Rozdział z dedykacją dla N :) Nie bijcie bo głowie, ale jak to ktoś mi kiedyś napisał, w życiu nie zawsze jest cukierkowo.
Rankiem zastałam Bruna na tarasie, który był przy naszym pokoju. Siedział bez koszulki i pił lemoniadę. Podeszłam do niego po cichu i zakryłam mu oczy, pytając wesoło:
- Kto to?
- Hmm... najpiękniejsza dziewczyna jaką znam- odpowiedział, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Zgadłeś!- zawołałam, siadając na jego nogach.
- Należy mi się nagroda- powiedział, kładąc swoje ciepłe dłonie na moich biodrach.
- To ją sobie weź- szepnęłam mu do ucha, a on obrócił mnie w swoją stronę i powoli zaczął mnie całować. Zamknęłam oczy i położyłam swoje ręce na jego plecach. Zatraciłam się w tym krótkim, ale jakże namiętnym pocałunku.
- Podobają mi się takie nagrody- uśmiechnął się.
- Mnie również- powiedziałam, wstając.
Zarzuciłam na siebie jego koszulę i poszłam do kuchni, gdzie zaparzyłam dwie kawy i zrobiłam nam kanapki. Po skończonej czynności usiadłam przed telewizorem, jedząc kanapki i popijając kawę, gdy przyszedł brązowooki.
- Widzę, że mamy tutaj małego złodzieja- objął mnie, siadając.
- Na prawdę? Nie zauważyłam.- uśmiechnęłam się.
- Dziękuję za śniadanie, jest przepyszne.- odpowiedział, upijając łyk kawy.
- Smacznego kochanie- ucałowałam jego policzek i poszłam pozmywać naczynia. Po chwili pojawił się przy mnie Bru i całował mnie w szyję.
- Skarbie, zmywam teraz.- powiedziałam, a on nie przestawał nie całować.
W końcu ja odwróciłam się w jego stronę, zakręcając wcześniej kran. Po chwili nasze usta się spotkały, łącząc się w coraz głębsze i gorętsze pocałunki. Jego dłonie wędrowały, po coraz to różniejszych częściach mojego ciała. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się sypialni, gubiąc po drodze kolejne części garderoby. Byliśmy w samej bieliźnie.
- Skarbie, jeśli nie chcesz iść dalej, możemy przestać.- powiedział w pewnym momencie.
- Nie, nie przestawajmy- wymamrotałam, między pocałunkami.
- Na pewno?- zapytał. Później już nie będzie odwrotu.
- Peter, pragnę cię.- zmysłowo wyszeptałam do jego ucha, co jeszcze bardziej mu się spodobało.
Chwilę potem byłam już pozbawiona biustonosza, a on składał mi coraz gorętsze pocałunki na moich piersiach, powoli schodząc w dół. Jego ręce wędrowały w kierunku koronki moich majtek, a moje oplatały jego plecy. Nasze oddechy stawały się coraz cięższe i głośniejsze. Bruno powoli zdjął ze mnie zbędny ubiór, po czym powoli we mnie wszedł, ciągle patrząc mi w oczy, chcąc z nich wyczytać czy sprawia mi to ból, czy przyjemność. Na początku jego ruchy były spokojne i niepewne, lecz po chwili przyśpieszył, dając nam większą rozkosz. Gdy ponownie przyśpieszył, wbiłam w jego plecy swoje paznokcie, sprawiając mu jeszcze większą przyjemność.
- Ohh, Bruno- wołałam, na co się uśmiechnął i kontynuował całowanie mojego ciała.
Po skończonych pieszczotach, leżeliśmy objęci z uśmiechami na twarzach. Nagle nasze beztroskie wylegiwanie się przerwał dzwonek do drzwi.
- Kto to?- zapytał brązowooki.
- Nie wiem, ale ja otworzę, bo jak to Jam, to może pomyśleć, że Karolina go zdradza.
- Dobra, ale się ubierz, bo tylko ja mogę widzieć twoje piękne ciało.- uśmiechnął się, podając mi swoją bluzę.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Przede mną stał młody mężczyzna w koszulce firmy kurierskiej.
- Dzień dobry. Przyniosłem paczkę dla Pani Karoliny Clarks.- odezwał się.
- Niestety, nie ma jej, ale mogę odebrać jej przesyłkę. Jestem jej siostrą- odpowiedziałam.
- Dobrze. Proszę tutaj podpisać.- wskazał palcem na rubrykę. Proszę bardzo- podał mi paczkę,
- Dziękuję.- rzuciłam, zamykając drzwi.
Paczkę postawiłam na stole w salonie.
- Kto to był?- zapytał Bruno, wychodząc z sypialni. Ubrał się.
- Kurier. Przyszła paczka do Karoliny, to jej odebrałam, bo później musiałaby latać po pocztach.- wyjaśniłam, wskazując na niedużą paczkę.
- Ok, a co robimy teraz?- zapytał.
- Może skoczymy na plażę?- zaproponowałam.
- Dobry pomysł.
Po około godzinie byliśmy na plaży i leżeliśmy na kocu, niedaleko wody. W pewnym momencie ktoś podszedł do mnie i szturchnął moją rękę. Otworzyłam oczy, które mało mi nie wypadły ze zdziwienia.
Ujrzałam Anię.
- Anka? Co ty tutaj robisz?- zapytałam ze zdziwienia.
- Paula, musimy pogadać.- powiedziała pełna powagi.
- Dobra. Przejdźmy się.- zaproponowałam.
- Bruno, ja idę pogadać z Anką, zaraz wracam.- powiedziałam do brązowookiego.
Szłyśmy chwilę w milczeniu, aż w końcu Anka się odezwała.
- Paula, strasznie mi głupio z powodu tamtej sytuacji. Zachowałam się jak idiotka.
- Rozumiem i nie musisz przepraszać. Tęskniłam za tobą.- powiedziałam spokojnie, przytulając ją na zgodę.
- Dziękuję Ci i przepraszam.- wyszeptała cicho.
- A tak w ogóle co u Ciebie?- zapytałam. Jak się tutaj znalazłaś?
- Przyjechałam, żeby z Tobą pogadać Paula i obawiam się, że to nasza ostatnia rozmowa.- na jej twarzy widniał niepokój.
- Anka, co ty chrzanisz?- zapytałam oburzona. Co się dzieje?
- Widzisz, po rozstaniu z Philem czułam się samotna, więc poszłam do klubu. Poznałam tam fajnego typka, ale po tygodniu stwierdziłam, że nie jesteśmy sobie pisani. Do niego nie dochodzi ta wiadomość i ściga mnie. Groził mi, że jak do niego nie wrócę to tego pożałuję. Paula, boję się.
- O kurwa.- wymknęło mi się. Nie powinnaś tutaj być, a jeśli coś Ci się stanie?
- Spokojnie Paula, tutaj...- padł strzał, a ona lekko upadła na ziemię. Dostrzegłam z daleka uciekającą sylwetkę.
- Anka!!! Anka, kurwa!!!- darłam się, trzęsąc jej ramionami. Anka, nie rób mi tego!!!- wrzeszczałam, a Bruno momentalnie do mnie podbiegł.
- Co jest?- zapytał mega zdziwiony.
- Ktoś ją postrzelił! Wzywaj karetkę!- krzyczałam, nadal potrząsając jej ramionami.
- Paula uspokój się.- starał się mnie uspokoić.
- No wezwij kurwa tę karetkę!!!- wydarłam się na całe gardło, a on zadzwonił.
Po niecałej minucie przyjechało pogotowie i niestety stwierdziło zgon na miejscu. Nie mogłam się uspokoić. Płakałam, krzyczałam, a Bruno tulił mnie i próbował uspokoić.
- Proszę jej to podać.- powiedział ratownik medyczny, podając Brunowi tabletkę. Po tym uspokoi się i zapomni na trochę o tej sytuacji.
- Dziękuję.- odparł i zabrał mnie na koc.
Kazał mi to wypić. Nie chciałam tego zrobić, ale w końcu uległam i popiłam pigułkę. Po upływie minuty czułam się jak w bajce. Ja byłam księżniczką, a Bruno moim księciem. Jechaliśmy kucykami (taksówką) do naszego zamku (domu Karoline). Bruno wniósł mnie po schodach do sypialni, bo ja za bardzo skakałam po chmurkach. Potem stałam się tak senna, że zasnęłam w jego ramionach. Obudziłam się w objęciu Bruna, przez chwilę nie wiedząc co się stało. Po dłuższej chwili wszystko mi się przypomniało, a po mojej twarzy spływały małe stróżki łez. Bruno obudził się i mocno mnie przytulił, na co odepchnęłam jego ramiona i pobiegłam do łazienki.
- Otwórz mi!- krzyczał.
- Daj mi spokój, to wszystko moja wina- mamrotałam przez łzy.
- To nie jest wcale twoja wina!- starał się być spokojny.
- Co się tutaj dzieje?- zapytała Karoline, wchodząc do mieszkania.
- Błagam pomóż Pauli.- zawołał Bruno.
- Ale co się stało?- zapytała zaniepokojona.
- Ktoś zabił Ankę na jej oczach i wbiła sobie do głowy, że to jej wina.
- Paula, chodź do mnie.- mówiła spokojnie Karoline.
- Nie!- krzyknęłam.
- Bruno idź do siebie, później pogadamy.- powiedziała spokojnie, a on poszedł i bezradnie usiadł na łóżku chowając głowę w dłonie.
- Paulinko, Bruna nie ma wpuść mnie. Porozmawiamy sobie.- mówiła spokojnie.
W końcu jej otworzyłam, a ona rzuciła się na mnie, przytulając mnie i zabrała mnie do swojego pokoju. Siedziałam jej na kolanach, jak kiedyś gdy byłam mała, a ona była moją starszą siostrą u której mogłam się wypłakać. Ta rozmowa bardzo mnie uspokoiła. Spałam dzisiaj z Karoline. Wiem, że zraniłam Bruna, chociaż chciał dla mnie jak najlepiej, ale musi mi to wybaczyć.
*** Oczami Bruna***
Myślałem, że na tym wyjeździe odpoczniemy, zrelaksujemy się i zbliżymy, ale jak widać musiała się pojawić Anka. Rozumiem, że to nie jej wina, ale spójrzcie na Paulę. Ona bardzo to przeżywa, a ja czuję się bezradny. Chcę jej pomóc za wszelką cenę, ale nie wiem już jak. Dzisiaj śpi z Karolą. Ona dobrze na nią wpływa i mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.
Cookie
niedziela, 25 maja 2014
niedziela, 18 maja 2014
16
*** Późnym popołudniem***
Z Brunem umówiłam się, że przyjdę z Karoline i mamą do nich o 17:00. Powoli dobiegała umówiona godzina, gdy usłyszałam dzwonek. Pospiesznie narzuciłam szlafrok, bo byłam po kąpieli w samej bieliźnie i pobiegłam na dół.
- Hej Karola- wpuściłam ją, dając jej buziaka.
- A Ty nadal nie gotowa?- zapytała zdziwiona. Dzwoniłam do Ciebie po 14:00 i mówiłaś, że się szykujesz.
- No eee...tak wyszło.-wymamrotałam w końcu.
- No to biegusiem, już.- wołała, wbiegając za mną po schodach.
- Ale ja nie wiem w co się ubrać.- stwierdziłam, stojąc przed otwartą szafą.
- Hmm..-mruknęła, zaglądając do szafy. Masz to- powiedziała, podając mi ubrania.
Poszłam do łazienki i przebrałam się w białe rurki, grafitowy top z nadrukami i czarne vansy. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w wysokiego, luźnego koczka.
- I jak?- powiedziałam wchodząc do salonu.
- No no, pięknie siostro.- uśmiechnęła się.
- Mamo, a ty jesteś gotowa?- zapytałam jej.
- Tak, chodźmy już, bo się spóźnimy.-poganiała mnie, zamykając przy tym drzwi.
Po przyjściu przywitałam się z Brunem, Erickiem oraz dziewczynami i przedstawiłam im Karolę. Erickowi, chyba wpadła w oko. Wszyscy poszliśmy na werandę i usiedliśmy przy wielkim stole, przy którym zmieściłoby się z trzydzieści osób. Pani Bernadette zaserwowała nam lemoniadę oraz szarlotkę. W pewnym momencie postanowiliśmy z Brunem zacząć temat naszego wyjazdu, a raczej jego zamiaru.
- Mamo, Tato, mamy wam coś do powiedzenia- zaczął Bruno.
- Boże, nie mów nam że Paula jest w ciąży- zawołał Eric, którego Bruno zmierzył wrogim wzrokiem.
- Czy mogliby wpaść do mnie?- zaczęła Karoline, rozbawiona tym co palnął Eric. Byliby bezpieczni i miałabym na nich oko, a z resztą to nie dzieci.- uśmiechnęła się.
- Hmm, no a gdzie będziecie mieszkać.- zapytała Bernadette.
- Mam duży domek, będą mięli oddzielne pokoje. Pracuję tylko pięć godzin, więc będę miała wszystko pod kontrolą.
- No nie wiem, nie wiem.- powiedziała Pani Hernandez. Aniu, a co ty myślisz?- zapytała mojej mamy.
- Myślę, że to nie jest zły pomysł. Karoline jest odpowiedzialna i myślę, że nic im się nie stanie. Z resztą nie są już malutcy i sobie poradzą.- odparła patrząc z uśmiechem na mnie.
- Skoro tak uważasz, to się zgadzamy.-powiedzieli razem państwo Hernandez. A daleko mieszkasz, Karoline?
- Niedaleko, 100 km drogi. W razie czego możecie Państwo przyjechać i skontrolować co się dzieje.-odparła z uśmiechem.
- Dobrze, a kiedy wyjeżdżacie?- zapytał tym razem Eric.
- Myślę że jutro po południu.
- To lećcie się pakować, a my jeszcze pogadamy.- powiedziała Bernie, a my poszliśmy do pokoju Bruna.
- Jak ja nie mogę się doczekać.- zawołał Bruno, gdy usiadłam z Karoline na jego kanapie.
- Ja też nie.- zawołałam, przytulając go.
- Tylko nie szalejcie gołąbeczki- zawołała Karoline.
- Dobra, już nie udawaj.-zawołałam z uśmiechem.
- Muszę póki tutaj jestem- powiedziała ciszej.
- Dobra Bruno, my spadamy, bo musimy się spakować, z resztą ty też.- powiedziałam przytulając go.
- No dobrze, to widzimy się jutro o 12 pod twoim domem, tak?- zapytał.
- Tak, tak. Papa.- powiedziałam i dałam mu buziaka.
- Awww jakie słodkie z was maluszki.-zawołała Karoline, po czym walnęłam ją w rękę.
- Nie bij mnie- śmiała się.
Pod domem Bruna pożegnałyśmy się i poszłam do domu. Od razu wyciągnęłam dużą walizkę i zaczęłam się pakować. Ubrania latały z szafy na kanapę, z kanapy do walizki. Jednym słowem w pokoju panował chaos.
Tu sukienki, tam topy, shorty, sweter na wypadek chłodu, bikini na plażę, sandałki, trampki, kosmetyki, ładowarka od telefonu...i tak w nieskończoność. Przed 24 byłam już prawie spakowana. Resztę dorzucę rano np. szczoteczkę do zębów. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.
*** Następnego ranka***
Po dziewiątej obudził mnie ptak, który siedział na parapecie okna i śpiewał. Wykonałam kilka przeciągnięć, po czym poszłam zjeść śniadanie. Zjadłam płatki z mlekiem, bo nie byłam bardzo głodna i przebrałam się w biały top z koronką na plecach oraz poszarpane jeansy. Do tego miętowe trampki, lekki makijaż i wysoki koczek. Tak, uwielbiam koczki, są mega słodkie i wygodne. Po 11 byłam już całkowicie spakowana. Niestety nie skończyło się na jednej walizce. Doszedł jeszcze plecak i torebka oczywiście. Bruno postanowił wpaść wcześniej, więc wpuściłam go.
- Pięknie wyglądasz.- stwierdził, wchodząc i dając mi buziaka.
- Dziękuję. Spakowany?- zapytałam.
- Spakowany i gotowy- uśmiechnął się. A Ty?
- Też- odwzajemniłam uśmiech. A gdzie ta Karola, miała być już dziesięć minut temu- westchnęłam patrząc na zegarek.
- Już jestem.- wbiegła zdyszana. Sorry, musiałam jeszcze zatankować.
- No oki- odpowiedziałam razem z Brunem.
Zaczęliśmy znosić nasze bagaże do bagażnika i żegnać się z mamą. Nawet przytuliła Bruna, aż się zdziwiłam. Przed wyjazdem jeszcze dała mi buziaka i powiedziała, żebym nie szalała, na co odpowiedziałam uśmiechem. Wreszcie ruszyliśmy w drogę. Z Karoliną i Brunem mogę podróżować nawet na dłuższe dystanse, bo było świetnie. W radiu co chwilę puszczali jakiś utwór, do którego śpiewaliśmy, a Bruno chociaż zawsze siada z przodu, usiadł do mnie na tyły i przytulał co jakiś czas. Przyszedł jednak czas, gdy było strasznie gorąco i zrobiłam się senna. Bruno od razu to spostrzegł i położył mnie na swoim torsie. Gdy dojechaliśmy na miejsce była 17:00. Dziwne, co? 100 kilometrów w 5 godzin. Odpowiedź jest dziecinnie prosta- gigantyczne korki. Bruno pomógł mi i Karoli z bagażami. Kiedy weszliśmy do jej domu jedyne co powiedzieliśmy to ''woow". Karolina miała piękny i nowoczesny dom. Pokazała nam gdzie śpimy, chociaż wiedziała, że pewnie będziemy spać razem. No w końcu jesteśmy pełnoletni, możemy robić co chcemy. Trochę się rozpakowałam, a potem poszliśmy zjeść, bo Karolina zrobiła nam kolację. Szybko ją zjadłam, po czym poszłam do jednej z dwóch łazienek i wzięłam ekspresowy prysznic, po czym przebrałam się. Leżałam na łóżku w luźnym t-shirt'cie i bawełnianych szarych short'ach z niedbałą kitką na głowie i sprawdzałam vines'y. Po chwili zjawił się Bruno. Też był luźniej ubrany, dresy i t-shirt. Położył się obok mnie, objął mnie ramieniem i patrzył co robię. Odłożyłam telefon i przytuliłam się do niego.
- Wreszcie będziesz przy mnie całą dobę- powiedziałam, dając mu buziaka.
- No nareszcie.-powiedział przez pocałunek.
- Mam nadzieję, że Cię nie zanudzę.- powiedziałam wstając.
- Ty? Z Tobą nigdy się nie nudzę.-odparł bez wahania, wstając i idąc za mną.
W salonie, na kanapie leżała Karolina i oglądała telewizję.
- A Ty co? Śpisz?- zapytałam, podchodząc do kanapy.
- Nie. Macie na coś ochotę?- zapytała z podejrzanym uśmieszkiem.
- Niby na co?- zapytałam ze złowrogą miną.
- Mam jacuzzi na dachu- idziemy?
- Serio?- Bruno wytrzeszczył oczy.
- No z chęcią- odpowiedziałam i ruszyłam po strój.
Szybko się przebrałam i poszłam do salonu. Bruno kiedy mnie zobaczył uśmiechał się od ucha do ucha.
- No to chodźmy- zawołała Karola, po czym zaczęliśmy za nią iść.
Z dachu, który był tarasem był świetny widok. Rzeczywiście było tam jacuzzi oraz stoliki i mała huśtawka.
Weszliśmy do ciepłego jacuzzi i Bruno mnie objął.
- I jak wam się podoba?- zapytała Karola.
- Jest świetnie- odparłam, a co brązowooki dał mi buziaka.
- Pasujecie do siebie- wystrzeliła Karoline.
- Dziękujemy- odparł tym razem Bru.
- Ale pamiętaj- zaczęła, a ja próbowałam jej przerwać, jednak bezskutecznie- jeśli zranisz Paulinkę, to zafunduję Ci piekło.
W tym momencie chciałam się zapaść pod tą wodę.
- Oczywiście- odparł Bru. Ja sam zafundowałbym sobie piekło, ale dzięki za uprzedzenie.- zaśmiał się.
Karolinie zadzwonił telefon, więc przeprosiła nas i poszła. Jak zgaduję to był ten Jamareo.
- I co zostaliśmy sami.- wyszeptał Bruno, przysuwając się do mnie.
- Na to wygląda- odpowiedziałam, zapatrzona w dal.
Bruno skradł mi buziaka, potem drugiego, aż pocałunki stały się bardziej namiętne. Jednak skończyło się na pocałunkach, bo Bru jak sam powiedział nie przyjechał tutaj by mnie wykorzystać. Kiedy słońce już zaszło, poszliśmy do łazienek się ogarnąć, a wieczorem leżeliśmy u mnie i oglądaliśmy film, wtuleni w siebie.
__________________________________________________________________________________ Jak widzicie zaszła mała zmiana w wieku bohaterów (są już pełnoletni). Musiałam to zrobić, bo inaczej nie mogłabym zrealizować wielu pomysłów na opowiadanie. KOMENTUJCIE I MÓWCIE CO MYŚLICIE :)
Z Brunem umówiłam się, że przyjdę z Karoline i mamą do nich o 17:00. Powoli dobiegała umówiona godzina, gdy usłyszałam dzwonek. Pospiesznie narzuciłam szlafrok, bo byłam po kąpieli w samej bieliźnie i pobiegłam na dół.
- Hej Karola- wpuściłam ją, dając jej buziaka.
- A Ty nadal nie gotowa?- zapytała zdziwiona. Dzwoniłam do Ciebie po 14:00 i mówiłaś, że się szykujesz.
- No eee...tak wyszło.-wymamrotałam w końcu.
- No to biegusiem, już.- wołała, wbiegając za mną po schodach.
- Ale ja nie wiem w co się ubrać.- stwierdziłam, stojąc przed otwartą szafą.
- Hmm..-mruknęła, zaglądając do szafy. Masz to- powiedziała, podając mi ubrania.
Poszłam do łazienki i przebrałam się w białe rurki, grafitowy top z nadrukami i czarne vansy. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w wysokiego, luźnego koczka.
- I jak?- powiedziałam wchodząc do salonu.
- No no, pięknie siostro.- uśmiechnęła się.
- Mamo, a ty jesteś gotowa?- zapytałam jej.
- Tak, chodźmy już, bo się spóźnimy.-poganiała mnie, zamykając przy tym drzwi.
Po przyjściu przywitałam się z Brunem, Erickiem oraz dziewczynami i przedstawiłam im Karolę. Erickowi, chyba wpadła w oko. Wszyscy poszliśmy na werandę i usiedliśmy przy wielkim stole, przy którym zmieściłoby się z trzydzieści osób. Pani Bernadette zaserwowała nam lemoniadę oraz szarlotkę. W pewnym momencie postanowiliśmy z Brunem zacząć temat naszego wyjazdu, a raczej jego zamiaru.
- Mamo, Tato, mamy wam coś do powiedzenia- zaczął Bruno.
- Boże, nie mów nam że Paula jest w ciąży- zawołał Eric, którego Bruno zmierzył wrogim wzrokiem.
- Czy mogliby wpaść do mnie?- zaczęła Karoline, rozbawiona tym co palnął Eric. Byliby bezpieczni i miałabym na nich oko, a z resztą to nie dzieci.- uśmiechnęła się.
- Hmm, no a gdzie będziecie mieszkać.- zapytała Bernadette.
- Mam duży domek, będą mięli oddzielne pokoje. Pracuję tylko pięć godzin, więc będę miała wszystko pod kontrolą.
- No nie wiem, nie wiem.- powiedziała Pani Hernandez. Aniu, a co ty myślisz?- zapytała mojej mamy.
- Myślę, że to nie jest zły pomysł. Karoline jest odpowiedzialna i myślę, że nic im się nie stanie. Z resztą nie są już malutcy i sobie poradzą.- odparła patrząc z uśmiechem na mnie.
- Skoro tak uważasz, to się zgadzamy.-powiedzieli razem państwo Hernandez. A daleko mieszkasz, Karoline?
- Niedaleko, 100 km drogi. W razie czego możecie Państwo przyjechać i skontrolować co się dzieje.-odparła z uśmiechem.
- Dobrze, a kiedy wyjeżdżacie?- zapytał tym razem Eric.
- Myślę że jutro po południu.
- To lećcie się pakować, a my jeszcze pogadamy.- powiedziała Bernie, a my poszliśmy do pokoju Bruna.
- Jak ja nie mogę się doczekać.- zawołał Bruno, gdy usiadłam z Karoline na jego kanapie.
- Ja też nie.- zawołałam, przytulając go.
- Tylko nie szalejcie gołąbeczki- zawołała Karoline.
- Dobra, już nie udawaj.-zawołałam z uśmiechem.
- Muszę póki tutaj jestem- powiedziała ciszej.
- Dobra Bruno, my spadamy, bo musimy się spakować, z resztą ty też.- powiedziałam przytulając go.
- No dobrze, to widzimy się jutro o 12 pod twoim domem, tak?- zapytał.
- Tak, tak. Papa.- powiedziałam i dałam mu buziaka.
- Awww jakie słodkie z was maluszki.-zawołała Karoline, po czym walnęłam ją w rękę.
- Nie bij mnie- śmiała się.
Pod domem Bruna pożegnałyśmy się i poszłam do domu. Od razu wyciągnęłam dużą walizkę i zaczęłam się pakować. Ubrania latały z szafy na kanapę, z kanapy do walizki. Jednym słowem w pokoju panował chaos.
Tu sukienki, tam topy, shorty, sweter na wypadek chłodu, bikini na plażę, sandałki, trampki, kosmetyki, ładowarka od telefonu...i tak w nieskończoność. Przed 24 byłam już prawie spakowana. Resztę dorzucę rano np. szczoteczkę do zębów. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.
*** Następnego ranka***
Po dziewiątej obudził mnie ptak, który siedział na parapecie okna i śpiewał. Wykonałam kilka przeciągnięć, po czym poszłam zjeść śniadanie. Zjadłam płatki z mlekiem, bo nie byłam bardzo głodna i przebrałam się w biały top z koronką na plecach oraz poszarpane jeansy. Do tego miętowe trampki, lekki makijaż i wysoki koczek. Tak, uwielbiam koczki, są mega słodkie i wygodne. Po 11 byłam już całkowicie spakowana. Niestety nie skończyło się na jednej walizce. Doszedł jeszcze plecak i torebka oczywiście. Bruno postanowił wpaść wcześniej, więc wpuściłam go.
- Pięknie wyglądasz.- stwierdził, wchodząc i dając mi buziaka.
- Dziękuję. Spakowany?- zapytałam.
- Spakowany i gotowy- uśmiechnął się. A Ty?
- Też- odwzajemniłam uśmiech. A gdzie ta Karola, miała być już dziesięć minut temu- westchnęłam patrząc na zegarek.
- Już jestem.- wbiegła zdyszana. Sorry, musiałam jeszcze zatankować.
- No oki- odpowiedziałam razem z Brunem.
Zaczęliśmy znosić nasze bagaże do bagażnika i żegnać się z mamą. Nawet przytuliła Bruna, aż się zdziwiłam. Przed wyjazdem jeszcze dała mi buziaka i powiedziała, żebym nie szalała, na co odpowiedziałam uśmiechem. Wreszcie ruszyliśmy w drogę. Z Karoliną i Brunem mogę podróżować nawet na dłuższe dystanse, bo było świetnie. W radiu co chwilę puszczali jakiś utwór, do którego śpiewaliśmy, a Bruno chociaż zawsze siada z przodu, usiadł do mnie na tyły i przytulał co jakiś czas. Przyszedł jednak czas, gdy było strasznie gorąco i zrobiłam się senna. Bruno od razu to spostrzegł i położył mnie na swoim torsie. Gdy dojechaliśmy na miejsce była 17:00. Dziwne, co? 100 kilometrów w 5 godzin. Odpowiedź jest dziecinnie prosta- gigantyczne korki. Bruno pomógł mi i Karoli z bagażami. Kiedy weszliśmy do jej domu jedyne co powiedzieliśmy to ''woow". Karolina miała piękny i nowoczesny dom. Pokazała nam gdzie śpimy, chociaż wiedziała, że pewnie będziemy spać razem. No w końcu jesteśmy pełnoletni, możemy robić co chcemy. Trochę się rozpakowałam, a potem poszliśmy zjeść, bo Karolina zrobiła nam kolację. Szybko ją zjadłam, po czym poszłam do jednej z dwóch łazienek i wzięłam ekspresowy prysznic, po czym przebrałam się. Leżałam na łóżku w luźnym t-shirt'cie i bawełnianych szarych short'ach z niedbałą kitką na głowie i sprawdzałam vines'y. Po chwili zjawił się Bruno. Też był luźniej ubrany, dresy i t-shirt. Położył się obok mnie, objął mnie ramieniem i patrzył co robię. Odłożyłam telefon i przytuliłam się do niego.
- Wreszcie będziesz przy mnie całą dobę- powiedziałam, dając mu buziaka.
- No nareszcie.-powiedział przez pocałunek.
- Mam nadzieję, że Cię nie zanudzę.- powiedziałam wstając.
- Ty? Z Tobą nigdy się nie nudzę.-odparł bez wahania, wstając i idąc za mną.
W salonie, na kanapie leżała Karolina i oglądała telewizję.
- A Ty co? Śpisz?- zapytałam, podchodząc do kanapy.
- Nie. Macie na coś ochotę?- zapytała z podejrzanym uśmieszkiem.
- Niby na co?- zapytałam ze złowrogą miną.
- Mam jacuzzi na dachu- idziemy?
- Serio?- Bruno wytrzeszczył oczy.
- No z chęcią- odpowiedziałam i ruszyłam po strój.
Szybko się przebrałam i poszłam do salonu. Bruno kiedy mnie zobaczył uśmiechał się od ucha do ucha.
- No to chodźmy- zawołała Karola, po czym zaczęliśmy za nią iść.
Z dachu, który był tarasem był świetny widok. Rzeczywiście było tam jacuzzi oraz stoliki i mała huśtawka.
Weszliśmy do ciepłego jacuzzi i Bruno mnie objął.
- I jak wam się podoba?- zapytała Karola.
- Jest świetnie- odparłam, a co brązowooki dał mi buziaka.
- Pasujecie do siebie- wystrzeliła Karoline.
- Dziękujemy- odparł tym razem Bru.
- Ale pamiętaj- zaczęła, a ja próbowałam jej przerwać, jednak bezskutecznie- jeśli zranisz Paulinkę, to zafunduję Ci piekło.
W tym momencie chciałam się zapaść pod tą wodę.
- Oczywiście- odparł Bru. Ja sam zafundowałbym sobie piekło, ale dzięki za uprzedzenie.- zaśmiał się.
Karolinie zadzwonił telefon, więc przeprosiła nas i poszła. Jak zgaduję to był ten Jamareo.
- I co zostaliśmy sami.- wyszeptał Bruno, przysuwając się do mnie.
- Na to wygląda- odpowiedziałam, zapatrzona w dal.
Bruno skradł mi buziaka, potem drugiego, aż pocałunki stały się bardziej namiętne. Jednak skończyło się na pocałunkach, bo Bru jak sam powiedział nie przyjechał tutaj by mnie wykorzystać. Kiedy słońce już zaszło, poszliśmy do łazienek się ogarnąć, a wieczorem leżeliśmy u mnie i oglądaliśmy film, wtuleni w siebie.
__________________________________________________________________________________ Jak widzicie zaszła mała zmiana w wieku bohaterów (są już pełnoletni). Musiałam to zrobić, bo inaczej nie mogłabym zrealizować wielu pomysłów na opowiadanie. KOMENTUJCIE I MÓWCIE CO MYŚLICIE :)
sobota, 10 maja 2014
15
Rankiem zbudziła mnie Presley,Tahiti,Jaime i Tiara które wbiegły jak nieokrzesane i zaczęły mnie ciągnąć za ręce, krzycząc przy tym.
- Paula, Paula chodź szybko, zobacz!- krzyczały, jak dziecko na widok wesołego miasteczka.
- Pali się czy co?- rzuciłam, powoli otwierając oczy.
- No po prostu chodź!- ciągnęły mnie.
- No idę, już idę.- powiedziałam leniwie.
Dziewczyny ciągnęły mnie szybko do domku, w którym spał Bruno i Eric. Po przybyciu na miejsce zaczęłyśmy się śmiać, budząc przy tym chłopaków. Jakie były ich miny, kiedy nas ujrzeli. Otóż Bruno i Eric musieli spać na podwójnym łóżku, bo nie było innych i traf chciał, że leżeli prawie objęci, a na dodatek spały z nimi dwa prześliczne, malutkie koteczki.
- Widzę, że kociary z was.- zawołałam, tłumiąc śmiech.
- Nie no, muszę wam zrobić zdjęcie- powiedziała Press, po czym zaczęła wyciągać aparat.
- Nie, nawet nie próbuj!- zawołali jednocześnie, wyskakując z łóżka i uciekając, na co my tylko zareagowałyśmy śmiechem.
- Wariaci z nich- powiedziałam, patrząc na ganiających się Bruna i Erica.
- Oj ciesz się, że z nimi nie mieszkasz.- śmiały się.
Niedługo potem wszyscy wstali i poszliśmy na wspólne śniadanie, po którym ruszyliśmy w drogę powrotną. Bruno często się na mnie patrzył i uśmiechał, na co ja również reagowałam tym samym. Po powrocie do domu, poszłam wziąć prysznic i zjadłam tosty. Postanowiłam się spotkać z moją kuzynką, która była w mieście. Umówiłyśmy się w Parku niedaleko.
- Hej- zawołałam, do stojącej tyłem brunetki. Była ubrania w śliczną, turkusową sukienkę do kolan, która podkreślała jej długie i piękne nogi.
- No heej- zawołała, tuląc mnie do siebie.
- Mmm Karolcia wypiękniała- zawołałam z uśmiechem.
- Taa chyba Ci na wzrok padło.- żartowała jak zawsze.
- Ehh, moja Karola nigdy się nie zmieni. Zawsze mnie będzie jechać, ale i tak ją zawsze będę kochać.- powiedziałam, śmiejąc się.
- Hahahaha, oj mój maluszku.
- Pfff ,jaki tam maluszku- powiedziałam, udając powagę.
- No mój.- powiedziała, puszczając mi oczko.
Spacerowałyśmy po parku, aż znalazłyśmy wygodną ławkę w cieniu, gdzie przysiadłyśmy.
- I co tam?, jak z Brunem? Opowiadaj- pytała.
- No nie jest źle, dogadujemy się i ogólnie on jest niesamowity. Wiesz nie obchodzą go najdroższe buty, albo pedalska grzywka. I nie jestem tylko do poruchania jak to inni mówią.- śmiałam się.
- No to dobrze. Jak tylko zrobi Ci krzywdę, to możesz wiedzieć, że zginie w piekle.- żartowała.
- Wiem, wiem. No bo jestem twoim maluszkiem.- śmiałam się.
- Tak.- uśmiechnęła się.
Siedziałyśmy chwilę, aż zauważyłam Phila z jakąś dziewczyną.
- Hej Phil!- zawołałam i mu pomachałam. Odmachał mi, po czym podszedł do nas.
- A Ty nie z Anką?- zapytałam.
- To Ty nie wiesz?- zapytał zdziwiony.
- No to może mi powiesz- powiedziałam.
- Nie jestem już z Anką, a to jest moja nowa dziewczyna- Urbana.- powiedział wskazując na nią.
- Jestem Paula- uścisnęłam jej rękę i się uśmiechnęłam.
- Miło mi Cię poznać.- powiedziała wesoło i uśmiechnęła się. Miła dziewczyna.
- Dobra to my lecimy na seans- powiedział Phil, po czym odeszli.
- Paa- rzuciłam.
- O co chodzi z Anką?- zapytała zdziwiona Karoline. Nie przyjaźnicie się już?
- Długa historia, ale tak.- westchnęłam.
- Aaa, okej rozumiem. Nie masz ochoty o tym mówić.
- Dokładnie- przytaknęłam.
- Może masz ochotę wpaść do mnie na trochę, za kilka dni jadę, to możemy zabrać się razem.-zapytała.
- Z Tobą zawsze, ale muszę pogadać z mamą i Brunem oczywiście.
- Może jechać z nami, jeśli chcesz. A to będzie też dobra okazja, żebyście poznali Jamareo.
- Brzmi fajnie. Jakiego Jamareo???- wytrzeszczyłam oczy. Czemu ja się dowiaduję ostatnia?.- udawałam focha.
- Nie było okazji pogadać, a teraz w końcu by była. Poznałabyś go, a przy okazji wyrwalibyście się z Brunem.- proponowała.
- Pogadam z nim i mamą, ale nie obiecuję.- odpowiedziałam.
- Dobra. Jakby były jakieś trudności, to mogę ich przekonać- uśmiechnęła się.
I tak siedziałyśmy i rozmawiałyśmy parę dobrych godzin. Gdy zaczęło się ściemniać pożegnałyśmy się i ruszyłam w stronę domu. Po drodze sprawdziłam telefon i zauważyłam 2 nieodebrane połączenia od Bruna. Pośpiesznie oddzwoniłam.
- Paula, co się do cholery Tobą dzieje?- zapytał zaniepokojony.
- Przepraszam Bruno, byłam z siostrą i nie słyszałam jak dzwoniłeś. Możemy się spotkać za pięć minut pod moim domem?
- Dobrze, zaraz będę.- powiedział, po czym rozłączył się.
Szłam spokojnie, delektując się chłodnym i kojącym, wieczornym wiaterkiem. To było wybawienie po upalnych dniach. Będąc niedaleko domu zauważyłam Bruna i pomachałam mu.
- Martwiłem się- podszedł powoli, po czym pocałował moje usta.
- Przepraszam Peter, zagadałam się z siostrą, bo dawno się nie widziałyśmy i..- delikatnie położył palec na moich ustach, po czym musnął moje wargi.
- Skąd znasz moje prawdziwe imię?- wyszeptał, tuląc mnie.
- Zapytałam Erica i mi powiedział, że Bruno to tylko ksywka. Masz bardzo ładne imię. Z resztą...
- Z resztą co?- zatrzymał się nagle.
- Od zawsze chciałam Ci to powiedzieć- zaczęłam spokojnie. Kocham twoje oczy, kocham twoje ramiona, twoje usta, włosy, kocham całego Ciebie.-wyszeptałam mu do ucha.
- Też Cię kocham, powiedział przytulając mnie.
- Skarbie?- zaczęłam niepewnie.
- Co się stało?- zapytał spokojnie.
- Nic się nie stało, ale nie chciałbyś może pojechać ze mną, do mojej siostry? Ona jest pełnoletnia, ma mieszkanie, więc mielibyśmy gdzie spać i co jeść.- powiedziałam patrząc się jemu w oczy.
- Chcieć to oczywiście, że chcę ale musiałbym pogadać z rodzicami.- uśmiechnął się.
- No wiem, ale na razie z nimi nie rozmawiaj jutro jakoś zorganizujemy wszystko, dobrze?
- No dobrze.- pocałował mnie w czoło. Chciałbym móc być przy tobie, wiesz? Widzieć jak zasypiasz i budzisz się, czuć twoje ciepło..
- Ja też tego chcę.- wtuliłam się w niego. Chyba muszę już iść, bo mama się niepokoi pewnie.
- Jasne,oczywiście. Spotkamy się jutro?- zapytał.
- Oczywiście- powiedziałam, po czym pocałowałam go, ale inaczej niż zwykle, mocniej, ponętniej. Odwzajemnił pocałunek.
- Do jutra.- zawołałam, przy drzwiach.
- Dobranoc.- odpowiedział, po czym zniknął za drzewem.
__________________________________________________________________________________ Tak, tak wiem, że jestem beznadziejna i nie dostanę nawet komentarza. :( Po prostu miałam znowu dużo rzeczy na głowie, ale starałam się żeby rozdział był nie najgorszy. A Wy co o nim myślicie? Napiszcie w komentarzach.
- Paula, Paula chodź szybko, zobacz!- krzyczały, jak dziecko na widok wesołego miasteczka.
- Pali się czy co?- rzuciłam, powoli otwierając oczy.
- No po prostu chodź!- ciągnęły mnie.
- No idę, już idę.- powiedziałam leniwie.
Dziewczyny ciągnęły mnie szybko do domku, w którym spał Bruno i Eric. Po przybyciu na miejsce zaczęłyśmy się śmiać, budząc przy tym chłopaków. Jakie były ich miny, kiedy nas ujrzeli. Otóż Bruno i Eric musieli spać na podwójnym łóżku, bo nie było innych i traf chciał, że leżeli prawie objęci, a na dodatek spały z nimi dwa prześliczne, malutkie koteczki.
- Widzę, że kociary z was.- zawołałam, tłumiąc śmiech.
- Nie no, muszę wam zrobić zdjęcie- powiedziała Press, po czym zaczęła wyciągać aparat.
- Nie, nawet nie próbuj!- zawołali jednocześnie, wyskakując z łóżka i uciekając, na co my tylko zareagowałyśmy śmiechem.
- Wariaci z nich- powiedziałam, patrząc na ganiających się Bruna i Erica.
- Oj ciesz się, że z nimi nie mieszkasz.- śmiały się.
Niedługo potem wszyscy wstali i poszliśmy na wspólne śniadanie, po którym ruszyliśmy w drogę powrotną. Bruno często się na mnie patrzył i uśmiechał, na co ja również reagowałam tym samym. Po powrocie do domu, poszłam wziąć prysznic i zjadłam tosty. Postanowiłam się spotkać z moją kuzynką, która była w mieście. Umówiłyśmy się w Parku niedaleko.
- Hej- zawołałam, do stojącej tyłem brunetki. Była ubrania w śliczną, turkusową sukienkę do kolan, która podkreślała jej długie i piękne nogi.
- No heej- zawołała, tuląc mnie do siebie.
- Mmm Karolcia wypiękniała- zawołałam z uśmiechem.
- Taa chyba Ci na wzrok padło.- żartowała jak zawsze.
- Ehh, moja Karola nigdy się nie zmieni. Zawsze mnie będzie jechać, ale i tak ją zawsze będę kochać.- powiedziałam, śmiejąc się.
- Hahahaha, oj mój maluszku.
- Pfff ,jaki tam maluszku- powiedziałam, udając powagę.
- No mój.- powiedziała, puszczając mi oczko.
Spacerowałyśmy po parku, aż znalazłyśmy wygodną ławkę w cieniu, gdzie przysiadłyśmy.
- I co tam?, jak z Brunem? Opowiadaj- pytała.
- No nie jest źle, dogadujemy się i ogólnie on jest niesamowity. Wiesz nie obchodzą go najdroższe buty, albo pedalska grzywka. I nie jestem tylko do poruchania jak to inni mówią.- śmiałam się.
- No to dobrze. Jak tylko zrobi Ci krzywdę, to możesz wiedzieć, że zginie w piekle.- żartowała.
- Wiem, wiem. No bo jestem twoim maluszkiem.- śmiałam się.
- Tak.- uśmiechnęła się.
Siedziałyśmy chwilę, aż zauważyłam Phila z jakąś dziewczyną.
- Hej Phil!- zawołałam i mu pomachałam. Odmachał mi, po czym podszedł do nas.
- A Ty nie z Anką?- zapytałam.
- To Ty nie wiesz?- zapytał zdziwiony.
- No to może mi powiesz- powiedziałam.
- Nie jestem już z Anką, a to jest moja nowa dziewczyna- Urbana.- powiedział wskazując na nią.
- Jestem Paula- uścisnęłam jej rękę i się uśmiechnęłam.
- Miło mi Cię poznać.- powiedziała wesoło i uśmiechnęła się. Miła dziewczyna.
- Dobra to my lecimy na seans- powiedział Phil, po czym odeszli.
- Paa- rzuciłam.
- O co chodzi z Anką?- zapytała zdziwiona Karoline. Nie przyjaźnicie się już?
- Długa historia, ale tak.- westchnęłam.
- Aaa, okej rozumiem. Nie masz ochoty o tym mówić.
- Dokładnie- przytaknęłam.
- Może masz ochotę wpaść do mnie na trochę, za kilka dni jadę, to możemy zabrać się razem.-zapytała.
- Z Tobą zawsze, ale muszę pogadać z mamą i Brunem oczywiście.
- Może jechać z nami, jeśli chcesz. A to będzie też dobra okazja, żebyście poznali Jamareo.
- Brzmi fajnie. Jakiego Jamareo???- wytrzeszczyłam oczy. Czemu ja się dowiaduję ostatnia?.- udawałam focha.
- Nie było okazji pogadać, a teraz w końcu by była. Poznałabyś go, a przy okazji wyrwalibyście się z Brunem.- proponowała.
- Pogadam z nim i mamą, ale nie obiecuję.- odpowiedziałam.
- Dobra. Jakby były jakieś trudności, to mogę ich przekonać- uśmiechnęła się.
I tak siedziałyśmy i rozmawiałyśmy parę dobrych godzin. Gdy zaczęło się ściemniać pożegnałyśmy się i ruszyłam w stronę domu. Po drodze sprawdziłam telefon i zauważyłam 2 nieodebrane połączenia od Bruna. Pośpiesznie oddzwoniłam.
- Paula, co się do cholery Tobą dzieje?- zapytał zaniepokojony.
- Przepraszam Bruno, byłam z siostrą i nie słyszałam jak dzwoniłeś. Możemy się spotkać za pięć minut pod moim domem?
- Dobrze, zaraz będę.- powiedział, po czym rozłączył się.
Szłam spokojnie, delektując się chłodnym i kojącym, wieczornym wiaterkiem. To było wybawienie po upalnych dniach. Będąc niedaleko domu zauważyłam Bruna i pomachałam mu.
- Martwiłem się- podszedł powoli, po czym pocałował moje usta.
- Przepraszam Peter, zagadałam się z siostrą, bo dawno się nie widziałyśmy i..- delikatnie położył palec na moich ustach, po czym musnął moje wargi.
- Skąd znasz moje prawdziwe imię?- wyszeptał, tuląc mnie.
- Zapytałam Erica i mi powiedział, że Bruno to tylko ksywka. Masz bardzo ładne imię. Z resztą...
- Z resztą co?- zatrzymał się nagle.
- Od zawsze chciałam Ci to powiedzieć- zaczęłam spokojnie. Kocham twoje oczy, kocham twoje ramiona, twoje usta, włosy, kocham całego Ciebie.-wyszeptałam mu do ucha.
- Też Cię kocham, powiedział przytulając mnie.
- Skarbie?- zaczęłam niepewnie.
- Co się stało?- zapytał spokojnie.
- Nic się nie stało, ale nie chciałbyś może pojechać ze mną, do mojej siostry? Ona jest pełnoletnia, ma mieszkanie, więc mielibyśmy gdzie spać i co jeść.- powiedziałam patrząc się jemu w oczy.
- Chcieć to oczywiście, że chcę ale musiałbym pogadać z rodzicami.- uśmiechnął się.
- No wiem, ale na razie z nimi nie rozmawiaj jutro jakoś zorganizujemy wszystko, dobrze?
- No dobrze.- pocałował mnie w czoło. Chciałbym móc być przy tobie, wiesz? Widzieć jak zasypiasz i budzisz się, czuć twoje ciepło..
- Ja też tego chcę.- wtuliłam się w niego. Chyba muszę już iść, bo mama się niepokoi pewnie.
- Jasne,oczywiście. Spotkamy się jutro?- zapytał.
- Oczywiście- powiedziałam, po czym pocałowałam go, ale inaczej niż zwykle, mocniej, ponętniej. Odwzajemnił pocałunek.
- Do jutra.- zawołałam, przy drzwiach.
- Dobranoc.- odpowiedział, po czym zniknął za drzewem.
__________________________________________________________________________________ Tak, tak wiem, że jestem beznadziejna i nie dostanę nawet komentarza. :( Po prostu miałam znowu dużo rzeczy na głowie, ale starałam się żeby rozdział był nie najgorszy. A Wy co o nim myślicie? Napiszcie w komentarzach.
środa, 30 kwietnia 2014
14
***PO JAKIMŚ CZASIE***
Z Brunem było lepiej i od tamtej pory nie kłóciliśmy się. On na prawdę nie całował/przytulał żadnej dziewczyny/kobiety z wyjątkiem mamy. Moje relacje z mamą też były dobre, ale Ania nie odezwała się do mnie ani razu od czasu tamtego zamieszania. Mnie też jakoś nie ciągnęło do niej, a z resztą widziałam, że nie jestem już jej potrzebna, bo kiedy ją przypadkiem spotkałam z Philem na plaży, nie odpowiedziała mi nawet "cześć". Trudno. Jej wybór. Pewnego dnia Bruno i ja pojechaliśmy na biwak razem z jego rodzicami i moją mamą. Mieszkaliśmy w domkach letniskowych, nieopodal jeziorka i lasu. Było wspaniale. Pewnej nocy nie mogłam zasnąć, więc poszłam na pomost nad brzegiem i siedziałam rozmyślając i patrząc się w blask księżyca, padający na moją twarz. Nie wiem, ile mogłam tam siedzieć, ale po jakimś czasie przyszedł i brązowooki. Chciał zrobić mi niespodziankę, ale trzeszczący pomost mu na to nie pozwolił.
- Czemu nie śpisz skarbie?- zapytał, siadając i obejmując mnie ramieniem.
- Nie mogłam zasnąć.- szepnęłam, wtulając się w niego.
- Przepięknie wyglądasz w blasku księżyca.- szepnął, całując mnie w policzek.
- Tylko w blasku księżyca.- zażartowałam.
- Z resztą ty zawsze wyglądasz pięknie.- uśmiechnął się.
- Tak, tak.- śmiałam się.
- No tak.- powiedział i wtulił się mocniej.
Siedzieliśmy w ciszy, aż Bruno powiedział coś, co mnie totalnie zaskoczyło.
- Czemu nie pogodzicie się z Anią?
Spojrzałam na niego troszeczkę zdziwiona.
- Ania ma nową przyjaciółkę, a za razem chłopaka.- westchnęłam, patrząc w dal.
- Przestań. Phil nie zastąpi jej ciebie.- odpowiedział.
- Już jej zastąpił. Wczoraj, gdy ją spotkałam tylko Phil odpowiedział mi na ''hej''. Ania odwróciła wzrok i udawała, że mnie nie ma.- westchnęłam.
Bruno milczał, gładząc moje ramię.
- Z resztą ja ją nie mam za co przepraszać, Bruno.- powiedziałam, wstając.
- Gdzie idziesz? zapytał zdziwiony.
- Na spacer do lasu, bo nudno tak siedzieć.- powiedziałam, oddalając się powoli.
- Zaczekaj!- zawołał. Nie pójdziesz sama! Jak mamy się zgubić, to razem.- powiedział wesoło.
- No dobrze, dobrze.- odrzekłam, obejmując go.
Szliśmy jakiś kawałek w milczeniu, ale nie długo. Kiedy mięliśmy za sobą jakąś połowę leśnej drużki, usłyszeliśmy czyjeś kroki i trzask łamanych gałęzi.
- Co to takiego?- wyszeptałam przestraszona, chowając się za Bruna.
- Nie mam pojęcia, ale lepiej wracajmy.- powiedział, łapiąc mnie szybko za rękę i kierując się w drogę powrotną.
To "coś" zbliżało się do nas. Byłam tak wystraszona, że bałam się obejrzeć.
- Biegnijmy!- krzyknęłam, po czym wystartowałam, ciągnąc Bruna.
Biegliśmy, ile sił w nogach, aż w końcu to "coś" nas dogoniło i złapało mnie za rękę.
- Puść!- krzyknęłam, próbując się wyrwać. Nadal się nie odwracałam.
Po chwili Bruno to zrobił i wpadł w śmiech, a jednocześnie był wkurzony. To Eric nas gonił.
- Eric ty głupolu.- rzucił Bruno.
- Ej, nie wyzywa się starszego braciszka.- śmiał się.
- Wystraszyłeś nas.- krzyknął.
- No wiem. Tak zabawnie i słodko wyglądaliście.- nadal się śmiał.
- Bardzo zabawne.- rzuciłam sarkastycznie i ruszyłam, a Bruno za mną.
- No nie denerwujcie się, gołąbki.- zawołał Eric, ale nie zwracaliśmy na to uwagi.
Przed domkami, rozstaliśmy się, a następnie każdy poszedł się położyć. Przyznam, że ta noc była ekstra.
__________________________________________________________________________________ Proszę, oto obiecany rozdział nr 14. Mam nadzieję, że się Państwu spodobał i dacie mi komentarz :D (ale cygan xD) Kolejny pojawi się dopiero w przyszłym tygodniu (wt.-śr.), gdyż wyjeżdżam na majówkę i nie będę miała możliwości dodania kolejnego. Mam nadzieję, że jak wrócę to zobaczę mnóstwo komentarzy, które zmotywują mnie do napisania kolejnego. P.S. Kolejny będzie dłuższy :> KOMENTARZ= SZACUNEK DLA PISZĄCEGO + MOTYWACJA DO NAPISANIA KOLEJNEGO :)
Z Brunem było lepiej i od tamtej pory nie kłóciliśmy się. On na prawdę nie całował/przytulał żadnej dziewczyny/kobiety z wyjątkiem mamy. Moje relacje z mamą też były dobre, ale Ania nie odezwała się do mnie ani razu od czasu tamtego zamieszania. Mnie też jakoś nie ciągnęło do niej, a z resztą widziałam, że nie jestem już jej potrzebna, bo kiedy ją przypadkiem spotkałam z Philem na plaży, nie odpowiedziała mi nawet "cześć". Trudno. Jej wybór. Pewnego dnia Bruno i ja pojechaliśmy na biwak razem z jego rodzicami i moją mamą. Mieszkaliśmy w domkach letniskowych, nieopodal jeziorka i lasu. Było wspaniale. Pewnej nocy nie mogłam zasnąć, więc poszłam na pomost nad brzegiem i siedziałam rozmyślając i patrząc się w blask księżyca, padający na moją twarz. Nie wiem, ile mogłam tam siedzieć, ale po jakimś czasie przyszedł i brązowooki. Chciał zrobić mi niespodziankę, ale trzeszczący pomost mu na to nie pozwolił.
- Czemu nie śpisz skarbie?- zapytał, siadając i obejmując mnie ramieniem.
- Nie mogłam zasnąć.- szepnęłam, wtulając się w niego.
- Przepięknie wyglądasz w blasku księżyca.- szepnął, całując mnie w policzek.
- Tylko w blasku księżyca.- zażartowałam.
- Z resztą ty zawsze wyglądasz pięknie.- uśmiechnął się.
- Tak, tak.- śmiałam się.
- No tak.- powiedział i wtulił się mocniej.
Siedzieliśmy w ciszy, aż Bruno powiedział coś, co mnie totalnie zaskoczyło.
- Czemu nie pogodzicie się z Anią?
Spojrzałam na niego troszeczkę zdziwiona.
- Ania ma nową przyjaciółkę, a za razem chłopaka.- westchnęłam, patrząc w dal.
- Przestań. Phil nie zastąpi jej ciebie.- odpowiedział.
- Już jej zastąpił. Wczoraj, gdy ją spotkałam tylko Phil odpowiedział mi na ''hej''. Ania odwróciła wzrok i udawała, że mnie nie ma.- westchnęłam.
Bruno milczał, gładząc moje ramię.
- Z resztą ja ją nie mam za co przepraszać, Bruno.- powiedziałam, wstając.
- Gdzie idziesz? zapytał zdziwiony.
- Na spacer do lasu, bo nudno tak siedzieć.- powiedziałam, oddalając się powoli.
- Zaczekaj!- zawołał. Nie pójdziesz sama! Jak mamy się zgubić, to razem.- powiedział wesoło.
- No dobrze, dobrze.- odrzekłam, obejmując go.
Szliśmy jakiś kawałek w milczeniu, ale nie długo. Kiedy mięliśmy za sobą jakąś połowę leśnej drużki, usłyszeliśmy czyjeś kroki i trzask łamanych gałęzi.
- Co to takiego?- wyszeptałam przestraszona, chowając się za Bruna.
- Nie mam pojęcia, ale lepiej wracajmy.- powiedział, łapiąc mnie szybko za rękę i kierując się w drogę powrotną.
To "coś" zbliżało się do nas. Byłam tak wystraszona, że bałam się obejrzeć.
- Biegnijmy!- krzyknęłam, po czym wystartowałam, ciągnąc Bruna.
Biegliśmy, ile sił w nogach, aż w końcu to "coś" nas dogoniło i złapało mnie za rękę.
- Puść!- krzyknęłam, próbując się wyrwać. Nadal się nie odwracałam.
Po chwili Bruno to zrobił i wpadł w śmiech, a jednocześnie był wkurzony. To Eric nas gonił.
- Eric ty głupolu.- rzucił Bruno.
- Ej, nie wyzywa się starszego braciszka.- śmiał się.
- Wystraszyłeś nas.- krzyknął.
- No wiem. Tak zabawnie i słodko wyglądaliście.- nadal się śmiał.
- Bardzo zabawne.- rzuciłam sarkastycznie i ruszyłam, a Bruno za mną.
- No nie denerwujcie się, gołąbki.- zawołał Eric, ale nie zwracaliśmy na to uwagi.
Przed domkami, rozstaliśmy się, a następnie każdy poszedł się położyć. Przyznam, że ta noc była ekstra.
__________________________________________________________________________________ Proszę, oto obiecany rozdział nr 14. Mam nadzieję, że się Państwu spodobał i dacie mi komentarz :D (ale cygan xD) Kolejny pojawi się dopiero w przyszłym tygodniu (wt.-śr.), gdyż wyjeżdżam na majówkę i nie będę miała możliwości dodania kolejnego. Mam nadzieję, że jak wrócę to zobaczę mnóstwo komentarzy, które zmotywują mnie do napisania kolejnego. P.S. Kolejny będzie dłuższy :> KOMENTARZ= SZACUNEK DLA PISZĄCEGO + MOTYWACJA DO NAPISANIA KOLEJNEGO :)
sobota, 26 kwietnia 2014
13
***Oczami Bruna***
Rano Eric zadzwonił do Any i zapytał czy pomoże mi w przekonaniu Pauli. Ana zgodziła się i powiedziała że będzie u nas po 15. Poradziła mi, żebym też kupił kwiaty Pauli. Nie wielką wiązankę, tylko mały, uroczy bukiecik. Jak poradziła, tak zrobiłem. Mały bukiecik różowych różyczek stał w wazonie z wodą i czekał, aż wręczę go Pauli. Cały dzień strasznie się stresowałem, że coś nie wyjdzie i ją stracę. Tak bardzo tego nie chcę, jest dla mnie zbyt ważna. Po 15 w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi, a ja pobiegłem do nich jak szalony. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Anę.
- Hej!- zawołała radośnie i od razu powiedziała: Lepiej nie dawaj mi buziaków, po czym się uśmiechnęła.
- Racja.- ze zdenerwowaniem.
- Denerwujesz się?- zapytała.
- Bardzo.- szepnąłem.
- To znaczy, że bardzo Ci zależy.- powiedziała. Masz bukiet?- zapytała.
- Tak, czekaj pójdę po niego.
Po chwili wróciłem do niej z bukiecikiem.
- No ładny. Dobra to idziemy.-powiedziała i ruszyła na zewnątrz.
- Już?- zapytałem zdziwiony.
- Bruno rusz się, bo Ci miłość z przed nosa ucieknie.- poganiała mnie.
Byliśmy już pod jej drzwiami, a ja wahałem się nacisnąć dzwonek. Ana zrobiła to za mnie i nawet nie zauważyłem kiedy w drzwiach stała Paula.
- Ooo, widzę że przyprowadziłeś swoją nową dziewczynę.- rzuciła chamsko.
- Hej Paulina, jestem Ana, kuzynka Bruna. Słyszałam o tym, co się między wami działo i chciałam Ci wyjaśnić, że Bruno jest tylko moim kuzynem, a poza tym ja mam narzeczonego.- wskazała pierścionek,a mnie zamurowało.
Nie mówiła nic o tym, chyba, że ona po prostu to wymyśliła. Paulina też jakoś zamilkła i spuściła głowę.
- To ja was zostawiam.- powiedziała i odeszła do Erica, który udawał, że dawno jej nie widział.
- Wiesz Bruno, przepraszam.-mówiła ze spuszczoną głową. Ania tak do mnie zadzwoniła...-przerwałem jej.
- Ja też Cię przepraszam-dałem jej kwiaty. Już nigdy nie pocałuję żadnej kobiety, oprócz Ciebie.-powiedziałem, a ona się uśmiechnęła.
Za chwilkę obejmowałem ją i cieszyłem się, że mi uwierzyła. Później poszliśmy na spacer i nie gadaliśmy już o tym, co się wydarzyło tylko o tym, co robiła Paula gdy mnie nie było. Byłem zadowolony, że wszystko wróciło do normy.
***Oczami Pauliny***
Zadzwonił dzwonek do drzwi, a ja poleciałam szybko, myśląc że to kurier. Po otworzeniu drzwi ujrzałam Bruna z tą swoją "kuzynką". Ładna dziewczyna nie powiem. Moje wredne "ja" wzięło górę i już po chwili powiedziałam coś, czego żałowałam.
- Ooo, widzę że przyprowadziłeś swoją nową dziewczynę.- rzuciłam oschle.
- Hej Paulina, jestem Ana, kuzynka Bruna. Słyszałam o tym, co się między wami działo i chciałam Ci wyjaśnić, że Bruno jest tylko moim kuzynem, a poza tym ja mam narzeczonego.-powiedziała wesoło i spokojnie, a ja myślałam, że spalę się ze wstydu.
Specjalnie fatygował siostrę, żebym mu uwierzyła. Jak ja mogłam mu nie uwierzyć?!- myślałam.
- To ja was zostawiam.-powiedziała i odeszła do Erica, który był zdziwiony jej obecnością.
- Wiesz Bruno, przepraszam.-mówiłam nieśmiało. Ania tak do mnie zadzwoniła...-zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Ja też Cię przepraszam-mówił dając mi kwiaty, były śliczne, różowe. Już nigdy nie pocałuję żadnej kobiety, oprócz Ciebie.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam i go objęłam.
Staliśmy tak chwilkę, a potem zaniosłam kwiaty do domu i poprosiłam mamę, żeby je wstawiła do flakonu z wodą, a sama wyszłam i razem z Brunem poszliśmy na spacer. Byłam szczęśliwa, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nie lubiłam się z nim kłócić.
Po powrocie do domu wypiłam herbatkę i wzięłam szybki prysznic. Przed snem patrzyłam się na róże od Bruna, które stały w wazonie na biurku i myślałam o nim.
__________________________________________________________________________________Yeey, pogodzili się. :) Mam nadzieję, że wam się podoba, bo mi tak średnio. Ludzie ludzie tutaj wielka informacja dla was! W tym tygodniu wstawię kolejny we wtorek albo środę i może (nie obiecuję) zostawię wam coś żeby się opublikowało pod moją nieobecność. Ale jak wrócę z majóweczki, a komentarzy nie będzie to będzie mi smutno. :( KOMENTUJCIE LUDZIE, BO WTEDY JESTEM SZCZĘŚLIWA I MAM MOTYWACJĘ DO PISANIA DLA WAS. To od was zależy, czy będę pisać dalej!
Rano Eric zadzwonił do Any i zapytał czy pomoże mi w przekonaniu Pauli. Ana zgodziła się i powiedziała że będzie u nas po 15. Poradziła mi, żebym też kupił kwiaty Pauli. Nie wielką wiązankę, tylko mały, uroczy bukiecik. Jak poradziła, tak zrobiłem. Mały bukiecik różowych różyczek stał w wazonie z wodą i czekał, aż wręczę go Pauli. Cały dzień strasznie się stresowałem, że coś nie wyjdzie i ją stracę. Tak bardzo tego nie chcę, jest dla mnie zbyt ważna. Po 15 w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi, a ja pobiegłem do nich jak szalony. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Anę.
- Hej!- zawołała radośnie i od razu powiedziała: Lepiej nie dawaj mi buziaków, po czym się uśmiechnęła.
- Racja.- ze zdenerwowaniem.
- Denerwujesz się?- zapytała.
- Bardzo.- szepnąłem.
- To znaczy, że bardzo Ci zależy.- powiedziała. Masz bukiet?- zapytała.
- Tak, czekaj pójdę po niego.
Po chwili wróciłem do niej z bukiecikiem.
- No ładny. Dobra to idziemy.-powiedziała i ruszyła na zewnątrz.
- Już?- zapytałem zdziwiony.
- Bruno rusz się, bo Ci miłość z przed nosa ucieknie.- poganiała mnie.
Byliśmy już pod jej drzwiami, a ja wahałem się nacisnąć dzwonek. Ana zrobiła to za mnie i nawet nie zauważyłem kiedy w drzwiach stała Paula.
- Ooo, widzę że przyprowadziłeś swoją nową dziewczynę.- rzuciła chamsko.
- Hej Paulina, jestem Ana, kuzynka Bruna. Słyszałam o tym, co się między wami działo i chciałam Ci wyjaśnić, że Bruno jest tylko moim kuzynem, a poza tym ja mam narzeczonego.- wskazała pierścionek,a mnie zamurowało.
Nie mówiła nic o tym, chyba, że ona po prostu to wymyśliła. Paulina też jakoś zamilkła i spuściła głowę.
- To ja was zostawiam.- powiedziała i odeszła do Erica, który udawał, że dawno jej nie widział.
- Wiesz Bruno, przepraszam.-mówiła ze spuszczoną głową. Ania tak do mnie zadzwoniła...-przerwałem jej.
- Ja też Cię przepraszam-dałem jej kwiaty. Już nigdy nie pocałuję żadnej kobiety, oprócz Ciebie.-powiedziałem, a ona się uśmiechnęła.
Za chwilkę obejmowałem ją i cieszyłem się, że mi uwierzyła. Później poszliśmy na spacer i nie gadaliśmy już o tym, co się wydarzyło tylko o tym, co robiła Paula gdy mnie nie było. Byłem zadowolony, że wszystko wróciło do normy.
***Oczami Pauliny***
Zadzwonił dzwonek do drzwi, a ja poleciałam szybko, myśląc że to kurier. Po otworzeniu drzwi ujrzałam Bruna z tą swoją "kuzynką". Ładna dziewczyna nie powiem. Moje wredne "ja" wzięło górę i już po chwili powiedziałam coś, czego żałowałam.
- Ooo, widzę że przyprowadziłeś swoją nową dziewczynę.- rzuciłam oschle.
- Hej Paulina, jestem Ana, kuzynka Bruna. Słyszałam o tym, co się między wami działo i chciałam Ci wyjaśnić, że Bruno jest tylko moim kuzynem, a poza tym ja mam narzeczonego.-powiedziała wesoło i spokojnie, a ja myślałam, że spalę się ze wstydu.
Specjalnie fatygował siostrę, żebym mu uwierzyła. Jak ja mogłam mu nie uwierzyć?!- myślałam.
- To ja was zostawiam.-powiedziała i odeszła do Erica, który był zdziwiony jej obecnością.
- Wiesz Bruno, przepraszam.-mówiłam nieśmiało. Ania tak do mnie zadzwoniła...-zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Ja też Cię przepraszam-mówił dając mi kwiaty, były śliczne, różowe. Już nigdy nie pocałuję żadnej kobiety, oprócz Ciebie.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam i go objęłam.
Staliśmy tak chwilkę, a potem zaniosłam kwiaty do domu i poprosiłam mamę, żeby je wstawiła do flakonu z wodą, a sama wyszłam i razem z Brunem poszliśmy na spacer. Byłam szczęśliwa, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nie lubiłam się z nim kłócić.
Po powrocie do domu wypiłam herbatkę i wzięłam szybki prysznic. Przed snem patrzyłam się na róże od Bruna, które stały w wazonie na biurku i myślałam o nim.
__________________________________________________________________________________Yeey, pogodzili się. :) Mam nadzieję, że wam się podoba, bo mi tak średnio. Ludzie ludzie tutaj wielka informacja dla was! W tym tygodniu wstawię kolejny we wtorek albo środę i może (nie obiecuję) zostawię wam coś żeby się opublikowało pod moją nieobecność. Ale jak wrócę z majóweczki, a komentarzy nie będzie to będzie mi smutno. :( KOMENTUJCIE LUDZIE, BO WTEDY JESTEM SZCZĘŚLIWA I MAM MOTYWACJĘ DO PISANIA DLA WAS. To od was zależy, czy będę pisać dalej!
piątek, 25 kwietnia 2014
12
***Minęły dwa tygodnie***
Mama w końcu wróciła do domu i wzięła sobie wolne, więc chodziłyśmy na zakupy i oglądałyśmy filmy. Byłyśmy też na dwóch przyjęciach. Ogólnie brakowało mi mamy, a dzięki temu, że wzięła wolne spędziłyśmy razem czas i się nagadałyśmy. Opowiedziałam jej o Brunie i zdarzeniu, a ona codziennie pilnowała czy piję minimum 2 litry wody. Niestety, przez te dwa tygodnie nie widziałam się z Brunem, bo pojechał do kuzynów. Wrócił w poniedziałek wieczorem, ale był zmęczony więc się nie spotkaliśmy. Nie mogłam się doczekać kolejnego dnia i spotkania po rozłące, ale pewna wiadomość zrujnowała całkowicie chęć spotkania. Otóż Ania zadzwoniła do mnie wieczorem z niezwykłą wiadomością.
- Hej Paula.- zaczęła niepewnie, a ja już wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
- No hej.- odpowiedziałam zadowolona. Coś się stało?- zapytałam.
- Muszę Ci coś powiedzieć, ale po tym twój humor już nie będzie dobry.- powiedziała spokojnie.
- No mów.-powiedziałam, a w głębi duszy się bardzo denerwowałam.
- Wiesz, widziałam Bruna z jakąś dziewczyną pod hotelem "Panama".-zaczęła. On...ją pocałował...- powiedziała drżącym głosem. Tak mi przykro Paulina, ale musiałam Ci powiedzieć.
- Nie no spoko.-udawałam że to mnie nie rusza, ale w głębi czułam, że zaraz ryknę płaczem.
- Na pewno?-zapytała. Przyjechać do Ciebie?
- Tak. Nic mi nie jest.- odpowiedziałam. Dobra, muszę kończyć bo mama mnie woła.-skłamałam, o czym ona doskonale wiedziała.
- Dobrze, zadzwonię jutro. Trzymaj się. Pa.
- Pa.-rzuciłam, przyciskając czerwoną słuchawkę i rzucając się z płaczem na łóżko.
Płakałam trzy godziny. Mama nie zdawała sobie z tego sprawy, bo gadała na skype z ciocią i rechotała co chwilę.
- A może Ania się pomyliła? Może coś jej się przewidziało?-próbowałam się uspokoić. Nie to niemożliwe. Wtem zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu rozbłysł napis "Bruno". Odrzuciłam, a telefon zadzwonił ponownie. Nie miałam ochoty gadać z nim w tym stanie, więc wyłączyłam telefon, a po chwili znużona płaczem zasnęłam.
***Oczami Bruna***
Zadzwoniłem do Pauli, a ona odrzuciła. Dziwne? Może się pomyliła? Spróbuję jeszcze raz. Ej, no co jest?! Cholera, wyłączyła telefon. Co się tutaj dzieje?! Idę do niej. Będąc pod jej drzwiami nacisnąłem dzwonek.
Otworzyła jej mama.
- Dobry wieczór, jest Paulina?- zapytałem spokojnie.
- A Ty Bruno, tak?-zapytała.
- Tak.
- Już po nią idę. Zaczekaj.- powiedziała i zniknęła.
***Oczami Pauli***
Nagle do pokoju weszła mama.
- Śpisz?- zapytała.
- Już nie, a co?
- Ktoś na Ciebie czeka. Płakałaś?- zapytała zdziwiona.
- Nie, głowa mnie bolała. Już schodzę.- powiedziałam zapominając zapytać, kto tam czeka.
Powoli zeszłam ze schodów, a ujrzawszy Bruna w otwartych drzwiach, chciałam się skierować z powrotem do pokoju, ale złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Nie przywitasz się?- szepnął z uśmiechem i już chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę. No co jest Paula?
- Może pocałujesz tamtą laskę.-rzuciłam oschle, wyrywając mu się.
- Jaką laskę?!- zbulwersowany zapytał, prawie krzyknął, łapiąc mnie mocno za rękę.
- Puść!- pisnęłam z bólu, po czym natychmiast mnie puścił.
- Przepraszam- szepnął natychmiast. O co Ci chodzi?!
- Nie udawaj, że nie pamiętasz jak całowałeś pannę pod ''Panamą".- krzyczałam.
- To moja kuzynka i jej nie całowałem, tylko dałem jej tylko buziaka na pożegnanie.-tłumaczył się szybko.
- Mam w to tak uwierzyć?
- Pozwól mi, wyjaśnić Ci, że to tylko kuzynka!- krzyczał ze łzami w oczach, a ja również byłam bliska łez.
- Jestem zmęczona Bruno. Idę spać.- rzuciłam i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Po chwili wybuchłam płaczem, co chyba jeszcze usłyszał i pobiegłam na górę. Mama nie szła do mnie, wiedziała, że chcę być sama.
***Oczami Bruna***
Zeszła ze schodów śliczna jak zawsze, ale miała czerwone oczy, chyba płakała. To było dziwne, gdy mnie ujrzała, chciała się wycofać, ale zdążyłem złapać ją za rękę.
- Nie przywitasz się?- zapytałem lekko zdziwiony, a gdy chciałem ją pocałować, odwróciła głowę. No co jest Paula?- zapytałem zdziwiony.
- Może pocałujesz tamtą laskę.- rzuciła, wyrywając mi się, a mnie zamurowało.
-Jaką laskę?!- zapytałem totalnie zdenerwowany i zdziwiony, łapiąc ją mocno za rękę.
-Puść!-pisnęła, a ja natychmiast ją puściłem.
-Przepraszam.-szepnąłem tylko.
- Nie udawaj, że nie pamiętasz jak całowałeś pannę pod "Panamą".-krzyczała.
- To moja kuzynka i jej nie całowałem, tylko dałem jej tylko buziaka na pożegnanie.-tłumaczyłem się.
- Mam w to uwierzyć?- zapytała oschle.
- Pozwól mi, wyjaśnić Ci, że to tylko kuzynka!- krzyczałem ze łzami w oczach, ona też wyglądała, jakby zaraz miała wybuchnąć płaczem.
- Jestem zmęczona Bruno. Idę spać.- rzuciła i trzasnęła mi drzwiami przed nosem. Słyszałem jeszcze jak wybuchła płaczem, na co moje serce krajało się z bólu.
Zdenerwowany pobiegłem na dziką wysepkę. Usiadłem i czułem, jak łzy spływają mi po policzkach. Na prawdę mi na niej zależy i nie mogę się poddać. Było grubo po 24:00, gdy zadzwonił do mnie Eric. Lekko zapłakanym głosem odebrałem.
- Chłopie, czy Ty wiesz która godzina?- zapytał zdenerwowany. Mogłeś powiedzieć, że idziesz do niej na noc, to byśmy się nie martwili.
- Nie jestem u niej!-wrzasnąłem. Wszystko się spierdoliło.-zaklnąłem, co robię baaardzo rzadko.
- Przeklinasz, czyli jest źle...-westchnął. Gdzie jesteś? Pójdę i pogadamy sam na sam. Spróbuję Ci pomóc.
- Wysepka na Vespucci Beach.-powiedziałem.
- Nie ruszaj się. Zaraz tam będę.- szybko rzucił i się rozłączył.
Po dziesięciu minutach przybiegł zziajany.
- Bruno, co zrobiłeś?- zapytał zdziwiony.
- Pożegnałem buziakiem Anę, a ona ją wzięła za moją dziewczynę.
- Ona tego nie mogła widzieć, bo w tym czasie była z mamą w ogrodzie. Jej przyjaciółka musiała jej to powiedzieć.- rozmyślał Eric.
- Anka pewnie coś poprzekręcała. Ale jak ja mam to naprawić, Eric?- zapytałem bezradny.
- Mam pomysł: Przyprowadzisz Anę i wyjaśnisz jej, że to kuzynka, a jak nie uwierzy to zawołasz mnie a ja potwierdzę. Nie martw się pogadam z Aną. Na pewno się zgodzi.
- Dziękuję Eric, jesteś genialny. Miejmy nadzieję, że ten plan zadziała.
- Drobiazg. Dla brata zawsze pomogę, a teraz chodźmy już bo rodzice się martwią.- powiedział.
- A co im powiedziałeś?- zapytałem.
- Że boisz się sam wracać od kolegów.
- No wiesz co. Dzięki. Co ja jakaś ciota?-zapytałem, śmiejąc się.
- A nawet gorzej.- zbijał się Eric, na co odpłaciłem mu kuksańcem w bok.
__________________________________________________________________________________Odcinek krótki, ale zależało mi na przerwaniu w tym miejscu. Na życzenie czytelniczki trochę akcji i ''bicia po gębach" :D Mam nadzieję, że się spodobał i że zostawicie mi fajny komentarz.
PAMIĘTAJCIE KOMENTARZE MNIE MOTYWUJĄ DO NAPISANIA :) Jeśli do jutra będą 3-4 komentarze dodam drugą część :) Wiem, wiem szalona jestem :D
Mama w końcu wróciła do domu i wzięła sobie wolne, więc chodziłyśmy na zakupy i oglądałyśmy filmy. Byłyśmy też na dwóch przyjęciach. Ogólnie brakowało mi mamy, a dzięki temu, że wzięła wolne spędziłyśmy razem czas i się nagadałyśmy. Opowiedziałam jej o Brunie i zdarzeniu, a ona codziennie pilnowała czy piję minimum 2 litry wody. Niestety, przez te dwa tygodnie nie widziałam się z Brunem, bo pojechał do kuzynów. Wrócił w poniedziałek wieczorem, ale był zmęczony więc się nie spotkaliśmy. Nie mogłam się doczekać kolejnego dnia i spotkania po rozłące, ale pewna wiadomość zrujnowała całkowicie chęć spotkania. Otóż Ania zadzwoniła do mnie wieczorem z niezwykłą wiadomością.
- Hej Paula.- zaczęła niepewnie, a ja już wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
- No hej.- odpowiedziałam zadowolona. Coś się stało?- zapytałam.
- Muszę Ci coś powiedzieć, ale po tym twój humor już nie będzie dobry.- powiedziała spokojnie.
- No mów.-powiedziałam, a w głębi duszy się bardzo denerwowałam.
- Wiesz, widziałam Bruna z jakąś dziewczyną pod hotelem "Panama".-zaczęła. On...ją pocałował...- powiedziała drżącym głosem. Tak mi przykro Paulina, ale musiałam Ci powiedzieć.
- Nie no spoko.-udawałam że to mnie nie rusza, ale w głębi czułam, że zaraz ryknę płaczem.
- Na pewno?-zapytała. Przyjechać do Ciebie?
- Tak. Nic mi nie jest.- odpowiedziałam. Dobra, muszę kończyć bo mama mnie woła.-skłamałam, o czym ona doskonale wiedziała.
- Dobrze, zadzwonię jutro. Trzymaj się. Pa.
- Pa.-rzuciłam, przyciskając czerwoną słuchawkę i rzucając się z płaczem na łóżko.
Płakałam trzy godziny. Mama nie zdawała sobie z tego sprawy, bo gadała na skype z ciocią i rechotała co chwilę.
- A może Ania się pomyliła? Może coś jej się przewidziało?-próbowałam się uspokoić. Nie to niemożliwe. Wtem zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu rozbłysł napis "Bruno". Odrzuciłam, a telefon zadzwonił ponownie. Nie miałam ochoty gadać z nim w tym stanie, więc wyłączyłam telefon, a po chwili znużona płaczem zasnęłam.
***Oczami Bruna***
Zadzwoniłem do Pauli, a ona odrzuciła. Dziwne? Może się pomyliła? Spróbuję jeszcze raz. Ej, no co jest?! Cholera, wyłączyła telefon. Co się tutaj dzieje?! Idę do niej. Będąc pod jej drzwiami nacisnąłem dzwonek.
Otworzyła jej mama.
- Dobry wieczór, jest Paulina?- zapytałem spokojnie.
- A Ty Bruno, tak?-zapytała.
- Tak.
- Już po nią idę. Zaczekaj.- powiedziała i zniknęła.
***Oczami Pauli***
Nagle do pokoju weszła mama.
- Śpisz?- zapytała.
- Już nie, a co?
- Ktoś na Ciebie czeka. Płakałaś?- zapytała zdziwiona.
- Nie, głowa mnie bolała. Już schodzę.- powiedziałam zapominając zapytać, kto tam czeka.
Powoli zeszłam ze schodów, a ujrzawszy Bruna w otwartych drzwiach, chciałam się skierować z powrotem do pokoju, ale złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Nie przywitasz się?- szepnął z uśmiechem i już chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę. No co jest Paula?
- Może pocałujesz tamtą laskę.-rzuciłam oschle, wyrywając mu się.
- Jaką laskę?!- zbulwersowany zapytał, prawie krzyknął, łapiąc mnie mocno za rękę.
- Puść!- pisnęłam z bólu, po czym natychmiast mnie puścił.
- Przepraszam- szepnął natychmiast. O co Ci chodzi?!
- Nie udawaj, że nie pamiętasz jak całowałeś pannę pod ''Panamą".- krzyczałam.
- To moja kuzynka i jej nie całowałem, tylko dałem jej tylko buziaka na pożegnanie.-tłumaczył się szybko.
- Mam w to tak uwierzyć?
- Pozwól mi, wyjaśnić Ci, że to tylko kuzynka!- krzyczał ze łzami w oczach, a ja również byłam bliska łez.
- Jestem zmęczona Bruno. Idę spać.- rzuciłam i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Po chwili wybuchłam płaczem, co chyba jeszcze usłyszał i pobiegłam na górę. Mama nie szła do mnie, wiedziała, że chcę być sama.
***Oczami Bruna***
Zeszła ze schodów śliczna jak zawsze, ale miała czerwone oczy, chyba płakała. To było dziwne, gdy mnie ujrzała, chciała się wycofać, ale zdążyłem złapać ją za rękę.
- Nie przywitasz się?- zapytałem lekko zdziwiony, a gdy chciałem ją pocałować, odwróciła głowę. No co jest Paula?- zapytałem zdziwiony.
- Może pocałujesz tamtą laskę.- rzuciła, wyrywając mi się, a mnie zamurowało.
-Jaką laskę?!- zapytałem totalnie zdenerwowany i zdziwiony, łapiąc ją mocno za rękę.
-Puść!-pisnęła, a ja natychmiast ją puściłem.
-Przepraszam.-szepnąłem tylko.
- Nie udawaj, że nie pamiętasz jak całowałeś pannę pod "Panamą".-krzyczała.
- To moja kuzynka i jej nie całowałem, tylko dałem jej tylko buziaka na pożegnanie.-tłumaczyłem się.
- Mam w to uwierzyć?- zapytała oschle.
- Pozwól mi, wyjaśnić Ci, że to tylko kuzynka!- krzyczałem ze łzami w oczach, ona też wyglądała, jakby zaraz miała wybuchnąć płaczem.
- Jestem zmęczona Bruno. Idę spać.- rzuciła i trzasnęła mi drzwiami przed nosem. Słyszałem jeszcze jak wybuchła płaczem, na co moje serce krajało się z bólu.
Zdenerwowany pobiegłem na dziką wysepkę. Usiadłem i czułem, jak łzy spływają mi po policzkach. Na prawdę mi na niej zależy i nie mogę się poddać. Było grubo po 24:00, gdy zadzwonił do mnie Eric. Lekko zapłakanym głosem odebrałem.
- Chłopie, czy Ty wiesz która godzina?- zapytał zdenerwowany. Mogłeś powiedzieć, że idziesz do niej na noc, to byśmy się nie martwili.
- Nie jestem u niej!-wrzasnąłem. Wszystko się spierdoliło.-zaklnąłem, co robię baaardzo rzadko.
- Przeklinasz, czyli jest źle...-westchnął. Gdzie jesteś? Pójdę i pogadamy sam na sam. Spróbuję Ci pomóc.
- Wysepka na Vespucci Beach.-powiedziałem.
- Nie ruszaj się. Zaraz tam będę.- szybko rzucił i się rozłączył.
Po dziesięciu minutach przybiegł zziajany.
- Bruno, co zrobiłeś?- zapytał zdziwiony.
- Pożegnałem buziakiem Anę, a ona ją wzięła za moją dziewczynę.
- Ona tego nie mogła widzieć, bo w tym czasie była z mamą w ogrodzie. Jej przyjaciółka musiała jej to powiedzieć.- rozmyślał Eric.
- Anka pewnie coś poprzekręcała. Ale jak ja mam to naprawić, Eric?- zapytałem bezradny.
- Mam pomysł: Przyprowadzisz Anę i wyjaśnisz jej, że to kuzynka, a jak nie uwierzy to zawołasz mnie a ja potwierdzę. Nie martw się pogadam z Aną. Na pewno się zgodzi.
- Dziękuję Eric, jesteś genialny. Miejmy nadzieję, że ten plan zadziała.
- Drobiazg. Dla brata zawsze pomogę, a teraz chodźmy już bo rodzice się martwią.- powiedział.
- A co im powiedziałeś?- zapytałem.
- Że boisz się sam wracać od kolegów.
- No wiesz co. Dzięki. Co ja jakaś ciota?-zapytałem, śmiejąc się.
- A nawet gorzej.- zbijał się Eric, na co odpłaciłem mu kuksańcem w bok.
__________________________________________________________________________________Odcinek krótki, ale zależało mi na przerwaniu w tym miejscu. Na życzenie czytelniczki trochę akcji i ''bicia po gębach" :D Mam nadzieję, że się spodobał i że zostawicie mi fajny komentarz.
PAMIĘTAJCIE KOMENTARZE MNIE MOTYWUJĄ DO NAPISANIA :) Jeśli do jutra będą 3-4 komentarze dodam drugą część :) Wiem, wiem szalona jestem :D
niedziela, 20 kwietnia 2014
11
Po południu przebrałam się w wygodną i zwiewną sukienkę w kolorze miętowym, a to tego skórzane sandałki. Bruno przyszedł po mnie około 14-stej i trzymając się za ręce, poszliśmy do niego. Przedstawił mnie swoim siostrom, które okazały się być bardzo miłe i mieć podobne zainteresowania. Siedzieliśmy, śmialiśmy się, a nawet wspólnie śpiewaliśmy. Państwo Hernandezowie, kazali mi następnym razem przyprowadzić mamę, aby ją poznać. Grill minął przyjemnie i nie żałuję, że na nim byłam. Po udanej zabawie, udałam się z Brunem na plażę, na krótki spacer.
- I jak podobało Ci się przyjęcie?- zapytał nagle.
- Było świetnie, dobrze się bawiłam. Dziękuję za zaproszenie.- powiedziałam, wtulając się w jego ramię.
- Cieszę się z tego powodu.- powiedział, łapiąc mnie w talii i przytulając.
Był piękny zachód słońca, więc przystanęliśmy i wtuleni w siebie, oglądaliśmy.
- Piękny zachód.- szepnęłam.
- Nie piękniejszy od Ciebie- odpowiedział i pocałował mnie.
Ten pocałunek był zwykły, ale później przerodził się w namiętny i pełen emocji. Dziękuję Bogu za ten pocałunek, dziękuję że mógł się odbyć w takiej pięknej scenerii z takim chłopakiem jak Bruno. Kiedy słońce zaszło, ruszyliśmy w drogę powrotną, lecz bez pośpiechu. Bruno rozśmieszał mnie i powrót zleciał mi niesamowicie szybko. Przed moim domem pożegnaliśmy się pocałunkiem i przytuleniem. Dzisiaj znów będę sama, ale nie będę już się bać. Czuję się o wiele pewniej, a poza tym będę sobie sprzątać w pokoju i pogram na konsoli. Jutro lecę z Anią na zakupy do centrum handlowego, a Bruno jedzie z rodzicami do babci, więc może spotkamy się wieczorem.
Wstałam około dziewiątej i przygotowałam się do wypadu. O dziesiątej Tata Ani, podjechał po mnie i zawiózł nas do centrum. Łaziłyśmy od sklepu do sklepu, opowiadając sobie co się wydarzyło w ciągu tych dni i oczywiście Anka wydusiła ze mnie wszystko co się działo z Brunem.
- No Paula szalejesz.- komentowała, śmiejąc się.
- Tak, tak Anka. Lepiej powiedz co u ciebie i Phil'a.- zmieniłam temat.
- Powiem Ci, że On jest mega słodki.- chichotała co chwilę.
Gadając o nim tak się zachwycała, że ludzie dookoła czasem próbowali ukryć śmiech, lecz im to nie wychodziło. Sama też się śmiałam z jej opowieści.
- Jejku Anka, ale się na niego napaliłaś.- śmiałam się.
- Oj no co. A Ty z Brunem, to co. Nie jesteś zadowolona, nie cieszysz się kiedy cię całuje?- próbowała się bronić.
- Może i jestem, ale nie musi o tym wiedzieć całe centrum.- chichotałam, na co Anka odpowiedziała udawanym fochem.
Po obleceniu kilku sklepów, poszłyśmy na kawę do Starbucks'a, a po centrum poszłyśmy spacerkiem do mnie. Oglądałyśmy różne czasopisma i stylizowałyśmy się ,a później poszłyśmy na plażę popływać i się poopalać. . Poszłyśmy z Anią nad wodę popływać, Ania weszła do wody, a ja siedziałam na pomoście nad wodą. W pewnym momencie zrobiło mi się słabo i wpadłam do wody, uderzając w coś twardego. Poczułam mocny ból, a potem znalazłam się w krainie snu.
***Oczami Ani***
Pływałam niedaleko, gdy zauważyłam że Paula wpada do wody. Wiedziałam, że to nie było zamierzone. Szybko podpłynęłam i wyłowiłam ją na pomost. Leciała jej krew z nogi i była nieprzytomna. Szybko sprawdziłam czy oddycha i ułożyłam ją w bezpiecznej pozycji, po czym zadzwoniłam na pogotowie. Wzięłam swoje pareo, które zawiązałam ciasno powyżej rozcięcia, aby się nie wykrwawiła. Pogotowie przyjechało dość szybko (trochę się zdziwiłam, bo z nim to różnie bywa) i zabrali ją i mnie do karetki. Po przyjechaniu do szpitala, od razu trafiła na jakiś przegląd, gdzie ją zbadali i założyli opatrunek. Okazało się, że to było omdlenie, z powodu małej ilości wody w organizmie, ale że jej stan jest dobry. Niestety musi zostać na obserwacje i jeśli wszystko dobrze pójdzie jutro ją wypiszą. Teraz muszę ją pilnować, żeby się nie denerwowała i piła dużo wody, bo w takie upały jak dzisiaj trzeba być dobrze nawodnionym. Wahałam się długo, czy zadzwonić do Bruna, czy nie, ale w końcu zaryzykowałam.
- Hej skarbie.- odezwał się przyjemny głos w słuchawce.
- Hej Bruno, z tej strony Ania- przyjaciółka Pauli.- przedstawiłam się.
- Aaa tak, kojarzę cię z balu.
- Tak, tak. Słuchaj, nie chcę Cię niepokoić, ale Paula jest w szpitalu. Myślę, że potrzebuje twojej obecności.
- W szpitalu?! Gdzie to jest? Co się stało?- pytał zdenerwowany.
- Przy Union-Street, omdlała na plaży i... z resztą potem Ci opowiem.- powiedziałam
- Zaraz będę! Bądź tam z nią!- krzyczał zdenerwowany
- Jasne!- zdążyłam powiedzieć, bo szybko się rozłączył.
Po obchodzie lekarza, kiedy Paula czuła się lepiej, weszłam do niej i usiadłam obok niej. Leżała, a zobaczywszy mnie od razu się uśmiechnęła.
- Jak się czujesz?- zapytałam powoli.
- Lepiej. Dziękuję, że jesteś.- odpowiedziała.
- Paula, co się stało?- zapytałam nieśmiało.
- Siedziałam tam, gdy nagle zrobiło mi się strasznie gorąco. Straciłam panowanie i wpadłam do wody, gdzie poczułam coś ciężkiego i koniec. Nie wiem co się działo dalej.
- Spokojnie, nic się nie stało.
- Bruno!- nagle się zerwała. On będzie się o mnie martwił! Mięliśmy się spotkać!- mówiła nie spokojnie.
- On o wszystkim już wie. Spokojnie, zaraz będzie.- uspokoiłam ją.
I rzeczywiście chwilę potem wpadł Bruno, jak rażony. Widziałam jak się bał, ale ujrzawszy ją, uspokoił się.
Dałam mu usiąść, a sama poszłam na korytarz. Wiedziałam, że teraz on się nią zajmie.
***Oczami Bruna***
Kiedy Ania zadzwoniła, że Paulina jest w szpitalu. Szybko wybiegłem z domu, ale ojciec zatrzymał mnie.
- Bruno co się dzieje?- zapytał
- Paula jest w szpitalu, ja muszę tam biec.- krzyczałem niespokojnie.
- Spokojnie, podwiozę się.-powiedział po czym zawiózł mnie do szpitala.
Pod szpitalem powiedziałem mu, żeby wracał do domu, bo pewnie zostanę tutaj na noc.
- W razie czego dzwoń, nie ważne o jakiej porze.- powiedział i odjechał.
Wbiegłem do szpitala i zapytałem się gdzie leży. 10 piętro, no pięknie. Wszystkie windy zajęte, więc pobiegłem schodami. Zdyszany wbiegłem do jej sali, ale ujrzawszy ją w dobrym stanie, uspokoiłem się. Ania zostawiła nas samych. Dziękuję, że się nią zajęła.
- Boże Paula, tak się bałem.- powiedziałem ze łzami w oczach, trzymając jej rękę.
Ona tylko ze spokojem gładziła moją głowę.
- Dobrze się czujesz?- zapytałem.
- Tak teraz jest już o wiele lepiej.- powiedziała cicho i uśmiechnęła się.
- Dobrze. Teraz śpij, potrzebujesz odpoczynku.-powiedziałem.
- Bruno nie odchodź.- powiedziała.
- Spokojnie.-pogładziłem jej głowę. Odpoczywaj, a ja tutaj będę.- zapewniłam ją.
Niedługo potem zasnęła. Wyglądała tak uroczo i bezbronnie, moja kochana kruszynka. Lekarze pozwolili mi z nią zostać (zdziwiłem się) na noc, a w nocy obudziła się, bo chciało jej się pić.
- Jeszcze tutaj jesteś? Idź do domu, już późno.- powiedziała.
- Proszę.-podałem jej szklankę z wodą. Nigdzie nie idę, nie zostawię cię samą.- powiedziałem, na co się uśmiechnęła i poszła spać. Sam też trochę przysnąłem.
Rano okazało się, że może iść do domu, więc zadzwoniłem po tatę, który po nas przyjechał i zawiózł nas do jej domu, a ja ją zaniosłem na kanapę w salonie. Zostałem z nią, a później moja mama przyniosła nam obiad.
***Oczami Pauli***
Bruno zachował się na prawdę odpowiednio do sytuacji. Opiekował się mną i cały czas był przy mnie. Z jednej strony to było fajne, ale z drugiej strony chciałam już być zdrowa. Państwo Hernandez też bardzo mi pomogli, za co jestem im bardzo wdzięczna i odwdzięczę się im jak tylko znajdzie się okazja. Wieczorem Bruno zrobił nam kolację i siedział ze mną. Najpierw graliśmy w coś na konsoli, potem rozmawialiśmy, aż w końcu wycieńczeni zasnęliśmy.
__________________________________________________________________________________Wasz wielkanocny prezent :* Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni i zostawicie komentarz. :) Ten rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom.
NIE ZAPOMNIJCIE O KOMENTARZU, KTÓRY ODGANIA MOJEGO LENIA I MOTYWUJE DO PISANIA. Pamiętajcie, że to od was zależy, czy będę kontynuowała pisanie.
- I jak podobało Ci się przyjęcie?- zapytał nagle.
- Było świetnie, dobrze się bawiłam. Dziękuję za zaproszenie.- powiedziałam, wtulając się w jego ramię.
- Cieszę się z tego powodu.- powiedział, łapiąc mnie w talii i przytulając.
Był piękny zachód słońca, więc przystanęliśmy i wtuleni w siebie, oglądaliśmy.
- Piękny zachód.- szepnęłam.
- Nie piękniejszy od Ciebie- odpowiedział i pocałował mnie.
Ten pocałunek był zwykły, ale później przerodził się w namiętny i pełen emocji. Dziękuję Bogu za ten pocałunek, dziękuję że mógł się odbyć w takiej pięknej scenerii z takim chłopakiem jak Bruno. Kiedy słońce zaszło, ruszyliśmy w drogę powrotną, lecz bez pośpiechu. Bruno rozśmieszał mnie i powrót zleciał mi niesamowicie szybko. Przed moim domem pożegnaliśmy się pocałunkiem i przytuleniem. Dzisiaj znów będę sama, ale nie będę już się bać. Czuję się o wiele pewniej, a poza tym będę sobie sprzątać w pokoju i pogram na konsoli. Jutro lecę z Anią na zakupy do centrum handlowego, a Bruno jedzie z rodzicami do babci, więc może spotkamy się wieczorem.
Wstałam około dziewiątej i przygotowałam się do wypadu. O dziesiątej Tata Ani, podjechał po mnie i zawiózł nas do centrum. Łaziłyśmy od sklepu do sklepu, opowiadając sobie co się wydarzyło w ciągu tych dni i oczywiście Anka wydusiła ze mnie wszystko co się działo z Brunem.
- No Paula szalejesz.- komentowała, śmiejąc się.
- Tak, tak Anka. Lepiej powiedz co u ciebie i Phil'a.- zmieniłam temat.
- Powiem Ci, że On jest mega słodki.- chichotała co chwilę.
Gadając o nim tak się zachwycała, że ludzie dookoła czasem próbowali ukryć śmiech, lecz im to nie wychodziło. Sama też się śmiałam z jej opowieści.
- Jejku Anka, ale się na niego napaliłaś.- śmiałam się.
- Oj no co. A Ty z Brunem, to co. Nie jesteś zadowolona, nie cieszysz się kiedy cię całuje?- próbowała się bronić.
- Może i jestem, ale nie musi o tym wiedzieć całe centrum.- chichotałam, na co Anka odpowiedziała udawanym fochem.
Po obleceniu kilku sklepów, poszłyśmy na kawę do Starbucks'a, a po centrum poszłyśmy spacerkiem do mnie. Oglądałyśmy różne czasopisma i stylizowałyśmy się ,a później poszłyśmy na plażę popływać i się poopalać. . Poszłyśmy z Anią nad wodę popływać, Ania weszła do wody, a ja siedziałam na pomoście nad wodą. W pewnym momencie zrobiło mi się słabo i wpadłam do wody, uderzając w coś twardego. Poczułam mocny ból, a potem znalazłam się w krainie snu.
***Oczami Ani***
Pływałam niedaleko, gdy zauważyłam że Paula wpada do wody. Wiedziałam, że to nie było zamierzone. Szybko podpłynęłam i wyłowiłam ją na pomost. Leciała jej krew z nogi i była nieprzytomna. Szybko sprawdziłam czy oddycha i ułożyłam ją w bezpiecznej pozycji, po czym zadzwoniłam na pogotowie. Wzięłam swoje pareo, które zawiązałam ciasno powyżej rozcięcia, aby się nie wykrwawiła. Pogotowie przyjechało dość szybko (trochę się zdziwiłam, bo z nim to różnie bywa) i zabrali ją i mnie do karetki. Po przyjechaniu do szpitala, od razu trafiła na jakiś przegląd, gdzie ją zbadali i założyli opatrunek. Okazało się, że to było omdlenie, z powodu małej ilości wody w organizmie, ale że jej stan jest dobry. Niestety musi zostać na obserwacje i jeśli wszystko dobrze pójdzie jutro ją wypiszą. Teraz muszę ją pilnować, żeby się nie denerwowała i piła dużo wody, bo w takie upały jak dzisiaj trzeba być dobrze nawodnionym. Wahałam się długo, czy zadzwonić do Bruna, czy nie, ale w końcu zaryzykowałam.
- Hej skarbie.- odezwał się przyjemny głos w słuchawce.
- Hej Bruno, z tej strony Ania- przyjaciółka Pauli.- przedstawiłam się.
- Aaa tak, kojarzę cię z balu.
- Tak, tak. Słuchaj, nie chcę Cię niepokoić, ale Paula jest w szpitalu. Myślę, że potrzebuje twojej obecności.
- W szpitalu?! Gdzie to jest? Co się stało?- pytał zdenerwowany.
- Przy Union-Street, omdlała na plaży i... z resztą potem Ci opowiem.- powiedziałam
- Zaraz będę! Bądź tam z nią!- krzyczał zdenerwowany
- Jasne!- zdążyłam powiedzieć, bo szybko się rozłączył.
Po obchodzie lekarza, kiedy Paula czuła się lepiej, weszłam do niej i usiadłam obok niej. Leżała, a zobaczywszy mnie od razu się uśmiechnęła.
- Jak się czujesz?- zapytałam powoli.
- Lepiej. Dziękuję, że jesteś.- odpowiedziała.
- Paula, co się stało?- zapytałam nieśmiało.
- Siedziałam tam, gdy nagle zrobiło mi się strasznie gorąco. Straciłam panowanie i wpadłam do wody, gdzie poczułam coś ciężkiego i koniec. Nie wiem co się działo dalej.
- Spokojnie, nic się nie stało.
- Bruno!- nagle się zerwała. On będzie się o mnie martwił! Mięliśmy się spotkać!- mówiła nie spokojnie.
- On o wszystkim już wie. Spokojnie, zaraz będzie.- uspokoiłam ją.
I rzeczywiście chwilę potem wpadł Bruno, jak rażony. Widziałam jak się bał, ale ujrzawszy ją, uspokoił się.
Dałam mu usiąść, a sama poszłam na korytarz. Wiedziałam, że teraz on się nią zajmie.
***Oczami Bruna***
Kiedy Ania zadzwoniła, że Paulina jest w szpitalu. Szybko wybiegłem z domu, ale ojciec zatrzymał mnie.
- Bruno co się dzieje?- zapytał
- Paula jest w szpitalu, ja muszę tam biec.- krzyczałem niespokojnie.
- Spokojnie, podwiozę się.-powiedział po czym zawiózł mnie do szpitala.
Pod szpitalem powiedziałem mu, żeby wracał do domu, bo pewnie zostanę tutaj na noc.
- W razie czego dzwoń, nie ważne o jakiej porze.- powiedział i odjechał.
Wbiegłem do szpitala i zapytałem się gdzie leży. 10 piętro, no pięknie. Wszystkie windy zajęte, więc pobiegłem schodami. Zdyszany wbiegłem do jej sali, ale ujrzawszy ją w dobrym stanie, uspokoiłem się. Ania zostawiła nas samych. Dziękuję, że się nią zajęła.
- Boże Paula, tak się bałem.- powiedziałem ze łzami w oczach, trzymając jej rękę.
Ona tylko ze spokojem gładziła moją głowę.
- Dobrze się czujesz?- zapytałem.
- Tak teraz jest już o wiele lepiej.- powiedziała cicho i uśmiechnęła się.
- Dobrze. Teraz śpij, potrzebujesz odpoczynku.-powiedziałem.
- Bruno nie odchodź.- powiedziała.
- Spokojnie.-pogładziłem jej głowę. Odpoczywaj, a ja tutaj będę.- zapewniłam ją.
Niedługo potem zasnęła. Wyglądała tak uroczo i bezbronnie, moja kochana kruszynka. Lekarze pozwolili mi z nią zostać (zdziwiłem się) na noc, a w nocy obudziła się, bo chciało jej się pić.
- Jeszcze tutaj jesteś? Idź do domu, już późno.- powiedziała.
- Proszę.-podałem jej szklankę z wodą. Nigdzie nie idę, nie zostawię cię samą.- powiedziałem, na co się uśmiechnęła i poszła spać. Sam też trochę przysnąłem.
Rano okazało się, że może iść do domu, więc zadzwoniłem po tatę, który po nas przyjechał i zawiózł nas do jej domu, a ja ją zaniosłem na kanapę w salonie. Zostałem z nią, a później moja mama przyniosła nam obiad.
***Oczami Pauli***
Bruno zachował się na prawdę odpowiednio do sytuacji. Opiekował się mną i cały czas był przy mnie. Z jednej strony to było fajne, ale z drugiej strony chciałam już być zdrowa. Państwo Hernandez też bardzo mi pomogli, za co jestem im bardzo wdzięczna i odwdzięczę się im jak tylko znajdzie się okazja. Wieczorem Bruno zrobił nam kolację i siedział ze mną. Najpierw graliśmy w coś na konsoli, potem rozmawialiśmy, aż w końcu wycieńczeni zasnęliśmy.
__________________________________________________________________________________Wasz wielkanocny prezent :* Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni i zostawicie komentarz. :) Ten rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom.
NIE ZAPOMNIJCIE O KOMENTARZU, KTÓRY ODGANIA MOJEGO LENIA I MOTYWUJE DO PISANIA. Pamiętajcie, że to od was zależy, czy będę kontynuowała pisanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)