Cookie

wtorek, 15 lipca 2014

21

Z dedykacją dla wszystkich :)

Po wyjeździe Karoline, dzień zapowiadał się nieciekawie. Z tego wszystkiego się rozchorowałam i czułam się przygnębiona. Teraz wszystko było na naszej głowie, musieliśmy zajmować się domem, zapłacić należne rachunki oraz przygotowywać Bruna na przesłuchanie, które jest już jutro. Kiedy kolejny raz powtarzaliśmy tekst, zakręciło mi się w głowie i upadłam bezwładnie na kanapę. Bruno natychmiast przyniósł mi szklankę wody i kazał się położyć.
- Paula, ale ty jesteś rozpalona.- powiedział, dotykając mojej głowy.
- Chyba ci się wydaje.
- Zaraz przyniosę Ci termometr i się przekonamy.- kierował się do sypialni.
Po chwili wrócił i wręczył mi termometr. Gdy upłynęło 5 minut, sprawdziliśmy temperaturę. Faktycznie, było tam 38 stopni.
- Kochanie, powinniśmy udać się do lekarza.
- Daj spokój, to tylko podwyższona temperatura. Wezmę tabletkę i zaraz mi przejdzie.
- Nie wydaje mi się, ale jak uważasz. Nie będę cię ciągnął na siłę, wiesz co robisz.
Poszliśmy do kuchni, Bruno zrobił mi herbatkę z miodem i cytryną, którą popiłam lek. W trakcie ponownego ćwiczenia, Bruno stwierdził, że chyba nie pójdzie na przesłuchanie. Zszokowana zapytałam dlaczego?
- Mamy teraz za dużo na głowie, żebym mógł rozwijać karierę. Powinienem się teraz Tobą zająć a nie bawić w gwiazdę.
- Bruno, teraz jest świetna okazja, a ja nie jestem małym dzieckiem i sobie poradzę. I tak musisz znaleźć sobie pracę, a to jest idealna okazja bo masz szansę na realizację swoich marzeń i robienia to co kochasz.
- Może i masz rację, ale boję się.
- Rozumiem, że się trochę obawiasz, ale nie potrzebnie, bo masz wielki talent i powalisz wszystkich na kolana.
Później jeszcze chwilę pogadaliśmy i  położyliśmy się wcześniej spać, aby Bruno mógł się wyspać.

*** Następnego dnia, oczami Bruna ***

Wstałem o siódmej i byłem bardzo zdenerwowany, ponieważ budzik nie zadzwonił. Przesłuchanie miało zacząć się o ósmej, a dojazd autobusem zajmował około godzinę. Pospiesznie się ubrałem, wziąłem kabanosy i jedząc, pobiegłem na autobus. Kierowca poczekał na mnie, bo widział jak biegnę, machając do niego ręką. Szybko wszedłem, kupiłem bilet i usiałem z tyłu pojazdu. Niestety nie miałem czasu aby się rozśpiewać, więc musiałem to zrobić po drodze. Śpiewałem wprawki, a ludzie patrzyli się na mnie jak na idiotę. Jedna z pań odwróciła się do mnie i spytała, czy nic mi nie jest. Zrobiło mi się trochę głupio, speszony przeprosiłem i wytłumaczyłem jej, że jadę właśnie na ważne przesłuchanie. Na moje nieszczęście, utknęliśmy w korku w centrum miasta. Koło dziewiątej stałem już pod domem Jamareo. Wbiegłem do garażu i zobaczyłem, że chłopaki składają już sprzęt. Jam kiedy mnie zobaczył, kazał chłopakom wstrzymać się i powiedział, że mamy jeszcze jednego kandydata. Zaśpiewałem im przygotowaną wcześniej piosenkę, a patrząc na ich miny było widać, że chyba im się spodobało. Chłopcy po krótkiej naradzie, dali mi tekst utworu i powiedzieli, żebym spróbował z nimi to zaśpiewać. Oni zaczęli grać, a ja odśpiewałem swoją kwestię.
Powiedzieli, że się odezwą, a ja ruszyłem do domu. Nie zdążyłem przekroczyć progu domu, a Paula zaczęła zasypywać mnie pytaniami, jak mi poszło i co powiedzieli chłopacy. Opowiedziałem jej o wszystkim, a gdy wspominałem o pani w autobusie, myślałem, że się posika ze śmiechu. Widziałem, że już czuje się znacznie lepiej, z czego byłem bardzo zadowolony. W drodze powrotnej wstąpiłem do wypożyczalni, gdzie wypożyczyłem kilka filmów. Kiedy razem oglądaliśmy film, przeszedł sms od Jamareo.

Od: Jamareo
"Witaj Bruno! Razem z chłopakami podjęliśmy decyzję, że to z Tobą chcielibyśmy zacząć współpracę. Jeśli jesteś zainteresowany, wpadnij jutro do nas do studia przy Wallson Street o 10 rano. Liczymy na Ciebie."

Od razu pochwaliłem się Pauli, a ona rzuciła mi się na szyję i powiedziała, że musimy to uczcić i, że przygotuje pyszną kolację. Po dokończeniu filmu, poszliśmy do kuchni i wspólnie przygotowaliśmy zapiekankę, którą później zjedliśmy. Po skończonej kolacji, obejrzeliśmy kolejny film, który był romantyczny i zasnęliśmy w objęciach.

piątek, 4 lipca 2014

20

Rozdział z dedykacjami dla każdego, kto czyta tego bloga :) Mam nadzieję, że za ciężką pracę dostanę komentarzyk? ^^ P.S.Myślę, że Natalie jest zadowolona :D

Następnego dnia Bruno, Karoline i ja wybraliśmy się do biura nieruchomości, aby przejrzeć oferty. Po paru godzinach wybraliśmy 2 najciekawsze posiadłości. Jedna z nich była niedaleko domu Karoline, a druga położona w centrum.
- I co sądzisz o tych tych ofertach?- wyrwał mnie z zamyśleń Bruno.
- Są wspaniałe, ale obawiam się, że nas na nie nie stać, Bru. Rodzice nie mogą nam finansować mieszkania.
- Spokojnie Paula, coś wymyślimy. Ja poszukam jakiejś tymczasowej pracy.
- Paula, czy ty przypadkiem nie mówiłaś mi, że Bruno ma świetny głos?- przerwała Karola. Słyszałam, że Jamareo chce wznowić swój stary zespół i poszukuje wokalisty, a zawsze to jakaś kasa na początek.- uśmiechnęła się.
- Bruno, a Ty co o tym sądzisz?- zapytałam.
- No ehemm... nie wiem co o tym sądzić. W sumie nigdy nie występowałem przed dużą publicznością.
- Oj przestań, zapytam kiedy będą robić przesłuchania i dam Ci znać.
- Bruno, to świetny pomysł. Będziesz mógł się sprawdzić i pokazać swój wielki talent. Sam mówiłeś, że  kochasz śpiewać, a głos masz idealny i nie próbuj zaprzeczać. Myślę, że powinieneś spróbować.
- Hmm... no nie wiem, muszę to przemyśleć.
- W każdym bądź razie, zapytam się Jam'a i wszystko wam powiem. A teraz zostawiam was samych i lecę do pracy. Wrócę przed 18:00 i wtedy pogadamy.
- Dobra, to do zobaczenia później.
- To co Paula, idziemy coś zjeść?
- Możemy iść do restauracji na przeciwko, a potem pójdziemy po zakupy i zrobimy pyszną kolację.
- Co tylko sobie życzysz Milady.- uśmiechnął się, obejmując mnie swoim ramieniem.
- Dobrze, więc chodźmy.- wtuliłam się w jego ramię.
Po skończonym obiedzie poszliśmy do supermarketu, aby kupić potrzebne nam składniki. Nie obyło się jednak bez wygłupów i świetnej zabawy. Kiedy przechodziliśmy obok stoiska z zabawkami Bruno dorwał się do pistoletu na wodę i zaczął mnie ganiać po całym sklepie. Kiedy myślałam,że go zgubiłam, ni z tąd, ni z owąd wyskoczył, niczym filip z konopii. Chcąc mu uciec, odwróciłam się przez lewe ramię i wpadłam na regał z pluszakami. Myślałam, że Bruno posika się ze śmiechu. Chwilę później przybiegła pani wykładająca towar i z przerażeniem spytała, czy wszystko w porządku, po czym rzuciła Brunowi wrogie spojrzenie. Brązowooki pomógł mi wstać i musiał za karę poukładać wszystkie miśki na swoje miejsce. Po około godzinie dotarliśmy do domu i zastaliśmy nieprawdopodobny widok.
- Jesteś sprzedajną dziwką.- padło z ust Jamaro.
W ułamku sekundy Karoline zaczęła okładać go pięściami, a ja podbiegłam do niej odciągając ją na bok.
- Co się tutaj wyprawia?!- zapytałam zdenerwowana.
- Nie wtrącaj się do mojego związku!- krzyknęła Karoline, zwracając się do Jam'a. Nie będziesz mnie kretynie od dziwek wyzywał. To, że nam się nie układało to nie jest tylko i wyłącznie moja wina. To leży po obu stronach i dobrze o tym wiesz.
- Karolina uspokój się!-skierowałam do niej. Musicie ochłonąć, bo kłócenie się nic nie da.
Po tych słowach Karoline niespodziewanie pobiegła do swojego pokoju i zaczęła się pakować. Ignorowała co do niej mówiłam, a nawet krzyczałam. Na odchodne dodała tylko:
- Jeszcze dzisiaj wylatuje z tego miasta. Możecie zamieszkać tutaj. To tyle w tym temacie- trzasnęła drzwiami.
- Bruno! Zrób coś, leć za nią!- krzyknęłam, a ten pospiesznie pognał przez drzwi.


*** Oczami Bruna ***
Szybko pobiegłem w stronę garażu Karoli. Akurat pakowała walizki do bagażnika.
- Karola, czekaj!- krzyknąłem, odciągając ją od bagażnika.
- Czego chcesz- syknęła.
- Nie możesz tak po prostu uciec, nie teraz. Paula potrzebuje twego wsparcia. Nie pamiętasz jak było jeszcze kilka dni temu, po śmierci Anki? Nie możesz jej tak zostawić.
- Bruno, ja nie mogę tutaj być. Muszę odpocząć, uspokoić się. Może i nie odchodzę na zawsze, ale potrzebuję przerwy. Sam wiesz jak to jest, Paula Ci pewnie powiedziała. Na razie możecie mieszkać tutaj, mam nadzieję, że będzie wam tu dobrze.
- Zaraz, czekaj, a co Powiem Pauli?- zapytał zmartwiony.
- Powiedz jej, że nie chciałam jej skrzywdzić i że bardzo ją kocham i doceniam co dla mnie robi. Powiedz jej także, że wrócę i żeby się o mnie nie martwiła.
- A gdzie się zatrzymasz?
- Jeszcze nie wiem, pewnie w hotelu albo u przyjaciółki. Nie martw się, odezwę się niebawem.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz.- rzuciłem na odchodne.
- Bruno! Przesłuchanie jest w Sobotę u Jam'a. Powinieneś tam iść, wierzę w Ciebie. Opiekuj się Paulą.- powiedziała, po czym odjechała.


*** Oczami Pauli ***
Bruno wrócił do domu.
- Gdzie ona jest?! Dlaczego jej jeszcze nie przyprowadziłeś?- spanikowałam.
- Karoline odjechała, myślę że musi ochłonąć i wszystko sobie poukładać.
- To wszystko twoja wina!- wskazała na poobijanego Jam'a.
- Zostaw go, to nie jego wina. Po prostu tak musiało być.- przytulił mnie do siebie. Myślę, ze ten dzień był trudny dla nas wszystkich, porozmawiajmy, kiedy ochłoniemy. Nie ma sensu skakać sobie do gardeł.
- Masz rację Bruno. Jam, przepraszam... Po prostu Karoline była mi bardzo bliska i nie chcę jej tracić, nie chcę tracić kolejnej osoby...
- Rozumiem...-przytulił mnie, jak przyjaciel. Ja też nie chcę jej tracić- dodał, odchodząc. Do zobaczenia niedługo.- rzucił przed samym wyjściem.
W nocy nie mogłam spać, więc wzięłam tabletki nasenne i nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.

sobota, 28 czerwca 2014

19

Z dedykacjami dla Pani Magdy :) Przepraszam, za długą przerwę, spowodowaną poprawianiem ocen, biwakiem klasowym, balem szkolnym i innymi pierdołami z okazji zakończenia szkoły. Wybaczycie mi? Od Lipca powracam z regularnymi rozdziałami :)

*** Tydzień później ***

Ból po stracie mojej bliskiej przyjaciółki malał, a mój dobry nastrój rósł na potęgę. W tym tygodniu odwiedzili nas rodzice Bruna, żeby skontrolować czy wszystko jest w porządku. Z tej okazji upichciłyśmy z Karoline pieczonego kurczaka i szarlotkę. Chłopcy latali po zakupy, a nawet poodkurzali w domu i nakryli do stołu. Bruno świetnie się dogadywał z Jamareo i z wzajemnością. W Sobotę, czyli wtedy kiedy wpadli do nas rodzice, wystroiłyśmy się z siostrą w sukienki, a Bruno i Jam nawet zaopatrzyli się w garnitury. Fakt, co fakt nie był to jakiś wystawny obiad, ale staraliśmy się. Kiedy rodzice przyjechali, powitaliśmy ich oraz zaprowadziliśmy do jadalni. Karoline podała kurczaka, po czym usiadła obok Jam'a. Ja siedziałam obok Bruna, trzymając go za rękę. Po skończonym daniu, Bruno nieśmiało podjął temat przeprowadzki.
- Mamo, tato...- zaczął nieśmiało.
- Tak, synku?- odpowiedziała Bernie.
- Bo widzisz, my chcemy się tutaj przeprowadzić.- spojrzał na mnie.
- Emm...czy na pewno to przemyśleliście?- zapytał tata Bruna.
- Jesteście tutaj niecałe dwa tygodnie, już wszystko wiecie?- podjęła mama.
- Na razie mogą zatrzymać się tutaj- powiedziała Karoline.
- No nie wiem. Zakazać wam nie możemy, bo jesteście dorośli i sami możecie decydować o swoim życiu, ale przemyślcie to jeszcze.- odezwał się Pan Hernandez.
- Jasne, jeszcze nam się nie spieszy.- uśmiechnął się Bruno.
- Macie w ogóle na oku jakieś mieszkanie?
- Jeszcze nie, ale od Poniedziałku zaczniemy przeglądać oferty.
- W sumie niedaleko mnie jest kilka wolnych mieszkań.- odezwała się Karoline.
- Ooo to byłoby świetnie, miałybyśmy blisko do siebie.- uśmiechnęłam się.
Po chwili poszłam do kuchni i przyniosłam wszystkim po talerzyku z szarlotką. Wszyscy stwierdzili, że była ona niebiańsko pyszna, a mama Bruna poprosiła mnie nawet o przepis. Około 20:00 rodzice pojechali, a my wzięliśmy się za zmywanie.
- Wy z Brunem już tak na poważnie, chcecie ze sobą zamieszkać?- zagadała Karoline, gdy zostałyśmy same.
- Myślę, że jesteśmy gotowi, aby spróbować czegoś nowego. W końcu to nasza wspólna decyzja. - uśmiechnęłam się.
- To bardzo odważne z Twojej strony. Jesteś jeszcze młoda i powinnaś korzystać z życia, bawić się, a na dojrzały związek masz jeszcze czas. Ja nie uważam, że mój związek z Jam'em będzie jakiś długi i nie wiążę z nim wielkich planów.
- Teraz sama nie wiem, co mam myśleć. A Ty z Jam'em jesteś tylko dla zabawy?- zapytałam zdziwiona.
- Bardzo go lubię, ale wątpię by było z tego coś poważniejszego.
- Więc, dlaczego z nim jesteś?
- Hhh...- westchnęła. Nie wiem, wydawało mi się, że go kocham i będzie mi z nim dobrze, ale z nim czuję jak kiedyś z Tom'em.- wyszeptała cicho.
- Czyli chcesz z nim zerwać?
- Nie wiem, ostatnio poznałam kogoś na imprezie, ale nie wiem czy coś z tego będzie. Jamareo jest dobrym przyjacielem, a nie chłopakiem. Nie wiem jak to rozegrać, bo nie chcę go zranić.
- Czy jesteś tego pewna? Przemyśl to ,jak byś chciała porozmawiać to możesz na mnie zawsze liczyć.- uśmiechnęłam się do niej.
Nagle do kuchni wpadli chłopcy. Bruno podszedł do mnie i objął mnie w talii, a Jam podszedł do Karoline i dał jej czułego buziaka. Widziałam jak Karola udaje szczęśliwą, a tak naprawdę jest zagubiona i ciężko jest jej ukrywać prawdę. Bruno zaproponował, żebyśmy poszli na spacer. Zapytał Jam'a i Karolę czy też chcą iść, ale oni powiedzieli, że chcą się położyć. Jam pożegnał się z Karoline i poszedł do domu, a my poszliśmy na plażę. Podczas spaceru, Bruno zauważył, że jestem zmartwiona.
- Skarbie, wyglądasz na zmartwioną. Czy wszystko w porządku?- zapytał lekko przejęty.
- Tak wszystko dobrze.- zapatrzyłam się w morze.
- Na pewno? Powiedz mi, przecież mi możesz zaufać.
- No bo, Karoline chce zerwać z Jamareo.
- Dlaczego?
- No wiesz jaka ona jest, nie potrafi być z nikim w związku. Czuje się ograniczona i nie lubi się zbytnio angażować. A mi szkoda jest Jamareo.
- Porozmawiaj z nią, może zmieni zdanie.
- Ty to zrób.- zaśmiałam się. Ja już rozmawiałam.
- Kochanie, ja nie potrafię rozmawiać na takie tematy.- zaśmiał się. Przestań się tym zadręczać, myślę, że Karoline wie co robi, a poza tym nie możemy się mieszać w ich sprawy.
- Masz rację. Musimy się zając sobą i ewentualną przeprowadzką.- powiedziałam, dając mu buziaka w policzek.
- Może skoczymy do knajpki blisko plaży? Słyszałem, że robią tam świetne drinki.- zapytał Bruno.
- Więc chodźmy.- zawołałam wesoło, łapiąc go za rękę.
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Wystrój tam był niesamowity, stylizowany na hawaje, a pod sufitem wisiały małe, kolorowe lampiony. Drinki były rzeczywiście dobre, a po ich wypiciu znacznie poprawił nam się humor. Po przyjściu oglądaliśmy film. Podczas namiętnych scen Bruno zakrywał mi oczy jak dla małego dziecka i sam zaczynał całować. Jak łatwo się domyśleć nie skończyliśmy go oglądać, a po igraszkach zasnęliśmy w objęciach.

niedziela, 1 czerwca 2014

18

Z dedykacją dla Pani Iwony, która prowadzi niesamowitego pingera z niesamowitym opowiadaniem. :) Odcinek krótki, bo mam na głowie poprawianie ocen i projekt edukacyjny :/ Jeszcze tylko te 2 tygodnie i się rozkręcam z opowiadaniami.

*** Oczami Bruna***
W środku nocy obudziła mnie osoba, chodząca po mieszkaniu. Przewróciłem się na drugi bok i ujrzałem jej sylwetkę w drzwiach. Zbliżała się do mojego łóżka, myśląc że nadal śpię. W pewnym momencie lekko i niepewnie dotknęła mojego ramienia. W jej oczach były łzy. Nie byłem pewny, czy ją przytulić, bo jej ostatnia reakcja bardzo mnie zaskoczyła i lekko zaniepokoiła. Patrzyłam na jej piękne oczy, które gubiły kolejne łzy. Powoli zbliżała się w moją stronę, aż w końcu niepewnie przytuliła, jakby bała się mojej reakcji. Odwzajemniłem przytulenie i delikatnie zacząłem gładzić dłonią po jej plecach. Jej skóra była nieprawdopodobnie gładka i przyjemnie pachniała. W pewnym momencie zbliżyła głowę w moją stronę i cichutko wyszeptała.
- Przepraszam Bruno, to spadło na mnie tak nagle...- łkała cicho.
- Spokojnie, wiem że to nie jest dla ciebie łatwe. Dla mnie też nie jest.
- No bo Anka i my i...
- Spokojnie.- przerwałem jej.
- Kocham cię Bruno.- wyszeptała, delikatnie całując moje usta.
Zasnęła ze mną.

Następnego ranka Paula zachowywała się jak zwykle, chociaż ja dostrzegałem w niej trochę smutku.
Karoline wymyśliła coś, co poprawi humor każdej dziewczynie- wypad na zakupy. Nie ukrywałam, że nie lubię spędzać całych dni na chodzeniu po sklepach, ale postanowiłem się poświęcić, aby poczuła się lepiej.

***Oczami Pauliny***
Karoline wpadła na pomysł, aby pójść na zakupy. Jakoś od razu poprawił mi się humor, ale szkoda mi było Bruna. Wiadomo, że mężczyźni nienawidzą łażenia po sklepach całymi dniami.
- Bruno, jeśli nie chcesz, to nie musisz z nami iść.- powiedziałam, gładząc go po ramieniu.
- Ale ja chcę.- powiedział, obejmując mnie.
- Taa jasne. Ta ściema nie przejdzie. Każdy normalny facet nienawidzi zakupów w centrum.- uśmiechnęłam się.
- A może jestem nienormalny?- żartował.
- Jasne, że nienormalny, bo mój.- lekko ucałowałam jego policzek.
Chodziłyśmy od sklepu do sklepu, a nasze ręce stawały się bardziej obciążone pod wpływem toreb. Bruno miał wrażenie jakby odwiedził ponad tysiąc sklepów. Po powrocie do domu przez pół godziny chwaliłyśmy się co kupiłyśmy, prezentując to na sobie. Moja garderoba znacznie się wzbogaciła. Brązowooki zaproponował nam wypad do klubu. Będzie to dobry sposób na poznanie chłopaka Karoline- Jamarea.
Po dwóch godzinach byliśmy już pod budynkiem, w którym mieścił się klub. Pojawił się i Jamareo. Jest on dość wysokim mężczyzną o ciemnej karnacji (słodki murzynek hihihi). Po przywitaniu się, weszliśmy i zajęliśmy miejsce w najwyżej położonej loży. Panował tam świetny klimat. Chłopcy zamówili sobie piwo, a my z Karoliną po drinku. Nasi partnerzy szybko złapali wspólny język, bo okazało się, że Jam również jest muzykiem i gra na gitarze basowej. Gdy DJ puścił nasz ulubiony kawałek Ja i Karoline pognałyśmy na parkiet. Razem skakałyśmy i tańczyłyśmy w rytm muzyki. Po chwili dołączyli do nas chłopcy. Obaj świetnie tańczyli, chociaż z Brunem tańczyło mi się najlepiej. Rozbrzmiał wolny kawałek, a Bruno zbliżył się do mnie, kładąc swoje ręce na moich biodrach. Powoli kołysaliśmy się w rytmie muzyki, patrząc się sobie w oczy. Pod koniec kawałka Bruno pocałował mnie i podziękował za taniec. Dobrze, że namówił mnie na ten wypad do klubu, to znacznie poprawiło mój nastrój. W domu pojawiliśmy się po 2-giej. Jam nocował dzisiaj z Karoline i coś mi się wydaje, że to nie była zwykła noc. Bruno też pokusił się o umilenie nocy, a ja mu uległam. Nad ranem wstałam, narzuciłam luźny t-shirt Bruna i poszłam po butelkę wody do kuchni. Jakież to zdziwienie mnie ogarnęło, kiedy wróciłam do pokoju. Jamareo widocznie pomylił pokoje, wracając z łazienki i kładł się do Bruna. Szybko odciągnęłam go i skierowałam do drugiego pokoju, a sama położyłam się i objęłam mojego brązowookiego partnera. Poczuł to i przytulił mnie do siebie mocniej. Czułam, że z nim naprawdę jestem bezpieczna. Kiedy Bruno się obudził, poszliśmy do jacuzzi na dachu i oglądaliśmy wschód słońca. Coraz bardziej nurtowała mnie myśl, czy by się tutaj nie przeprowadzić. Po zjedzonym śniadaniu wszyscy pojechaliśmy na plażę, ale inną bo tamta źle mi się kojarzy. Nie ukrywam, czułam w sobie niepokój, ale Bruno był ciągle obok mnie, co sprawiało że byłam spokojniejsza.
- Bruno?- zaczęłam.
- Tak skarbie?
- Co myślisz o przeprowadzeniu się tutaj?
- Myślę, że to szalony pomysł.- uśmiechnął się.
- Szalony jak ja?- uśmiechnęłam się.
- Nie, Ty jesteś jeszcze bardziej szalona. Kocham cię.
- Też cię kocham.
- Pokazać Ci coś?- zapytał z podejrzanym uśmiechem.
- Boję się twoich pomysłów Bru.
- I powinnaś.- uśmiechnął się chytrze, a po chwili byliśmy w wodzie, mokrzy od stóp do głów.
- Bruno!- zawołałam.
- No co?- uśmiechnął się niewinnie.
- Z Tobą nie można iść na plażę.
- Coś mówiłaś?- zapytał się, biorąc mnie na ręce i szybko wbiegając w falę.
- Brunoo!!!- krzyczałam.
- Też cię kocham- uśmiechnął się, po czym objął mnie i zaczął całować.
- Aww...jakie słodziaki- zawołała Karola, stojąc w objęciach Jam'a. Widziałam, że była z nim szczęśliwa.
- Zaraz ty będziesz słodziak- zawołałam, biegnąc w jej stronę.
- Jasne, jasne słodziaku.- śmiała się, uciekając ode mnie.
Nasi partnerzy stali i tylko się z nas śmiali. Gdy dorwałam Karolę, przytuliłam się do niej, a ona próbowała mnie od siebie ''odczepić''.
- Paula, ty mokry psie.- śmiała się.
- Jestem twoim kundelkiem, słodziakiem.- żartowałam.
- Kundelkiem, powiadasz? Myślałam, że mokrym szczeniakiem.
- Ty jesteś mokry szczeniak.- wpadłyśmy do wody, śmiejąc się.
Ciekawa byłam, co sobie myślą o nas chłopcy, ale chyba nie chciałam wiedzieć.

niedziela, 25 maja 2014

17

Rozdział z dedykacją dla N :) Nie bijcie bo głowie, ale jak to ktoś mi kiedyś napisał, w życiu nie zawsze jest cukierkowo. 

Rankiem zastałam Bruna na tarasie, który był przy naszym pokoju. Siedział bez koszulki i pił lemoniadę. Podeszłam do niego po cichu i zakryłam mu oczy, pytając wesoło:
- Kto to?
- Hmm... najpiękniejsza dziewczyna jaką znam- odpowiedział, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Zgadłeś!- zawołałam, siadając na jego nogach.
- Należy mi się nagroda- powiedział, kładąc swoje ciepłe dłonie na moich biodrach.
- To ją sobie weź- szepnęłam mu do ucha, a on obrócił mnie w swoją stronę i powoli zaczął mnie całować. Zamknęłam oczy i położyłam swoje ręce na jego plecach. Zatraciłam się w tym krótkim, ale jakże namiętnym pocałunku.
- Podobają mi się takie nagrody- uśmiechnął się.
- Mnie również- powiedziałam, wstając.
Zarzuciłam na siebie jego koszulę i poszłam do kuchni, gdzie zaparzyłam dwie kawy i zrobiłam nam kanapki. Po skończonej czynności usiadłam przed telewizorem, jedząc kanapki i popijając kawę, gdy przyszedł brązowooki.
- Widzę, że mamy tutaj małego złodzieja- objął mnie, siadając.
- Na prawdę? Nie zauważyłam.- uśmiechnęłam się.
- Dziękuję za śniadanie, jest przepyszne.- odpowiedział, upijając łyk kawy.
- Smacznego kochanie- ucałowałam jego policzek i poszłam pozmywać naczynia. Po chwili pojawił się przy mnie Bru i całował mnie w szyję.
- Skarbie, zmywam teraz.- powiedziałam, a on nie przestawał nie całować.
W końcu ja odwróciłam się w jego stronę, zakręcając wcześniej kran. Po chwili nasze usta się spotkały, łącząc się w coraz głębsze i gorętsze pocałunki. Jego dłonie wędrowały, po coraz to różniejszych częściach mojego ciała. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się  sypialni, gubiąc po drodze kolejne części garderoby. Byliśmy w samej bieliźnie.
- Skarbie, jeśli nie chcesz iść dalej, możemy przestać.- powiedział w pewnym momencie.
- Nie, nie przestawajmy- wymamrotałam, między pocałunkami.
- Na pewno?- zapytał. Później już nie będzie odwrotu.
- Peter, pragnę cię.- zmysłowo wyszeptałam do jego ucha, co jeszcze bardziej mu się spodobało.
Chwilę potem byłam już pozbawiona biustonosza, a on składał mi coraz gorętsze pocałunki na moich piersiach, powoli schodząc w dół. Jego ręce wędrowały w kierunku koronki moich majtek, a moje oplatały jego plecy. Nasze oddechy stawały się coraz cięższe i głośniejsze. Bruno powoli zdjął ze mnie zbędny ubiór, po czym powoli we mnie wszedł, ciągle patrząc mi w oczy, chcąc z nich wyczytać czy sprawia mi to ból, czy przyjemność. Na początku jego ruchy były spokojne i niepewne, lecz po chwili przyśpieszył, dając nam większą rozkosz. Gdy ponownie przyśpieszył, wbiłam w jego plecy swoje paznokcie, sprawiając mu jeszcze większą przyjemność.
- Ohh, Bruno- wołałam, na co się uśmiechnął i kontynuował całowanie mojego ciała.
Po skończonych pieszczotach, leżeliśmy objęci z uśmiechami na twarzach. Nagle nasze beztroskie wylegiwanie się przerwał dzwonek do drzwi.
- Kto to?- zapytał brązowooki.
- Nie wiem, ale ja otworzę, bo jak to Jam, to może pomyśleć, że Karolina go zdradza.
- Dobra, ale się ubierz, bo tylko ja mogę widzieć twoje piękne ciało.- uśmiechnął się, podając mi swoją bluzę.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Przede mną stał młody mężczyzna w koszulce firmy kurierskiej.
- Dzień dobry. Przyniosłem paczkę dla Pani Karoliny Clarks.- odezwał się.
- Niestety, nie ma jej, ale mogę odebrać jej przesyłkę. Jestem jej siostrą- odpowiedziałam.
- Dobrze. Proszę tutaj podpisać.- wskazał palcem na rubrykę. Proszę bardzo- podał mi paczkę,
- Dziękuję.- rzuciłam, zamykając drzwi.
Paczkę postawiłam na stole w salonie.
- Kto to był?- zapytał Bruno, wychodząc z sypialni. Ubrał się.
- Kurier. Przyszła paczka do Karoliny, to jej odebrałam, bo później musiałaby latać po pocztach.- wyjaśniłam, wskazując na niedużą paczkę.
- Ok, a co robimy teraz?- zapytał.
- Może skoczymy na plażę?- zaproponowałam.
- Dobry pomysł.
Po około godzinie byliśmy na plaży i leżeliśmy na kocu, niedaleko wody. W pewnym momencie ktoś podszedł do mnie i szturchnął moją rękę. Otworzyłam oczy, które mało mi nie wypadły ze zdziwienia.
Ujrzałam Anię.
- Anka? Co ty tutaj robisz?- zapytałam ze zdziwienia.
- Paula, musimy pogadać.- powiedziała pełna powagi.
- Dobra. Przejdźmy się.- zaproponowałam.
- Bruno, ja idę pogadać z Anką, zaraz wracam.- powiedziałam do brązowookiego.
Szłyśmy chwilę w milczeniu, aż w końcu Anka się odezwała.
- Paula, strasznie mi głupio z powodu tamtej sytuacji. Zachowałam się jak idiotka.
- Rozumiem i nie musisz przepraszać. Tęskniłam za tobą.- powiedziałam spokojnie, przytulając ją na zgodę.
- Dziękuję Ci i przepraszam.- wyszeptała cicho.
- A tak w ogóle co u Ciebie?- zapytałam. Jak się tutaj znalazłaś?
- Przyjechałam, żeby z Tobą pogadać Paula i obawiam się, że to nasza ostatnia rozmowa.- na jej twarzy widniał niepokój.
- Anka, co ty chrzanisz?- zapytałam oburzona. Co się dzieje?
- Widzisz, po rozstaniu z Philem czułam się samotna, więc poszłam do klubu. Poznałam tam fajnego typka, ale po tygodniu stwierdziłam, że nie jesteśmy sobie pisani. Do niego nie dochodzi ta wiadomość i ściga mnie. Groził mi, że jak do niego nie wrócę to tego pożałuję. Paula, boję się.
- O kurwa.- wymknęło mi się. Nie powinnaś tutaj być, a jeśli coś Ci się stanie?
- Spokojnie Paula, tutaj...- padł strzał, a ona lekko upadła na ziemię. Dostrzegłam z daleka uciekającą sylwetkę.
- Anka!!! Anka, kurwa!!!- darłam się, trzęsąc jej ramionami. Anka, nie rób mi tego!!!- wrzeszczałam, a Bruno momentalnie do mnie podbiegł.
- Co jest?- zapytał mega zdziwiony.
- Ktoś ją postrzelił! Wzywaj karetkę!- krzyczałam, nadal potrząsając jej ramionami.
- Paula uspokój się.- starał się mnie uspokoić.
- No wezwij kurwa tę karetkę!!!- wydarłam się na całe gardło, a on zadzwonił.
Po niecałej minucie przyjechało pogotowie i niestety stwierdziło zgon na miejscu. Nie mogłam się uspokoić. Płakałam, krzyczałam, a Bruno tulił mnie i próbował uspokoić.
- Proszę jej to podać.- powiedział ratownik medyczny, podając Brunowi tabletkę. Po tym uspokoi się i zapomni na trochę o tej sytuacji.
- Dziękuję.- odparł i zabrał mnie na koc.
Kazał mi to wypić. Nie chciałam tego zrobić, ale w końcu uległam i popiłam pigułkę. Po upływie minuty czułam się jak w bajce. Ja byłam księżniczką, a Bruno moim księciem. Jechaliśmy kucykami (taksówką) do naszego zamku (domu Karoline). Bruno wniósł mnie po schodach do sypialni, bo ja za bardzo skakałam po chmurkach. Potem stałam się tak senna, że zasnęłam w jego ramionach. Obudziłam się w objęciu Bruna, przez chwilę nie wiedząc co się stało. Po dłuższej chwili wszystko mi się przypomniało, a po mojej twarzy spływały małe stróżki łez. Bruno obudził się i mocno mnie przytulił, na co odepchnęłam jego ramiona i pobiegłam do łazienki.
- Otwórz mi!- krzyczał.
- Daj mi spokój, to wszystko moja wina- mamrotałam przez łzy.
- To nie jest wcale twoja wina!- starał się być spokojny.
- Co się tutaj dzieje?- zapytała Karoline, wchodząc do mieszkania.
- Błagam pomóż Pauli.- zawołał Bruno.
- Ale co się stało?- zapytała zaniepokojona.
- Ktoś zabił Ankę na jej oczach i wbiła sobie do głowy, że to jej wina.
- Paula, chodź do mnie.- mówiła spokojnie Karoline.
- Nie!- krzyknęłam.
- Bruno idź do siebie, później pogadamy.- powiedziała spokojnie, a on poszedł i bezradnie usiadł na łóżku chowając głowę w dłonie.
- Paulinko, Bruna nie ma wpuść mnie. Porozmawiamy sobie.- mówiła spokojnie.
W końcu jej otworzyłam, a ona rzuciła się na mnie, przytulając mnie i zabrała mnie do swojego pokoju. Siedziałam jej na kolanach, jak kiedyś gdy byłam mała, a ona była moją starszą siostrą u której mogłam się wypłakać. Ta rozmowa bardzo mnie uspokoiła. Spałam dzisiaj z Karoline. Wiem, że zraniłam Bruna, chociaż chciał dla mnie jak najlepiej, ale musi mi to wybaczyć.

*** Oczami Bruna***
Myślałem, że na tym wyjeździe odpoczniemy, zrelaksujemy się i zbliżymy, ale jak widać musiała się pojawić Anka. Rozumiem, że to nie jej wina, ale spójrzcie na Paulę. Ona bardzo to przeżywa, a ja czuję się bezradny. Chcę jej pomóc za wszelką cenę, ale nie wiem już jak. Dzisiaj śpi z Karolą. Ona dobrze na nią wpływa i mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.

niedziela, 18 maja 2014

16

*** Późnym popołudniem***
Z Brunem umówiłam się, że przyjdę z Karoline i mamą do nich o 17:00. Powoli dobiegała umówiona godzina, gdy usłyszałam dzwonek. Pospiesznie narzuciłam szlafrok, bo byłam po kąpieli w samej bieliźnie i pobiegłam na dół.
- Hej Karola- wpuściłam ją, dając jej buziaka.
- A Ty nadal nie gotowa?- zapytała zdziwiona. Dzwoniłam do Ciebie po 14:00 i mówiłaś, że się szykujesz.
- No eee...tak wyszło.-wymamrotałam w końcu.
- No to biegusiem, już.- wołała, wbiegając za mną po schodach.
- Ale ja nie wiem w co się ubrać.- stwierdziłam, stojąc przed otwartą szafą.
- Hmm..-mruknęła, zaglądając do szafy. Masz to- powiedziała, podając mi ubrania.
Poszłam do łazienki i przebrałam się w białe rurki, grafitowy top z nadrukami i czarne vansy. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w wysokiego, luźnego koczka.
- I jak?- powiedziałam wchodząc do salonu.
- No no, pięknie siostro.- uśmiechnęła się.
- Mamo, a ty jesteś gotowa?- zapytałam jej.
- Tak, chodźmy już, bo się spóźnimy.-poganiała mnie, zamykając przy tym drzwi.
Po przyjściu przywitałam się z Brunem, Erickiem oraz dziewczynami i przedstawiłam im Karolę. Erickowi, chyba wpadła w oko. Wszyscy poszliśmy na werandę i usiedliśmy przy wielkim stole, przy którym zmieściłoby się z trzydzieści osób. Pani Bernadette zaserwowała nam lemoniadę oraz szarlotkę. W pewnym momencie postanowiliśmy z Brunem zacząć temat naszego wyjazdu, a raczej jego zamiaru.
- Mamo, Tato, mamy wam coś do powiedzenia- zaczął Bruno.
- Boże, nie mów nam że Paula jest w ciąży- zawołał Eric, którego Bruno zmierzył wrogim wzrokiem.
- Czy mogliby wpaść do mnie?- zaczęła Karoline, rozbawiona tym co palnął Eric. Byliby bezpieczni i miałabym na nich oko, a z resztą to nie dzieci.- uśmiechnęła się.
- Hmm, no a gdzie będziecie mieszkać.- zapytała Bernadette.
- Mam duży domek, będą mięli oddzielne pokoje. Pracuję tylko pięć godzin, więc będę miała wszystko pod kontrolą.
- No nie wiem, nie wiem.- powiedziała Pani Hernandez. Aniu, a co ty myślisz?- zapytała mojej mamy.
- Myślę, że to nie jest zły pomysł. Karoline jest odpowiedzialna i myślę, że nic im się nie stanie. Z resztą nie są już malutcy i sobie poradzą.- odparła patrząc z uśmiechem na mnie.
- Skoro tak uważasz, to się zgadzamy.-powiedzieli razem państwo Hernandez. A daleko mieszkasz, Karoline?
- Niedaleko, 100 km drogi. W razie czego możecie Państwo przyjechać i skontrolować co się dzieje.-odparła z uśmiechem.
- Dobrze, a kiedy wyjeżdżacie?- zapytał tym razem Eric.
- Myślę że jutro po południu.
- To lećcie się pakować, a my jeszcze pogadamy.- powiedziała Bernie, a my poszliśmy do pokoju Bruna.
- Jak ja nie mogę się doczekać.- zawołał Bruno, gdy usiadłam z Karoline na jego kanapie.
- Ja też nie.- zawołałam, przytulając go.
- Tylko nie szalejcie gołąbeczki- zawołała Karoline.
- Dobra, już nie udawaj.-zawołałam z uśmiechem.
- Muszę póki tutaj jestem- powiedziała ciszej.
- Dobra Bruno, my spadamy, bo musimy się spakować, z resztą ty też.- powiedziałam przytulając go.
- No dobrze, to widzimy się jutro o 12 pod twoim domem, tak?- zapytał.
- Tak, tak. Papa.- powiedziałam i dałam mu buziaka.
- Awww jakie słodkie z was maluszki.-zawołała Karoline, po czym walnęłam ją w rękę.
- Nie bij mnie- śmiała się.
Pod domem Bruna pożegnałyśmy się i poszłam do domu. Od razu wyciągnęłam dużą walizkę i zaczęłam się pakować. Ubrania latały z szafy na kanapę, z kanapy do walizki. Jednym słowem w pokoju panował chaos.
Tu sukienki, tam topy, shorty, sweter na wypadek chłodu, bikini na plażę, sandałki, trampki, kosmetyki, ładowarka od telefonu...i tak w nieskończoność. Przed 24 byłam już prawie spakowana. Resztę dorzucę rano np. szczoteczkę do zębów. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.

*** Następnego ranka***
Po dziewiątej obudził mnie ptak, który siedział na parapecie okna i śpiewał. Wykonałam kilka przeciągnięć, po czym poszłam zjeść śniadanie. Zjadłam płatki z mlekiem, bo nie byłam bardzo głodna i przebrałam się w biały top z koronką na plecach oraz poszarpane jeansy. Do tego miętowe trampki, lekki makijaż i wysoki koczek. Tak, uwielbiam koczki, są mega słodkie i wygodne. Po 11 byłam już całkowicie spakowana. Niestety nie skończyło się na jednej walizce. Doszedł jeszcze plecak i torebka oczywiście. Bruno postanowił wpaść wcześniej, więc wpuściłam go.
- Pięknie wyglądasz.- stwierdził, wchodząc i dając mi buziaka.
- Dziękuję. Spakowany?- zapytałam.
- Spakowany i gotowy- uśmiechnął się. A Ty?
- Też- odwzajemniłam uśmiech. A gdzie ta Karola, miała być już dziesięć minut temu- westchnęłam patrząc na zegarek.
- Już jestem.- wbiegła zdyszana. Sorry, musiałam jeszcze zatankować.
- No oki- odpowiedziałam razem z Brunem.
Zaczęliśmy znosić nasze bagaże do bagażnika i żegnać się z mamą. Nawet przytuliła Bruna, aż się zdziwiłam. Przed wyjazdem jeszcze dała mi buziaka i powiedziała, żebym nie szalała, na co odpowiedziałam uśmiechem. Wreszcie ruszyliśmy w drogę. Z Karoliną i Brunem mogę podróżować nawet na dłuższe dystanse, bo było świetnie. W radiu co chwilę puszczali jakiś utwór, do którego śpiewaliśmy, a Bruno chociaż zawsze siada z przodu, usiadł do mnie na tyły i przytulał co jakiś czas. Przyszedł jednak czas, gdy było strasznie gorąco i zrobiłam się senna. Bruno od razu to spostrzegł i położył mnie na swoim torsie. Gdy dojechaliśmy na miejsce była 17:00. Dziwne, co? 100 kilometrów w 5 godzin. Odpowiedź jest dziecinnie prosta- gigantyczne korki. Bruno pomógł mi i Karoli z bagażami. Kiedy weszliśmy do jej domu jedyne co powiedzieliśmy to ''woow". Karolina miała piękny i nowoczesny dom. Pokazała nam gdzie śpimy, chociaż wiedziała, że pewnie będziemy spać razem. No w końcu jesteśmy pełnoletni, możemy robić co chcemy. Trochę się rozpakowałam, a potem poszliśmy zjeść, bo Karolina zrobiła nam kolację. Szybko ją zjadłam, po czym poszłam do jednej z dwóch łazienek i wzięłam ekspresowy prysznic, po czym przebrałam się. Leżałam na łóżku w luźnym t-shirt'cie i bawełnianych szarych short'ach z niedbałą kitką na głowie i sprawdzałam vines'y. Po chwili zjawił się Bruno. Też był luźniej ubrany, dresy i t-shirt. Położył się obok mnie, objął mnie ramieniem i patrzył co robię. Odłożyłam telefon i przytuliłam się do niego.
- Wreszcie będziesz przy mnie całą dobę- powiedziałam, dając mu buziaka.
- No nareszcie.-powiedział przez pocałunek.
- Mam nadzieję, że Cię nie zanudzę.- powiedziałam wstając.
- Ty? Z Tobą nigdy się nie nudzę.-odparł bez wahania, wstając i idąc za mną.
W salonie, na kanapie leżała Karolina i oglądała telewizję.
- A Ty co? Śpisz?- zapytałam, podchodząc do kanapy.
- Nie. Macie na coś ochotę?- zapytała z podejrzanym uśmieszkiem.
- Niby na co?- zapytałam ze złowrogą miną.
- Mam jacuzzi na dachu- idziemy?
- Serio?- Bruno wytrzeszczył oczy.
- No z chęcią- odpowiedziałam i ruszyłam po strój.
Szybko się przebrałam i poszłam do salonu. Bruno kiedy mnie zobaczył uśmiechał się od ucha do ucha.
- No to chodźmy- zawołała Karola, po czym zaczęliśmy za nią iść.
Z dachu, który był tarasem był świetny widok. Rzeczywiście było tam jacuzzi oraz stoliki i mała huśtawka.
Weszliśmy do ciepłego jacuzzi i Bruno mnie objął.
- I jak wam się podoba?- zapytała Karola.
- Jest świetnie- odparłam, a co brązowooki dał mi buziaka.
- Pasujecie do siebie- wystrzeliła Karoline.
- Dziękujemy- odparł tym razem Bru.
- Ale pamiętaj- zaczęła, a ja próbowałam jej przerwać, jednak bezskutecznie- jeśli zranisz Paulinkę, to zafunduję Ci piekło.
W tym momencie chciałam się zapaść pod tą wodę.
- Oczywiście- odparł Bru. Ja sam zafundowałbym sobie piekło, ale dzięki za uprzedzenie.- zaśmiał się.
Karolinie zadzwonił telefon, więc przeprosiła nas i poszła. Jak zgaduję to był ten Jamareo.
- I co zostaliśmy sami.- wyszeptał Bruno, przysuwając się do mnie.
- Na to wygląda- odpowiedziałam, zapatrzona w dal.
Bruno skradł mi buziaka, potem drugiego, aż pocałunki stały się bardziej namiętne. Jednak skończyło się na pocałunkach, bo Bru jak sam powiedział nie przyjechał tutaj by mnie wykorzystać. Kiedy słońce już zaszło, poszliśmy do łazienek się ogarnąć, a wieczorem leżeliśmy u mnie i oglądaliśmy film, wtuleni w siebie.
__________________________________________________________________________________ Jak widzicie zaszła mała zmiana w wieku bohaterów (są już pełnoletni). Musiałam to zrobić, bo inaczej nie mogłabym zrealizować wielu pomysłów na opowiadanie. KOMENTUJCIE I MÓWCIE CO MYŚLICIE :)


sobota, 10 maja 2014

15

Rankiem zbudziła mnie Presley,Tahiti,Jaime i Tiara które wbiegły jak nieokrzesane i zaczęły mnie ciągnąć za ręce, krzycząc przy tym.
- Paula, Paula chodź szybko, zobacz!- krzyczały, jak dziecko na widok wesołego miasteczka.
- Pali się czy co?- rzuciłam, powoli otwierając oczy.
- No po prostu chodź!- ciągnęły mnie.
- No idę, już idę.- powiedziałam leniwie.
Dziewczyny ciągnęły mnie szybko do domku, w którym spał Bruno i Eric. Po przybyciu na miejsce zaczęłyśmy się śmiać, budząc przy tym chłopaków. Jakie były ich miny, kiedy nas ujrzeli. Otóż Bruno i Eric musieli spać na podwójnym łóżku, bo nie było innych i traf chciał, że leżeli prawie objęci, a na dodatek spały z nimi dwa prześliczne, malutkie koteczki.
- Widzę, że kociary z was.- zawołałam, tłumiąc śmiech.
- Nie no, muszę wam zrobić zdjęcie- powiedziała Press, po czym zaczęła wyciągać aparat.
- Nie, nawet nie próbuj!- zawołali jednocześnie, wyskakując z łóżka i uciekając, na co my tylko zareagowałyśmy śmiechem.
- Wariaci z nich- powiedziałam, patrząc na ganiających się Bruna i Erica.
- Oj ciesz się, że z nimi nie mieszkasz.- śmiały się.
Niedługo potem wszyscy wstali i poszliśmy na wspólne śniadanie, po którym ruszyliśmy w drogę powrotną. Bruno często się na mnie patrzył i uśmiechał, na co ja również reagowałam tym samym. Po powrocie do domu, poszłam wziąć prysznic i zjadłam tosty. Postanowiłam się spotkać z moją kuzynką, która była w mieście. Umówiłyśmy się w Parku niedaleko.
- Hej- zawołałam, do stojącej tyłem brunetki. Była ubrania w śliczną, turkusową sukienkę do kolan, która podkreślała jej długie i piękne nogi.
- No heej- zawołała, tuląc mnie do siebie.
- Mmm Karolcia wypiękniała- zawołałam z uśmiechem.
- Taa chyba Ci na wzrok padło.- żartowała jak zawsze.
- Ehh, moja Karola nigdy się nie zmieni. Zawsze mnie będzie jechać, ale i tak ją zawsze będę kochać.- powiedziałam, śmiejąc się.
- Hahahaha, oj mój maluszku.
- Pfff ,jaki tam maluszku- powiedziałam, udając powagę.
- No mój.- powiedziała, puszczając mi oczko.
Spacerowałyśmy po parku, aż znalazłyśmy wygodną ławkę w cieniu, gdzie przysiadłyśmy.
- I co tam?, jak z Brunem? Opowiadaj- pytała.
- No nie jest źle, dogadujemy się i ogólnie on jest niesamowity. Wiesz nie obchodzą go najdroższe buty, albo pedalska grzywka. I nie jestem tylko do poruchania jak to inni mówią.- śmiałam się.
- No to dobrze. Jak tylko zrobi Ci krzywdę, to możesz wiedzieć, że zginie w piekle.- żartowała.
- Wiem, wiem. No bo jestem twoim maluszkiem.- śmiałam się.
- Tak.- uśmiechnęła się.
Siedziałyśmy chwilę, aż zauważyłam Phila z jakąś dziewczyną.
- Hej Phil!- zawołałam i mu pomachałam. Odmachał mi, po czym podszedł do nas.
- A Ty nie z Anką?- zapytałam.
- To Ty nie wiesz?- zapytał zdziwiony.
- No to może mi powiesz- powiedziałam.
- Nie jestem już z Anką, a to jest moja nowa dziewczyna- Urbana.- powiedział wskazując na nią.
- Jestem Paula- uścisnęłam jej rękę i się uśmiechnęłam.
- Miło mi Cię poznać.- powiedziała wesoło i uśmiechnęła się. Miła dziewczyna.
- Dobra to my lecimy na seans- powiedział Phil, po czym odeszli.
- Paa- rzuciłam.
- O co chodzi z Anką?- zapytała zdziwiona Karoline. Nie przyjaźnicie się już?
- Długa historia, ale tak.- westchnęłam.
- Aaa, okej rozumiem. Nie masz ochoty o tym mówić.
- Dokładnie- przytaknęłam.
- Może masz ochotę wpaść do mnie na trochę, za kilka dni jadę, to możemy zabrać się razem.-zapytała.
- Z Tobą zawsze, ale muszę pogadać z mamą i Brunem oczywiście.
- Może jechać z nami, jeśli chcesz. A to będzie też dobra okazja, żebyście poznali Jamareo.
- Brzmi fajnie. Jakiego Jamareo???- wytrzeszczyłam oczy. Czemu ja się dowiaduję ostatnia?.- udawałam focha.
- Nie było okazji pogadać, a teraz w końcu by była. Poznałabyś go, a przy okazji wyrwalibyście się z Brunem.- proponowała.
- Pogadam z nim i mamą, ale nie obiecuję.- odpowiedziałam.
- Dobra. Jakby były jakieś trudności, to mogę ich przekonać- uśmiechnęła się.
I tak siedziałyśmy i rozmawiałyśmy parę dobrych godzin. Gdy zaczęło się ściemniać pożegnałyśmy się i ruszyłam w stronę domu. Po drodze sprawdziłam telefon i zauważyłam 2 nieodebrane połączenia od Bruna. Pośpiesznie oddzwoniłam.
- Paula, co się do cholery  Tobą dzieje?- zapytał zaniepokojony.
- Przepraszam Bruno, byłam z siostrą i nie słyszałam jak dzwoniłeś. Możemy się spotkać za pięć minut pod moim domem?
- Dobrze, zaraz będę.- powiedział, po czym rozłączył się.
Szłam spokojnie, delektując się chłodnym i kojącym, wieczornym wiaterkiem. To było wybawienie po upalnych dniach. Będąc niedaleko domu zauważyłam Bruna i pomachałam mu.
- Martwiłem się- podszedł powoli, po czym pocałował moje usta.
- Przepraszam Peter, zagadałam się z siostrą, bo dawno się nie widziałyśmy i..- delikatnie położył palec na moich ustach, po czym musnął moje wargi.
- Skąd znasz moje prawdziwe imię?- wyszeptał, tuląc mnie.
- Zapytałam Erica i mi powiedział, że Bruno to tylko ksywka. Masz bardzo ładne imię. Z resztą...
- Z resztą co?- zatrzymał się nagle.
- Od zawsze chciałam Ci to powiedzieć- zaczęłam spokojnie. Kocham twoje oczy, kocham twoje ramiona, twoje usta, włosy, kocham całego Ciebie.-wyszeptałam mu do ucha.
- Też Cię kocham, powiedział przytulając mnie.
- Skarbie?- zaczęłam niepewnie.
- Co się stało?- zapytał spokojnie.
- Nic się nie stało, ale nie chciałbyś może pojechać ze mną, do mojej siostry? Ona jest pełnoletnia, ma mieszkanie, więc mielibyśmy gdzie spać i co jeść.- powiedziałam patrząc się jemu w oczy.
- Chcieć to oczywiście, że chcę ale musiałbym pogadać z rodzicami.- uśmiechnął się.
- No wiem, ale na razie z nimi nie rozmawiaj jutro jakoś zorganizujemy wszystko, dobrze?
- No dobrze.- pocałował mnie w czoło. Chciałbym móc być przy tobie, wiesz? Widzieć jak zasypiasz i budzisz się, czuć twoje ciepło..
- Ja też tego chcę.- wtuliłam się w niego. Chyba muszę już iść, bo mama się niepokoi pewnie.
- Jasne,oczywiście. Spotkamy się jutro?- zapytał.
- Oczywiście- powiedziałam, po czym pocałowałam go, ale inaczej niż zwykle, mocniej, ponętniej. Odwzajemnił pocałunek.
- Do jutra.- zawołałam, przy drzwiach.
- Dobranoc.- odpowiedział, po czym zniknął za drzewem.
__________________________________________________________________________________ Tak, tak wiem, że jestem beznadziejna i nie dostanę nawet komentarza. :( Po prostu miałam znowu dużo rzeczy na głowie, ale starałam się żeby rozdział był nie najgorszy. A Wy co o nim myślicie? Napiszcie w komentarzach.