do klubu, to znacznie poprawiło mój nastrój. W domu pojawiliśmy się po 2-giej. Jam nocował dzisiaj z Karoline i coś mi się wydaje, że to nie była zwykła noc. Bruno też pokusił się o umilenie nocy, a ja mu uległam. Nad ranem wstałam, narzuciłam luźny t-shirt Bruna i poszłam po butelkę wody do kuchni. Jakież to zdziwienie mnie ogarnęło, kiedy wróciłam do pokoju. Jamareo widocznie pomylił pokoje, wracając z łazienki i kładł się do Bruna. Szybko odciągnęłam go i skierowałam do drugiego pokoju, a sama położyłam się i objęłam mojego brązowookiego partnera. Poczuł to i przytulił mnie do siebie mocniej. Czułam, że z nim naprawdę jestem bezpieczna. Kiedy Bruno się obudził, poszliśmy do jacuzzi na dachu i oglądaliśmy wschód słońca. Coraz bardziej nurtowała mnie myśl, czy by się tutaj nie przeprowadzić. Po zjedzonym śniadaniu wszyscy pojechaliśmy na plażę, ale inną bo tamta źle mi się kojarzy. Nie ukrywam, czułam w sobie niepokój, ale Bruno był ciągle obok mnie, co sprawiało że byłam spokojniejsza.
- Bruno?- zaczęłam.
- Tak skarbie?
- Co myślisz o przeprowadzeniu się tutaj?
- Myślę, że to szalony pomysł.- uśmiechnął się.
- Szalony jak ja?- uśmiechnęłam się.
- Nie, Ty jesteś jeszcze bardziej szalona. Kocham cię.
- Też cię kocham.
- Pokazać Ci coś?- zapytał z podejrzanym uśmiechem.
- Boję się twoich pomysłów Bru.
- I powinnaś.- uśmiechnął się chytrze, a po chwili byliśmy w wodzie, mokrzy od stóp do głów.
- Bruno!- zawołałam.
- No co?- uśmiechnął się niewinnie.
- Z Tobą nie można iść na plażę.
- Coś mówiłaś?- zapytał się, biorąc mnie na ręce i szybko wbiegając w falę.
- Brunoo!!!- krzyczałam.
- Też cię kocham- uśmiechnął się, po czym objął mnie i zaczął całować.
- Aww...jakie słodziaki- zawołała Karola, stojąc w objęciach Jam'a. Widziałam, że była z nim szczęśliwa.
- Zaraz ty będziesz słodziak- zawołałam, biegnąc w jej stronę.
- Jasne, jasne słodziaku.- śmiała się, uciekając ode mnie.
Nasi partnerzy stali i tylko się z nas śmiali. Gdy dorwałam Karolę, przytuliłam się do niej, a ona próbowała mnie od siebie ''odczepić''.
- Paula, ty mokry psie.- śmiała się.
- Jestem twoim kundelkiem, słodziakiem.- żartowałam.
- Kundelkiem, powiadasz? Myślałam, że mokrym szczeniakiem.
- Ty jesteś mokry szczeniak.- wpadłyśmy do wody, śmiejąc się.
Ciekawa byłam, co sobie myślą o nas chłopcy, ale chyba nie chciałam wiedzieć.
*** Oczami Bruna***
W środku nocy obudziła mnie osoba, chodząca po mieszkaniu. Przewróciłem się na drugi bok i ujrzałem jej sylwetkę w drzwiach. Zbliżała się do mojego łóżka, myśląc że nadal śpię. W pewnym momencie lekko i niepewnie dotknęła mojego ramienia. W jej oczach były łzy. Nie byłem pewny, czy ją przytulić, bo jej ostatnia reakcja bardzo mnie zaskoczyła i lekko zaniepokoiła. Patrzyłam na jej piękne oczy, które gubiły kolejne łzy. Powoli zbliżała się w moją stronę, aż w końcu niepewnie przytuliła, jakby bała się mojej reakcji. Odwzajemniłem przytulenie i delikatnie zacząłem gładzić dłonią po jej plecach. Jej skóra była nieprawdopodobnie gładka i przyjemnie pachniała. W pewnym momencie zbliżyła głowę w moją stronę i cichutko wyszeptała.
- Przepraszam Bruno, to spadło na mnie tak nagle...- łkała cicho.
- Spokojnie, wiem że to nie jest dla ciebie łatwe. Dla mnie też nie jest.
- No bo Anka i my i...
- Spokojnie.- przerwałem jej.
- Kocham cię Bruno.- wyszeptała, delikatnie całując moje usta.
Zasnęła ze mną.
Następnego ranka Paula zachowywała się jak zwykle, chociaż ja dostrzegałem w niej trochę smutku.
Karoline wymyśliła coś, co poprawi humor każdej dziewczynie- wypad na zakupy. Nie ukrywałam, że nie lubię spędzać całych dni na chodzeniu po sklepach, ale postanowiłem się poświęcić, aby poczuła się lepiej.
***Oczami Pauliny***
Karoline wpadła na pomysł, aby pójść na zakupy. Jakoś od razu poprawił mi się humor, ale szkoda mi było Bruna. Wiadomo, że mężczyźni nienawidzą łażenia po sklepach całymi dniami.
- Bruno, jeśli nie chcesz, to nie musisz z nami iść.- powiedziałam, gładząc go po ramieniu.
- Ale ja chcę.- powiedział, obejmując mnie.
- Taa jasne. Ta ściema nie przejdzie. Każdy normalny facet nienawidzi zakupów w centrum.- uśmiechnęłam się.
- A może jestem nienormalny?- żartował.
- Jasne, że nienormalny, bo mój.- lekko ucałowałam jego policzek.
Chodziłyśmy od sklepu do sklepu, a nasze ręce stawały się bardziej obciążone pod wpływem toreb. Bruno miał wrażenie jakby odwiedził ponad tysiąc sklepów. Po powrocie do domu przez pół godziny chwaliłyśmy się co kupiłyśmy, prezentując to na sobie. Moja garderoba znacznie się wzbogaciła. Brązowooki zaproponował nam wypad do klubu. Będzie to dobry sposób na poznanie chłopaka Karoline- Jamarea.
Po dwóch godzinach byliśmy już pod budynkiem, w którym mieścił się klub. Pojawił się i Jamareo. Jest on dość wysokim mężczyzną o ciemnej karnacji (słodki murzynek hihihi). Po przywitaniu się, weszliśmy i zajęliśmy miejsce w najwyżej położonej loży. Panował tam świetny klimat. Chłopcy zamówili sobie piwo, a my z Karoliną po drinku. Nasi partnerzy szybko złapali wspólny język, bo okazało się, że Jam również jest muzykiem i gra na gitarze basowej. Gdy DJ puścił nasz ulubiony kawałek Ja i Karoline pognałyśmy na parkiet. Razem skakałyśmy i tańczyłyśmy w rytm muzyki. Po chwili dołączyli do nas chłopcy. Obaj świetnie tańczyli, chociaż z Brunem tańczyło mi się najlepiej. Rozbrzmiał wolny kawałek, a Bruno zbliżył się do mnie, kładąc swoje ręce na moich biodrach. Powoli kołysaliśmy się w rytmie muzyki, patrząc się sobie w oczy. Pod koniec kawałka Bruno pocałował mnie i podziękował za taniec. Dobrze, że namówił mnie na ten wypad do klubu, to znacznie poprawiło mój nastrój. W domu pojawiliśmy się po 2-giej. Jam nocował dzisiaj z Karoline i coś mi się wydaje, że to nie była zwykła noc. Bruno też pokusił się o umilenie nocy, a ja mu uległam. Nad ranem wstałam, narzuciłam luźny t-shirt Bruna i poszłam po butelkę wody do kuchni. Jakież to zdziwienie mnie ogarnęło, kiedy wróciłam do pokoju. Jamareo widocznie pomylił pokoje, wracając z łazienki i kładł się do Bruna. Szybko odciągnęłam go i skierowałam do drugiego pokoju, a sama położyłam się i objęłam mojego brązowookiego partnera. Poczuł to i przytulił mnie do siebie mocniej. Czułam, że z nim naprawdę jestem bezpieczna. Kiedy Bruno się obudził, poszliśmy do jacuzzi na dachu i oglądaliśmy wschód słońca. Coraz bardziej nurtowała mnie myśl, czy by się tutaj nie przeprowadzić. Po zjedzonym śniadaniu wszyscy pojechaliśmy na plażę, ale inną bo tamta źle mi się kojarzy. Nie ukrywam, czułam w sobie niepokój, ale Bruno był ciągle obok mnie, co sprawiało że byłam spokojniejsza.
- Bruno?- zaczęłam.
- Tak skarbie?
- Co myślisz o przeprowadzeniu się tutaj?
- Myślę, że to szalony pomysł.- uśmiechnął się.
- Szalony jak ja?- uśmiechnęłam się.
- Nie, Ty jesteś jeszcze bardziej szalona. Kocham cię.
- Też cię kocham.
- Pokazać Ci coś?- zapytał z podejrzanym uśmiechem.
- Boję się twoich pomysłów Bru.
- I powinnaś.- uśmiechnął się chytrze, a po chwili byliśmy w wodzie, mokrzy od stóp do głów.
- Bruno!- zawołałam.
- No co?- uśmiechnął się niewinnie.
- Z Tobą nie można iść na plażę.
- Coś mówiłaś?- zapytał się, biorąc mnie na ręce i szybko wbiegając w falę.
- Brunoo!!!- krzyczałam.
- Też cię kocham- uśmiechnął się, po czym objął mnie i zaczął całować.
- Aww...jakie słodziaki- zawołała Karola, stojąc w objęciach Jam'a. Widziałam, że była z nim szczęśliwa.
- Zaraz ty będziesz słodziak- zawołałam, biegnąc w jej stronę.
- Jasne, jasne słodziaku.- śmiała się, uciekając ode mnie.
Nasi partnerzy stali i tylko się z nas śmiali. Gdy dorwałam Karolę, przytuliłam się do niej, a ona próbowała mnie od siebie ''odczepić''.
- Paula, ty mokry psie.- śmiała się.
- Jestem twoim kundelkiem, słodziakiem.- żartowałam.
- Kundelkiem, powiadasz? Myślałam, że mokrym szczeniakiem.
- Ty jesteś mokry szczeniak.- wpadłyśmy do wody, śmiejąc się.
Ciekawa byłam, co sobie myślą o nas chłopcy, ale chyba nie chciałam wiedzieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)