Cookie

środa, 20 stycznia 2016

31

* Tydzień później *

Któregoś wieczoru Bruno wrócił do domu z uśmiechem od ucha do ucha. Podszedł do mnie, składając lekki pocałunek na mojej szyi i wtulając się we mnie.
- A Ty co taki zadowolony? - zagaiłam, odwzajemniając jego uścisk.
- Mi również się poszczęściło! Odezwał się do mnie Travis McCoy i chce ze mną nagrać kawałek!
- AAA Gratuluję skarbie! - ucałowałam go w policzek.
- Dziękuję słodziaku! - przytulił mnie mocniej. Zauważył jak koncertowałem z chłopakami w kafejce przy Vespucci Beach i stwierdził, że chciałby nagrać ze mną. Oczywiście chłopacy robią oprawę muzyczną. - uśmiechnięty opowiadał o wszystkim.
- Będziesz sławny! - klepnęłam go po tyłku, kierując się schodami na górę do sypialni.
- Tak tak! - zaśmiał się. A jak tam Spinnin'?
- A bardzo dobrze! Chcą mnie poznać osobiście. Czeka nas podróż do Holandii! - byłam podekscytowana.
- Uwielbiasz Holandię! To będzie podróż twoich marzeń! - Bruno ekscytował się wraz ze mną.
- A co ty taki napalony? - śmiałam się z niego.
- Cieszę się twoim szczęściem, skarbie. - objął mnie w talii.
- To jakieś podejrzane! - zaśmiałam się, całując go w policzek.
- Dzięki, że mi nie wierzysz.- zrobił smutną minkę.
- Przecież tylko się droczę. Chodź tuu. - wpiłam się w jego usta.
- Mmm..- mruknął. A za co to? - zapytał ponownie, wpijając się w moje usta.
- Za wszystko. - moja ręka powędrowała do jego włosów, mierzwiąc je między palcami.
- Kochana! - cmoknął mój policzek, na co się lekko uśmiechnęłam.
- Idę pobiegać, idziesz ze mną? - zapytałam.
- Niee, pogram sobie na gitarze. Może dostanę weny. - uśmiechnął się, zmierzając w kierunku schodów na piętro.
- Powodzenia! - rzuciłam, kierując się do garderoby, gdzie przebrałam się w sportowy top, legginsy 3/4 i czarne nike roshe run. Wychodząc, zgarnęłam bluzę, którą przewiązałam na biodrach oraz telefon i słuchawki. Nie wyobrażam sobie biegania bez muzyki. To jakby jeść nie popijając co jakiś czas.
 Zabrawszy wszystko, założyłam słuchawki i ruszyłam truchtem w stronę dzikiej plaży. Pogoda sprzyjała bieganiu. Nie było zbyt duszno, a przyjemy wiaterek dodawał otuchy. Po przebiegnięciu sporego kawałka, zrobiłam sobie przerwę i wskoczyłam do sklepu muzycznego. Przeglądając płyty, natknęłam się na płytę Amy Winehouse, którą od dawna chciałam mieć. Szczęśliwym trafem, była ona przeceniona o 50 procent, co zadecydowało że ją wzięłam. Po wyjściu ze sklepu zauważyłam zbierające się na niebie chmury, więc ruszyłam z powrotem do domu. Kiedy przekroczyłam próg mieszkania, usłyszałam ciepły głos Bruna oraz dźwięk gitary, dochodzące z sypialni na górze. Postanowiłam zakraść się aby posłuchać, co śpiewa mulat. Przez niewielką szparę niedomkniętych drzwi zauważyłam sylwetkę mężczyzny, siedzącego tyłem i grającego na instrumencie. Akurat śpiewał "When I see your face, there's not a thing that I would change, 'cause you're amazing Just the way you are. And when you smile, the whole world stops and stares for a while, 'cause girl you're amazing Just the way you are". Usłyszawszy te słowa, uśmiechnęłam się, po czym udałam się do łazienki na piętrze. Wzięłam krótki prysznic, po czym przebrałam się w wygodne ubrania. Bruno nadal coś brzdękał na gitarze, notując coś co jakiś czas, jednak ja zeszłam na dół, zaparzyłam herbatkę i włączyłam płytę Amy na kinie domowym. Usłyszawszy pierwsze dźwięki dobrze znanej mi piosenki, zamknęłam oczy i rozłożyłam się na kanapie. Całkowicie oddałam się muzyce. Nie zauważyłam, kiedy brązowooki zdążył skończyć grać, zejść na dół i pocałować w skroń.
- Mmm..- wydałam cichy pomruk.
- Co tam kocurze? - mężczyźnie dopisywał humor.
- U mnie bardzo dobrze, a u Ciebie, loczku? - śmiałam się, bawiąc się jego afro.
- Hahaha zazdrościsz takich włosów. - wskazał na swoją fryzurę.
- A żebyś wiedział że tak! - cmoknęłam jego usta.
- Jutro zabieram Cię do restauracji!- oznajmił, wpatrując się w moje oczy.
- Z jakiej to okazji? - spytałam.
- Jak to, nie pamiętasz?! - zdziwił się.
- Emm.. nie.- posmutniałam.
- Jutro są dwa lata odkąd się poznaliśmy.- złapał mnie za dłoń. Przygotuj się na niezwykły dzień, kochanie.
- Ojej, faktycznie. Nie wiem co wymyśliłeś, ale zapowiada się ciekawie.- uśmiechnęłam się, po czym dałam mu buziaka. Posiedzieliśmy tak jeszcze chwilę, po czym udaliśmy się spać.
_________________________________________________________________________________
Wracam. Powiem Wam, ze jestem cholernie na siebie zła, ale i również zmotywowana. Nie rozpisuję się - pilnujcie mnie i gońcie z pisaniem oraz dołączajcie do grupy na facebook'u gdzie lepiej się poznamy i będziecie mogli bardziej mnie motywować (ganiać) do pisania. O ile na pisanie mam dużo pomysłów, to nie mogę się wziąć za wrzucenie tego tutaj :D Pozdrawiam :***

grupa fb: https://www.facebook.com/groups/1030707090325506  Zapraszam! :3

piątek, 18 września 2015

30

W ostatnim rozdziale:
"Po wejściu do domu i rozpakowaniu zakupów, postanowiłam sprawdzić maila. Dawno mnie tam nie było!- pomyślałam. Po zalogowaniu dostrzegłam nową wiadomość. Kiedy ją przeczytałam, myślałam, że to jakiś żart..." 

Perspektywa Pauli:
- O K***a! - wymknęło mi się. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Moim oczom ukazała się wiadomość ze Spinnin' Records, najpopularniejszej wytwórni dla producentów muzycznych/dj'ów, mającej miejsce w Holandii. Czytałam dalej nie wierząc w to co czytam. 
- Współpraca?! Ze mną?! O MÓJ BOŻE!!! - myśli biły się w mojej głowie. Z KIM?! - Wrzasnęłam na cały dom. O MATKO! - krzyczałam, biegając po domu. Poziom ekscytacji wzrastał z każdą sekundą. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Cała w skowronkach otworzyłam, a ujrzawszy tam Jimmi'ego rzuciłam się na niego.
- Eee..wszystko w porządku? - rzucił szybko, za bardzo nie wiedząc co zrobić, po czym przytulił mnie. 
- Aaaa...dostałam maila od Spinin' Records!!! - krzyczałam, piszcząc i skacząc jak małe dziecko.
- Wow, wytwórnia z moich rodzinnych stron! Gratuluje! - cmoknął mnie lekko w policzek.
Lekko zmieszana, zarumieniłam się, po czym zaprosiłam go na herbatę. Przesiedzieliśmy do wieczora, rozmawiając i żartując co chwilę. Bruno nadal nie wracał, co lekko mnie niepokoiło.
- Pewnie zatrzymało go coś w studio. - próbowałam się uspokoić, lecz na próżno. Zadzwoniłam do niego, lecz nie odpowiadał. Spróbowałam raz jeszcze. To samo...
- Ugh Bruno...- westchnęłam rozdrażniona. Zaczęłam sprzątać kuchnię z myślą co mogło go AŻ TAK zatrzymać.
- Walić to! - przywaliłam pięścią w blat, po czym poszłam się położyć. Zasnęłam od razu.

***
Następnego dnia mój humor pozostawiał wiele do życzenia. Bruno nie uraczył mnie swoją obecnością ani żadnym sms'em. Zirytowana, poszłam pobiegać. Wracając spotkałam Jimmiego, który zaprosił mnie do siebie na śniadanie. Skorzystałam z jego zaproszenia. Jego towarzystwo poprawił mi humor do czasu, kiedy wróciłam do domu. Widok, który zastałam ledwie co przyprawił mnie o zawał. Zakrwawiony Bruno leżał na kanapie w salonie, najprawdopodobniej spał. Podbiegłam do niego, sprawdzając jego oddech. Oddychał! Dzięki Bogu! Gwałtownie zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do łazienki. Zabrałam apteczkę, mocząc przy tym bandaże. Delikatnie przyłożyłam zimny kompres do twarzy mulata. Widok tych ran przyprawiał mnie o ból. Czułam jak moje serce rozpada się na milion małych kawałków.
- Paula, już jesteś. - odezwał się słabym głosem.
- Ciii...- przyłożyłam nowy, chłodny kompres do ranki obok powieki. Odpoczywaj sobie. - mój głos się łamał, a w oczach zebrały się łzy. Mulat tylko westchnął cicho, zamykając powieki. Po skończonym opatrunku, przykryłam go kocem, całując w policzek.
- Boże, co ja zrobiłam! - zła na siebie, rzuciłam się na łóżko w sypialni. IDIOTKA! - warknęłam, bijąc się w głowę. Bezsilna opadłam na podłogę, łkając cicho.
- Skarbie, to nie twoja wina. - brązowooki niespodziewanie objął mnie ramieniem.
- Moja! - załkałam w jego ramię. Jeszcze jak głupia wściekałam się, że nie odbierasz i...
- Cii! - przerwał mi, gładząc mnie po głowie. To nie twoja wina kochanie, po prostu miałem do załatwienia stare sprawy. Spokojnie już, chodź tu. - wziął mnie na kolanka, po czym mocno przytulił.
- Już dobrze. - zamruczał.
- Wiesz co... - zaczęłam. 
- Hm? - mruknął, gładząc mój policzek.
- Dostałam maila ze Spinnin' Records... - mówiłam niepewnie.
- Od TEGO Spinnin' Records?! - ożywił się.
- Mhm.- przytaknęłam.
- O matko, to gratuluję kochanie! - pocałował mnie lekko. Jestem z Ciebie dumny!
- Dziękuję kotek. - wtuliłam się w niego.
- A w ogóle.. to jak oni Cię zauważyli? - główkował.
- Bruno... nie mówiłam Ci wcześniej o moich coverach na youtub'ie, ani o tym, że rośnie ich popularność... - zamilkłam, spuszczając wzrok. 
- Coo? - wytrzeszczył oczy. Czemu mi nic nie powiedziałaś? - zrobił zawiedzioną minkę.
- Byłeś zajęty kapelą i w ogóle. Nie chciałam Ci mówić o takich głupotach. Nie sądziłam, że to się rozwinie.
- Jakich głupotach, to poważne sprawy! Skarbie, wszystko co związane z Tobą jest dla mnie ważne. Nie ukrywaj nic przede mną, dobrze?
- No dobrze misiu. Kocham Cię. - szepnęłam.
- Ja Ciebie też, aniołku. - objęłam go, po czym złożyłam na jego ustach lekki pocałunek.
- Choć poleżymy sobie. - zaproponowałam, na co skinął głową. Po chwili leżeliśmy w objęciach. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Poczułam tylko jak mulat wtula się mocniej, całując mnie w kark.
_______________________________________________________________________________
Witam moje perełki :* Jak tam rok szkolny, co słychać u Was? U mnie słabo, bo przychorowałam dość mocno :/ Jedyny plus, to że mogę sobie posiedzieć w domku i odpocząć od szkoły :D Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Jeśli tak komentujcie i klikajcie to gówienko "+1" Kocham Was, Wasza Paula ^^

poniedziałek, 7 września 2015

UWAGAAA Same dobre newsy!!!!

 Witam wszystkie moje kochane misie pysie :D Mam dla Was kilka ważnych informacji! Otóż:

1) ZDAŁAM  MATEMATYKĘ!!!! <3


2) W końcu wracają regularne rozdziały! HURRAAAY!!!!


3) Prawdopodobnie w tym tygodniu opublikuję już 30 rozdział!!! (chcecie już w czwarteczek? :D)


4) DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKIE WYŚWIETLENIA! KOCHAM WAS BARDZO MOCNO I GDYBY NIE WY JUŻ DAWNO USUNĘŁABYM TEN BLOG :* WIEEELKIE SERCE DLA WAS :****** <3

P.S. Czy chcecie jakąś grupkę na fb żeby się integrować i poznawać? Jakieś aski i inne social media? Nie jestem tylko pisarką ale i muzykiem, chcecie mnie poznać od innej strony? KOMENTUJCIE! :*

wtorek, 7 lipca 2015

29

 Rankiem zbudził mnie zapach tostów oraz parzonej kawy, dochodzący z kuchni przez otwarte drzwi sypialni. Bez wątpienia wiedziałam, że to brązowooki przygotowuje jedno z moich ulubionych dań. Powoli zwlokłam się z łóżka i leniwym krokiem udałam się do kuchni, po drodze przecierając oczy.
- Dzień dobry Słoneczko!- serdeczny uśmiech bruneta od razu postawił mnie na nogi sprawiając przy tym, że kąciki moich ust mimowolnie powędrowały ku górze.
- Misioo!- przytuliłam mojego partnera.
- Niedźwiadek tak mocno spał, że przespał burzę.- puścił mi oczko.
- Była burza?!- zapytałam zdziwiona.
- Około 3-ciej, Zbudziłem się i przymknąłem drzwi od tarasu. Z mlekiem?- zapytał, wskazując na kawę.
- Poproszę kochanie.- przytaknęłam. No to faktycznie jakoś mocno mi się przysnęło.- podrapałam się po głowie. Ja tylko przebudziłam się jakoś po 2 aby napić się wody, pamiętam że było mega duszno.- upiłam łyk otrzymanego napoju.
- Racja, było bardzo duszno, ciężko było spać.- mulat powędrował tym razem do łazienki.
No ładnie, zjadł sobie sam, a teraz mnie zostawił!- pomyślałam, po czym lekko się uśmiechnęłam.
Spojrzałam na zegarek na kuchence. Było wpół do dziewiątej. Bruno zajął łazienkę, więc po skończonym posiłku i wstawieniu rzeczy do zmywarki, położyłam się na sofie i zaczęłam przeglądać instagrama. Oo, ktoś mnie follow'uje!- zobaczyłam nowe powiadomienie. Zobaczmy kto to. - pomyślałam. Hmm, chwileczkę, czy to nie ten nowy sąsiad mieszkający w domku obok, no ten... Jimmy!- przypomniałam sobie po chwili. Uuu przystojny, ale Bruna nie przebije!- uśmiechnęłam się do urządzenia, odkładając je na bok. Skierowałam się w stronę łazienki, po czym bez pukania do niej weszłam.
- A co tak bez pukania?!- zaśmiał się Bruno. Właśnie stał przy umywalce i golił się.
- A tak jakoś, mój dom, moje zasady.- wystawiłam mu język, po czym zniknęłam za zasłoną prysznica.
- Kusisz, wiesz?- odparł nagle. Mógłbym tam teraz wejść i jeszcze raz wziąć prysznic, tylko razem z Tobą.
- Następnym razem, brudasku.- zachichotałam, na co on też odpowiedział śmiechem.
 ***
Po ogarnięciu się, Bruno poszedł do studia do chłopaków, a ja postanowiłam się przejść na zakupy.
Postawiłam na krótką wyprawę do spożywczaka, niedaleko nas. Po wyjściu z domu, założyłam na uszy słuchawki i ruszyłam w stronę sklepu. Kiedy usłyszałam pierwsze melodie mojej ulubionej piosenki, wspomnienia same pojawiały mi się przed oczami. Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, że właśnie na kogoś wpadłam.
- Przepraszam!- odwróciłam się pośpiesznie, wyjmując słuchawki z uszu.
- Nic się nie stało.- odpowiedział mężczyzna z lekkim uśmiechem na ustach. Jak się okazało był to Jimmy. Gdzie tak pędzisz, sąsiadko?- zagadał.
- Do spożywczego, w lodówce pustki się zrobiły.- uśmiechnęłam się serdecznie, poprawiając grzywkę. Brunet wpatrywał się we mnie swoimi pięknymi, niebieskimi oczami. Przypominały one oczy psów rasy Husky.
- Ja w sumie też na zakupy, tyle że do marketu. Mają tam świeższe rzeczy. Jeśli chcesz, możesz iść ze mną, Razem raźniej!- uśmiechnął się, zapraszając.
- No dobra, skoro tak to idę!- dołączyłam do niego.
- Chyba wczoraj byłaś bardzo zmęczona, od razu zasnęłaś jak poszłaś z tarasu. Chyba, że zwiałaś ode mnie.- zaśmiał się.
- Haha, niee. Po prostu byłam zmęczona.- odwzajemniłam uśmiech.
- To dobrze, bo już bałem się, że czymś Cię uraziłem, albo zraziłem do Ciebie.
- No coś ty!- odparłam zgodnie.
Chwilę później dotarliśmy do sklepu. Oboje krążyliśmy alejkami, dokładając co rusz jakiś produkt do koszyka. Po skończonych zakupach Jimmy odprowadził mnie do drzwi, po czym wymieniliśmy się numerami. Chłopak okazał się być bardzo miłym i uczynnym, może wieczorem zaprosimy go z Brunem na grilla. Po wejściu do domu i rozpakowaniu zakupów, postanowiłam sprawdzić maila. Dawno mnie tam nie było!- pomyślałam. Po zalogowaniu dostrzegłam nową wiadomość. Kiedy ją przeczytałam, myślałam, że to jakiś żart...
________________________________________________________________________________
Witajcie moje dzielne misie! Świeżutki rozdział napisany dzisiaj po północy! Speszjal dla Was! Za komentarze, za wsparcie, za to że jesteście! Kocham Was! :* P.S. Postaram się regularnie dodawać, ale może to być utrudnione poprawką z matmy... Módlcie się za mnie kochani :( A jak na razie enjoy my masterpiece (hahahaha xd) i komentujcie mi tutaj! Chce zobaczyć spam komentarzy i motywacji dla mnie!

czwartek, 16 kwietnia 2015

28


 *Oczami Bruna*

Po telefonie od Phila z wiadomością o odejściu perkusisty natychmiast zadzwoniłem do brata.
- Hej Bruno!- odezwał się wesoło. Dawno nie gadaliśmy.
- Cześć Eric! Tak wiem, trochę głupio wyszło.- westchnąłem.
- Coś się stało?- zapytał.
- Mamy problem z zespołem. Odszedł nam perkusista, a za 3 dni gramy koncert. Pomyślałem, że może chciałbyś z nami zagrać?
- Hmm.. Nie ma to jak ratować tyłek braciszkowi.- zaśmiał się. A co z tego będę miał?
- No hmm, możesz zostać i z nami grać, wypromujemy się.- zacząłem zachęcająco.
- Brzmi fajnie, dobra to kiedy się spotykamy?- zapytał.
- Porozmawiam resztą ekipy i napiszę Ci sms'a, oki?
- Okay. To do zobaczenia.- rozłączył się.
- Całe szczęście, że go mam.- pomyślałem, po czym udałem się do Pauli.

*Oczami Pauli*

- I jak tam Eric?- zapytałam, kiedy wrócił.
- Na szczęście się zgodził.- uśmiechnął się z ulgą. Nie wiem, co bym bez niego zrobił.
- Pewnie znaleźlibyście kogoś innego, ale pewnie nie tak dobrego jak on.- posłałam mu uśmiech, rozkładając się na leżaku. Położył się obok mnie.
- Mrr może posmarować Ci plecki? - zapytał. 
- A możesz, kocie.- odparłam, na co on zaczął rozsmarowywać krem na moich plecach. Robił to tak czule i przyjemnie, że co chwilę mówiłam mu, że pominął jakiś fragment, aby nie przestawał.
- Oj skarbie, na pewno dokładnie wysmarowałem.- odparł, gdy po raz kolejny chciałam wmówić mu, że o czymś zapomniał.
- No, ale ty robisz taki dobry masaż.- zrobiłam smutną minkę.
- Oj koteczku, wieczorem zrobię Ci taki masaż, oki?- obiecał, na co się uśmiechnęłam. 
Wieczorem Bruno wyszedł się spotkać z chłopakami w sprawie Erica itd. Korzystając z "wolnego" domu, puściłam muzykę głośniej i zaczęłam śpiewać. Przy około 15 piosence, zmywałam naczynia, a kiedy się skończyła, usłyszałam za swoimi plecami bicie brawa. Niepewnie odwróciłam się i dostrzegłam Bruna. Uśmiechał się, bijąc brawo.
- Wow Paula, to było świetne.- ucałował mój policzek, na co się zarumieniłam.
- Nie słyszałam jak wszedłeś.- wróciłam do wycierania talerzy.
- Specjalnie zrobiłem to najciszej jak się da, bo nie chciałem przerwać tego pięknego występu w wykonaniu mojej księżniczki.
- Oj już nie słodź mi.- próbowałam się nie rumienić.
- Ojj mój kochany wstydzioszku.- objął mnie w talii i przyciągnął do siebie, całując. 
- Poczekaj dokończę wyciera...- przerwał, całując mnie namiętnie. Odstawiłam, wycierany akurat talerz na blat, rzuciłam ścierkę obok, po czym objęłam go. Bruno podniósł mnie, nadal całując, po czym zaniósł do sypialni. Po przekroczeniu progu pomieszczenia, delikatnie położył mnie na łóżku nie przestając całować. Coraz to kolejne części naszej garderoby lądowały na podłodze obok łóżka. Mulat całował mój dekolt, majstrując przy zapięciu od biustonosza. Dosyć szybko pozbył się przeszkadzającego materiału, odsłaniając przy tym moje piersi. Bawił się na przemian jedną i drugą, schodząc niżej. Chwilę później leżałam kompletnie naga na białej jak śnieg pościeli, która ładnie kontrastowała z moją opalenizną.
- Matko, jesteś taka piękna.- odparł nie przestają mnie całować. 
- Bruno..-westchnęłam tylko, gdy we mnie wszedł. Nasze ciała zgodnie poruszały się w tym namiętnym tańcu. Czułam się bezpiecznie jak nigdy, w jego ramionach było mi beztrosko i błogo. Doszliśmy, a zmęczeni opadliśmy na poduszki. Leżeliśmy w objęciach, a moja głowa spoczywała na klatce piersiowej mulata. Zasnęliśmy w objęciach, jednak ja nie pospałam za długo. Około 2 w nocy, obudziłam się i poszłam do łazienki. Wracając, zahaczyłam o kuchnię, gdzie napiłam się wody. Po powrocie do sypialni, położyłam się, próbując zasnąć. Noc była gorąca, więc po dłuższej chwili postanowiłam pójść na taras. Narzuciłam luźny t-shirt i wyszłam. Położyłam się na leżaku, wpatrując się w niebo. Po chwili usłyszałam czyiś głos.
- Ktoś tu nie może spać?- odezwał się młody mężczyzna z tarasu w domu obok. Był wysoki o średniej budowie i wyglądał na 20-latka. 
- Jestem Jimmy.-przedstawił się, uśmiechając się do mnie.
- Paula.- odpowiedziałam. Widać, że nie tylko ja nie mogę spać.
- Taka pogoda, duszno przed burzą i ciężko zasnąć.- odparł. Ale zawsze można porozmawiać.- puścił mi oczko, na co się uśmiechnęłam.
- Hehe, czemu nie. Więc Jimmy, co robisz?- zagadnęłam.
- Biznes, kupowanie akcji i tak dalej, a ty? Wyglądasz mi na modelkę.- uśmiechnął się.
- Oj nie podrywaj!- zaśmiałam się. Muzyk, ale na razie to w sumie nic z tym nie robię.
- Ah to ty tak ładnie śpiewałaś po południu?
- No niee, nie mów, że Ty to słyszałeś?
- Troszkę było słychać, ale miałem farta, że byłem w ogrodzie, bo inaczej przegapił bym taki fajny koncert.- odparł, na co się zarumieniłam. Na szczęście było dość ciemno, więc Jimmy tego nie dostrzegł.
- Chyba będę lecieć, spróbuję zasnąć.- odezwałam się, kierując do drzwi.
- Dobrze, a jak nie zaśniesz, to jestem tutaj.- pomachał mi na pożegnanie.
- Oki.- zaśmiałam się. Po dziesięciu minutach w końcu zasnęłam.
______________________________________________________________________________
Jest kolejny! Yeah! Staram się jak mogę, żeby były w miarę często, ale nie bijcie :* SPRÓBUJĘ dodać kolejny w weekend, a tym czasem trzymajcie się i komentujcie, bo mało się staracie :(

sobota, 11 kwietnia 2015

27


Świt w Los Angeles jest naprawdę cudny. Słońce powoli wznosi się znad horyzontu, by obudzić wszystkich swoimi ciepłymi promieniami. Zazwyczaj przesypiamy ten wspaniały widok, ale nie dzisiaj. Około godziny 6:00 ryknął telefon Bruna. Lekko zdezorientowana zerwałam się na nogi. Po odkryciu źródła hałasu, szturchnęłam Bruna.
- Telefon Ci dzwoni! - podałam grający sprzęt. Niechętnie odebrał.
- Słucham?
- Stary!!! Nie zgadniesz co się stało!!! - piszczał podekscytowany Phil. Krzyczał tak głośno, że było go słychać z drugiego końca pokoju.
- Stary, jest 6 rano, niedziela!- odezwał się zaspany Bru, przecierając oczy.
- No i co!- krzyknął Phil. Mam dla Ciebie świetne wieści.
- Mam nadzieję, że nie budzisz mnie o 6:00 by powiedzieć o nowym smaku kawy w Starbucks'ie. - powiedział lekko poirytowany.
- Co?! Nie! Urbana jest w ciąży! - piszczał niczym nastolatka, kiedy ujrzy swojego idola.
- WOW! CO?! - Bruno momentalnie się rozbudził. Jak to?!- zapytał z niedowierzaniem.
- Oj normalnie, Stary.  Nie będę Ci opowiadał z kąd się dzieci biorą. - Phil jak zwykle w dobrym humorze.
- Ha ha. Śmieszne, Phil!- zaśmiał się sarkastycznie. No to w takim razie gratuluję! Opiekuj się Urbaną.
- Dzięki Bruno! Będę o nią dbał jak nigdy dotąd. - odparł, kończąc rozmowę.
- Kto to taki ważny o tej porze dzwoni?- zagadnęłam, śmiejąc się. Niech zgadnę, Phil?
- A któż by inny.- odparł kładą się całując mnie w skroń. Urbana jest w ciąży, chciał się pochwalić.
- Słyszałam, tak się podniecał, że słyszało go całe LA
- Phila to cała Ameryka słyszała.- śmiałam się. Ale dobrze, niech się cieszy. W końcu to nie byle powód.- powiedział, po czym wtulił się we mnie i zasnęliśmy. Pospaliśmy 3 godzinki. Po przebudzeniu zjedliśmy śniadanie i postanowiliśmy po raz pierwszy skorzystać z basenu przy domu.
- Bruno!- krzyknęłam, gdy ten mnie ochlapał.
- Bruunoo!- przedrzeźniał mnie piskliwym głosem.
- A masz ty!- zaczęłam go chlapać. Lecz brązowooki był tym razem sprytniejszy. Szybko podpłynął, zanurzył pod wodą i pocałował.
- A co to ma być?- zapytałam, po wynurzeniu na powierzchnię.
- A taki prezent.- uśmiechnął się, ukazując szereg swoich śnieżnobiałych zębów.
- Kocham Cię, kotku.- pocałowałam go w usta.
- Ja Ciebie też.- odwzajemnił pocałunek. Wtem zadzwonił telefon.
- Odbierz, pewnie Phil.- zawołałam za nim, śmiejąc się.
- Zgadłaś!- odparł, odbierając. No witam przyjacielu.- zaśmiał się.
- Hej, hej. Słuchaj mam dla Ciebie niezbyt dobrą wiadomość.- powiedział poważnie,
- Co się stało?- spytał lekko zaniepokojony.
- Perkusista odszedł i nie mamy nikogo na zastępstwo, a za 3 dni gramy koncert.
- Cholera!- zaklną pod nosem. Musimy coś wykombinować.
- Nie mamy innego wyjścia! Znasz może kogoś, kto jest w miarę dobry?- zapytał.
- Mój brat jest świetnym perkusistą, pogadam z nim.- podrapał się po głowie.
- Mam nadzieję, że się zgodzi. Trzymam za Ciebie kciuki, Bru.
- Odezwę się wieczorem.- odrzekł, po czym się rozłączył. Na jego twarzy widniało lekkie zmartwienie.
- Co jest Bru?- zagadałam.
- Perkusista odszedł, a za 3 dni mamy ważny koncert.- westchnął.
- Pogadaj z Eric'kiem, on wymiata na perkusji.
- Właśnie mam zamiar do niego zadzwonić.- odparł, wybierając numer do brata.
________________________________________________________________________________
Już mam dosyć przepraszania was, po prostu nawet w święta nie miałam czasu na pisanie, bo uczę się aby jakoś obyć się bez poprawki w sierpniu z matematyki. Postaram się aby odcinki były częściej, jednak na razie może to być ciężkie. Jeszcze raz przepraszam i błagam o wyrozumienie, Nie zapomnijcie zostawić komentarza, który mnie zmotywuje i podniesie na duchu, bo ostatnio się nie staracie, a bez was nie będzie odcinków :c.

niedziela, 22 marca 2015

26


Wieczorem, po powrocie Bruna ze studia postanowiłam zapytać się, co kombinuje.
- Bru, o co Ci chodziło z tym wieczorem? - zagadnęłam.
- A no tak! - klasnął w dłonie. Wieczorem idziemy wszyscy na grilla.
- Na grilla? Do kogo? - zdziwiłam się. 
- Phil wraz ze swoją dziewczyną urządzają przyjęcie z okazji nowego domu, będą chłopaki z zespołu i Phil z dziewczyną, więc idziesz ze mną. Będzie fajnie! - cmoknął mój policzek.
- No okay, ale w co ja się ubiorę? - rzuciłam z grymasem. 
- Najlepiej ubranie. - łobuzersko wystawił mi język, po czym się zaśmiał.
- Ha. Ha. Zabawne. - walnęłam go w ramię, kierując się do szafy.
Będąc w sypialni, otworzyłam szafę i stanęłam, wpatrując się w ułożone na półkach ubrania. Kompletnie nie wiedziałam, w co się ubrać, jednak po jakiś 20 minutach byłam gotowa. Wybrałam jasno-jeansowe shorty, kremowy cropp top z nadrukiem oraz wełniany sweterek, na wypadek chłodnego wieczoru. Na nogi wsunęłam swoje czarne vansy, a okulary wzięłam od Bruna. 
 Około 19 wyruszyliśmy w drogę do domu Phila. Trochę nam zajęło trafienie do ich mieszkania, ponieważ zakręcony Bruno pomylił numer domu. Z nim to czasami gorzej niż z dzieckiem. Po dotarciu na miejsce, przywitaliśmy się ze wszystkimi, po czym zaczęłam rozmawiać z Urbaną, która okazała się wspaniałą kobietą. Chłopaki rozpalali grilla oraz popisywali się, popijając alkohol. Ja, Urbana oraz Onie śmiałyśmy się co chwilę, popijając drinki i gadając o wszystkim. Po zjedzeniu upieczonych przez Phila i Bruna przysmakach, wpadłyśmy z dziewczynami na świetny pomysł. 
- Chłopaki, bierzcie gitary i pośpiewajcie nam! - zawołała Onie, uśmiechając się słodko do Phared'a.
- O tak, bardzo dobry pomysł! - odparłyśmy z Urbaną.
- Świetny pomysł! - rzucił Phil. Chodźcie chłopaki, weźmiemy jakieś gitary. - zawołał, kierując się do domu. W ślad za nim ruszyli Bruno i Phared. Po 5 minutach Bruno wrócił z ukulele, Phared z gitarą, a Phil z bongosami. 
- To co śpiewamy? - zapytał Bru, uśmiechając się do mnie.
- To może coś Arctic Monkeys?- rzuciłam. Kojarzycie "When The Sun Goes Down"? - spojrzałam na wszystkich.
- Jasne, no to śpiewamy. - zawołał Phared, grając pierwszy akord.
Kiedy doszliśmy do refrenu, wszystkie gardła równo śpiewały. Później śpiewaliśmy piosenki z naszej "młodości", którym towarzyszyły wspomnienia. 
 ***
Zbliżała się północ i wszyscy się zbierali się do wyjścia. Po pożegnaniu się ze wszystkimi, skierowaliśmy się do domu. Szliśmy chwilę w milczeniu, trzymając się za ręce. 
- Kocham Cię, Bruno. - odezwałam się nagle, a mulat wtulił się we mnie, obejmując moje biodro.
- Jaka piękna noc. - spojrzał na niebo. Ale Ty jesteś piękniejsza. - ucałował mój policzek.
Było tak idealnie. Byliśmy razem, idąc ulicami zasypiającego powoli Los Angeles, a lekki wiatr dmuchał nam w twarze. Bruno uśmiechał się do mnie, a ja do niego. Czułam się naprawdę dobrze ze świadomością, że mam go obok siebie. 
Po dotarciu do domu poszłam wziąć prysznic, a mulat postanowił dotrzymać mi towarzystwa. Chciał nawet pomóc, ale jego plany pokrzyżował telefon od Phila, który postanowił podziękować za wspaniałą imprezę. Podczas, gdy Bru nawijał z Philem, ja skończyłam się myć i położyłam się na łóżku, sprawdzając facebook'a. Kiedy już ułożyłam się do snu, Bruno wrócił z pod prysznica i przytulił się do mnie.
- Dziękuję Ci za wspaniały wieczór. - wtulił się w moje ramię, po czym zasnęliśmy.
_______________________________________________________________________________
I w końcu jest! Kto się nie mógł doczekać, no kto? :D Tak, wiem, znowu była długa przerwa, ale pretensje proszę kierować do szkoły ponadgimnazjalnej, a nie do mnie :c Postaram się, żeby już nie było takich długich przerw, misie. A tym czasem potrzebuję waszego wsparcia w postaci komentarza, który mnie zmotywuje do dalszego pisania i da mi energię :D Chcę tu górę komentarzy! 

piątek, 6 marca 2015

25


Następnego ranka czułam się lepiej, mimo tego, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Postanowiłam spróbować się skontaktować z Karoline. Zadzwoniłam na jej stary numer, o dziwo po trzech sygnałach odebrała.
- Hej Karoline, to ja Paula. Co u Ciebie, gdzie jesteś?
- Hej, hej. Poznaję, że to ty skarbie.- zaśmiała się. U mnie okej, jestem u rodziny.- zamurowało mnie.
- Wow, normalnie nie mogłaś powiedzieć, że tam jedziesz?! - wkurzyłam się.
- Spokojnie, na początku nie planowałam tu przyjechać. Tydzień spędziłam u Alex, a potem pomyślałam, że w sumie mogłabym odwiedzić "stare śmieci".
- No jak uważasz...
- A tak w ogóle, to przykro mi...- zamilkła.
- Z powodu?
- No wiesz, twój ojciec.- powiedziała niepewnie.
- Ehh...
- Słuchaj, dowiedziałam się tego i postanowiłam Ci powiedzieć, bo wiesz, mimo wszystko to niby twój ojciec.
- No wiem, wiem...- ucichłam. Mama wie?
- Nie, nie mówiłam nic twojej mamie. Najpierw chciałam, żebyś Ty o tym wiedziała.
- Wrócisz jeszcze? - podjęłam niepewnie.
- Już niedługo Paula, dasz radę. Jesteś silna.
- Bez Ciebie nie jestem.- westchnęłam.
- Niedługo, okay? Pozdrów Bruna, mam nadzieję, że się Tobą dobrze opiekuje.- zachichotała.
- Tak, dobrze. Poza tym nie jestem dzieckiem! - udałam oburzenie.
- Ta jasne, wmawiaj sobie.- śmiała się. Ja muszę kończyć, ale niedługo się zobaczymy.
- Oki Karola. Czekam.
- Papa!
- Paa! - rozłączyłam się.
Krótka rozmowa, ale jakoś od razu poczułam się lepiej. Za chwilę zadzwonił i Brunecki.
- Cześć Kocie! - zaśmiałam się.
- Mrr... Hej - zaśmiał się, udając mruczącego kota.
- Co tam, co zrobiłeś że dzwonisz? - humor mi się poprawił.
- Śmieszne, wiesz?! - udawał obrażonego. Dzwonię się zapytać, czy jesteś wolna wieczorkiem.
- Sorry, jestem zajęta przez pewnego Petera.
- To wypożyczę Cię od niego na trochę. - wiedziałam, że zapewne teraz seksownie przygryzł wargę, wyczułam to. Zawsze to robi. Wie jak to na mnie działa.
- No, a co chcesz? - zapytałam.
- Nic, dowiesz się potem.
- Brunoo! - zawołałam.
- Też Cię kocham. Paa. - zawołał, rozłączając się.
- Oj co ja z Tobą mam, kochanie. - westchnęłam, odkładając telefon i uśmiechając się pod nosem.

________________________________________________________________________________
 Witajcie moje robaczki! <3 Speszjal dla was nowy odcineczek :* Kto się cieszy, ten komentuje! :D Jak tam wam tydzień mija? bo mi okropnie, mnóstwo testów i kartkówek, a to dopiero początek... Ale weekend jest, cieszmy się i radujmy! Czekam na komentarze, bo jak nie to będę smutna cały rok :c See you soon ;)

wtorek, 3 marca 2015

24


Stało się! Nie wiem jakim cudem, ale to prawda. Nawet sprawdziłam w nekrologach. Mój ojciec nie żyje. Z jednej strony ulżyło mi, bo to oznacza koniec telefonów, rozpraw i problemów, ale gdzieś w głębi duszy jest mi smutno bo to jednak ojciec. Nie ważne jaki by nie był. Głęboko westchnęłam, upuszczając list na ziemię i lekko osuwając się na kanapę. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza.
- Co się stało?! - Nawet nie zauważyłam kiedy przyszedł.
Na twarzy miał wymalowany smutek i zaniepokojenie, jednak ja nie byłam w stanie cokolwiek z siebie wydusić, nawet głupiego "Mój ojciec nie żyje". Po prostu wtuliłam się w jego ciepłe ciało, kładąc głowę na barku i zamykając oczy. Jego bliskość i  gładzenie po plecach koiło każdy ból i pozwalało odpłynąć do krainy spokoju. Trwałam tak chwilę, aż zdecydowałam się, że jednak muszę mu powiedzieć. Odsunęłam się i usiadłam na podłodze obok. Przysiadł obok.
- On nie żyje Bru, nie wiem co myśleć. Z jednej strony to ulga po tylu latach strachu i cierpień, a z drugiej strony jak przypomnę sobie te "dobre" chwile, jak zabierał mnie na łódkę, jak bawiliśmy się u dziadka w lasku...- zamilkłam, chowając twarz w dłonie.
Bruno wstał i podniósł list, czytając go cicho. Spojrzał na mnie smutno i przytulił.
- Tak mi przykro Paula. - jego głos lekko drżał.
- Wszystko okay. - skłamałam wstając i udając się do łazienki, zostawiając go samego w salonie.
Postanowiłam wziąć szybki prysznic, a potem wyjść na spacer. Po wysuszeniu włosów wsunęłam na siebie luźny t-shirt i czarne shorty. Do tego włożyłam swoje ulubione, krótkie conversy, a włosy spięłam w wysoki kok na środku głowy. Na dworze chmurzyło się, więc zabrałam bluzę. Wychodząc z sypialni zgarnęłam z szafki nocnej mojego iPoda.
- Wychodzę Bruno.- oznajmiłam, zmierzając do drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Krótki spacer dobrze mi zrobi.
- Idę z Tobą.- rzucił, kierując się do sypialni.
- Bru, nie obraź się ale chcę chwilę pobyć sama.- powiedziałam, spuszczając głowę.
- Jasne, w porządku. Uważaj na siebie.- ucałował moje czoło.
- Dobrze.- powiedziałam, zamykając drzwi.
Po wyjściu zaciągnęłam się świeżym powietrzem, nałożyłam słuchawki, wybierając playlistę z moim ulubionym zespołem do "pozamulania", a następnie ruszyłam w kierunku plaży.
Po maksymalnie dwudziestu minutach byłam na miejscu. Usiadłam na piasku, zamykając oczy i zaciągając się powietrzem. Plaża była pusta, gdyż dzisiejsza pogoda nie nadawała się na kąpiel czy opalanie, co w sumie wyszło mi na korzyść.
Coraz mocniejsze podmuchy wiatru, otulały moje ciało przyjemnym dreszczem. W słuchawkach ulubiona piosenka na dzień jak dziś. "Sweather Weather" to absolutnie jedna z najlepszych piosenek w moim życiu, mogłabym jej słuchać bez przerwy. Robiło się coraz ciemniej i zimniej, ale ja tylko czekałam na deszcz. Pragnęłam go, pragnęłam aby spadł, aby mnie obmył ze smutku i dał błogie orzeźwienie. I spadł. Początkowo małe krople przeradzały się w strugi wody, lecz ja nadal siedziałam z zamkniętymi oczami i słuchawkami w uszach. Dopiero gdy porządnie zagrzmiało, ruszyłam w stronę domu.
- Gdzieś Ty była?! Martwiłem się! - usłyszałam na wejściu. Jesteś przemoczona, chodź osuszę Cię,- podszedł z ręcznikiem.
Zdjęłam mokre conversy i ruszyłam w stronę łazienki, a On za mną. Zdjęłam mokrą od deszczu bluzę, t-shirt i shorty. Gdy byłam w samej bieliźnie, podszedł do mnie, okręcając mnie w ręcznik i przytulił czule.
- Martwiłem się Paulinko. Kocham Cię. Przepraszam, ze trochę nakrzyczałem...- powiedział zaniepokojony.
- Kocham Cię.- wyszeptałam do jego ucha, wtulając się w niego.

_______________________________________________________________________________
Siemaneczko moje czubki kochane <3 Łapcie tutaj świeżutki rozdział, który dziś powstał i został opublikowany :3 Wstawiam dziś, bo jutro nie będę miała czasu, będę kuć do 3 sprawdzianów i 4 kartkówek, które mam w czwartek... ehhh życie licealisty :( Oczywiście chcę aby rozdziały były częściej niż raz tygodniowo, tak jak na początku, ale zobaczymy jak szkoła, szkoła muzyczna i inne rzeczy mi na to pozwolą. A jak tam u was leci? P.S. Do wakacji tylko 115 dni, damy radę? Musimy! :D Komentujcie, bo ostatnio się nie staracie :'c .

wtorek, 24 lutego 2015

23


* Oczami Bruna *

Rano odebrałem zaadresowaną do Pauli kopertę. Podpisałem papier u listonosza za nią, ponieważ nie chciałem jej budzić z powodu głupiego listonosza. Chociaż raz powinna się wyspać. Koperta nie zawierała żadnych danych nadawcy, co mnie zaniepokoiło. Odłożyłem list na stolik w salonie i poszedłem do naszej sypialni. Paula spała tak słodko, że nie mogłem się oprzeć i zrobiłem jej zdjęcie. po czym położyłem się obok niej, wtulając się w nią i zaciągając się jej zapachem. Mógłbym tak trwać w wieczność, gdyby nie telefon, który zawibrował i zaczął dzwonić. Paula pokręciła się i sięgnęła po urządzenie, odbierając niechętnie. Jak się okazało to była jej mama, która zadzwoniła zapytać czy wszystko u nas w porządku.
- Dzień dobry kwiatuszku! - powiedziałem, dając jej buziaka w czoło, gdy skończyła rozmawiać.
- Brunuś, mój słodziaku! - odpowiedziała, ukazując swój niebiański uśmiech. Matko, ona jest taka słodziutka.
- Jak się spało? Jesteś głodna?
- Jak wilk, zjem Ciebie! - rzuciła się na mnie, łaskocząc mnie, jednak poległa w tej bitwie.
Zapomniała chyba, że znam jej każdy czuły punkt, w którym ma łaskotki. Po paru minutach "walki" opadliśmy, śmiejąc się jak dzieci. W końcu wstałem podając jej rękę i poszliśmy do kuchni by zjeść.
- Masz ochotę na sałatkę czy jajecznicę? - zapytała.
- Mam ochotę na Ciebie. - odpowiedziałem z łobuzerskim uśmiechem, na co przygryzła wargę.
- Mrr.. Kochanie. - uśmiechnęła się zadziornie, po czym podeszła i mnie pocałowała. 
To nie był zwykły pocałunek, to był piekielnie namiętny francuski pocałunek, którego nigdy nie zapomnę. 
- To co chcesz? - zapytała z uśmiechem, kiedy przestaliśmy.
- Możemy zrobić sałatkę. - wstałem i z uśmiechem skierowałem się w stronę lodówki. 

* Oczami Pauli *

- Przyszedł do Ciebie jakiś list. - powiedział zmywając. 
Postanowił mnie w tym wyręczyć, chociaż wiem jak bardzo za tym nie przepada.
- Gdzie go zostawiłeś? - zapytałam.
- W salonie, na stole.
` Hmm... Ciekawe od kogo? - Pomyślałam
Koperta ani list nie były podpisane, ale po jego treści wiedziałam, że to Karolina. Czytałam i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Z jednej strony ogarnęło mnie szczęście, a z drugiej smutek. 
` Czy to możliwe?! Czy możliwe że....- myśli błąkały mi się po głowie.

________________________________________________________________________________
Witam, witam drogie Panie i Panowie (o ile tutaj jacyś są :P ) :D Jak tam zdrówka? Bo moje słabo ostatnimi czasy. Tak tak, wiem wiem znowu krótki rozdział, ale nie bijcie bo muszę budować napięcie. W następnym będzie takie KABOOM :D Więc wytrzymajcie jeszcze chwilę dziabdziaczki wy moje kochane :* A tymczasem biegiem oglądać BRITAwards i trzymać kciuki za Marka i "Uptown Funk" :) Kisski, lovki :D

środa, 18 lutego 2015

22

*kilka miesięcy później*


Bruno i zespół prężnie się rozwijali. Grywali w restauracjach i na małych koncertach. Byłam z niego dumna jak nigdy oraz cieszyłam się, że robi to co kocha. Miałam nawet okazję poznać wszystkich z kapeli. Oprócz Jamareo i Bruna był tam jeszcze Kameron, który grał na puzonie i Phared, który gra na gitarze elektrycznej. Niedawno dołączył do nich Phil (były chłopak Anki). Jak się okazało chłopak ma kawałek głosu i świetnie pasuje do duetów lub chórków. Co jakiś czas przychodziłam lub jeździłam z Brunem na koncerty i nigdy nie żałowałam, bo każdy z nich przepełniony był świetną atmosferą i pozytywną energią bijącą od chłopaków.
Pewnego razu Bruno totalnie mnie zaskoczył (jak to ma w swoim zwyczaju).
Jak zazwyczaj wieczorami obijaliśmy się przed telewizorem, popijając herbatkę.
- Może dołączyłabyś do nas?- rzucił.
- Słucham?! - zapytałam,nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- Mam na myśli...No...Może byś dołączyła do naszego zespołu?...- zamilkł, wpatrując się w telewizor.
Zdziwiona obróciłam się w jego stronę i spojrzałam z lekko rozdziawioną ze zdziwienia buzią. Musiało to naprawdę komicznie wyglądać, ponieważ Bruno zaśmiał się, po czym pocałował lekko w usta. Minęła chwila, a ja nadal trwałam w owej pozycji.
- Halo Paula, Ziemia do Marsa.- śmiał się, machając rękoma przed moją twarzą.
- Chyba Mars do Ziemi.- śmiałam się.
- No więc, jak będzie? - zapytał.
- Nie mam pojęcia. Nie widzę tam siebie.
- Jak to? - zapytał lekko zawiedziony. Masz bardzo dobry głos.
- Oj Bruno, normalnie. Wy pasujecie jako boysband, bez dziewczyn. Poza tym, ja wolałabym karierę solową. - uśmiechnęłam się.
- No cóż, skoro tak uważasz to nic na siłę, ale jak coś to Ci proponowałem.
- Kocham Cię Peter. - wyszeptałam, całując jego usta. Tak! Te boskie usta!
- Kocham Cię Paula. - wyszeptał, odwzajemniając pocałunek.

Nazajutrz z rana otrzymałam list. Koperta ani list nie były podpisane, ale miałam wrażenie, że to ona...
_______________________________________________________________________________

Hello mordeczki! Kto się stęsknił za Paulinką? :D Spokojnie, spokojnie, powracam na stałe. Przepraszam za taką mega długą przerwę (aż 7 miesięcy ty głupia pało). Wybaczcie mi, nowa szkoła i w luj obowiązków dają w kość :/ ale postaram się do was wrócić wraz z wiosną <3 Tak na zachętę możecie zostawić komentarzyki i mnie motywować, bo muszę się na nowo wkręcić w pisanie ;) Kocham Was, dziękuję za ponad 4 400 wyświetleń <3 

wtorek, 15 lipca 2014

21

Z dedykacją dla wszystkich :)

Po wyjeździe Karoline, dzień zapowiadał się nieciekawie. Z tego wszystkiego się rozchorowałam i czułam się przygnębiona. Teraz wszystko było na naszej głowie, musieliśmy zajmować się domem, zapłacić należne rachunki oraz przygotowywać Bruna na przesłuchanie, które jest już jutro. Kiedy kolejny raz powtarzaliśmy tekst, zakręciło mi się w głowie i upadłam bezwładnie na kanapę. Bruno natychmiast przyniósł mi szklankę wody i kazał się położyć.
- Paula, ale ty jesteś rozpalona.- powiedział, dotykając mojej głowy.
- Chyba ci się wydaje.
- Zaraz przyniosę Ci termometr i się przekonamy.- kierował się do sypialni.
Po chwili wrócił i wręczył mi termometr. Gdy upłynęło 5 minut, sprawdziliśmy temperaturę. Faktycznie, było tam 38 stopni.
- Kochanie, powinniśmy udać się do lekarza.
- Daj spokój, to tylko podwyższona temperatura. Wezmę tabletkę i zaraz mi przejdzie.
- Nie wydaje mi się, ale jak uważasz. Nie będę cię ciągnął na siłę, wiesz co robisz.
Poszliśmy do kuchni, Bruno zrobił mi herbatkę z miodem i cytryną, którą popiłam lek. W trakcie ponownego ćwiczenia, Bruno stwierdził, że chyba nie pójdzie na przesłuchanie. Zszokowana zapytałam dlaczego?
- Mamy teraz za dużo na głowie, żebym mógł rozwijać karierę. Powinienem się teraz Tobą zająć a nie bawić w gwiazdę.
- Bruno, teraz jest świetna okazja, a ja nie jestem małym dzieckiem i sobie poradzę. I tak musisz znaleźć sobie pracę, a to jest idealna okazja bo masz szansę na realizację swoich marzeń i robienia to co kochasz.
- Może i masz rację, ale boję się.
- Rozumiem, że się trochę obawiasz, ale nie potrzebnie, bo masz wielki talent i powalisz wszystkich na kolana.
Później jeszcze chwilę pogadaliśmy i  położyliśmy się wcześniej spać, aby Bruno mógł się wyspać.

*** Następnego dnia, oczami Bruna ***

Wstałem o siódmej i byłem bardzo zdenerwowany, ponieważ budzik nie zadzwonił. Przesłuchanie miało zacząć się o ósmej, a dojazd autobusem zajmował około godzinę. Pospiesznie się ubrałem, wziąłem kabanosy i jedząc, pobiegłem na autobus. Kierowca poczekał na mnie, bo widział jak biegnę, machając do niego ręką. Szybko wszedłem, kupiłem bilet i usiałem z tyłu pojazdu. Niestety nie miałem czasu aby się rozśpiewać, więc musiałem to zrobić po drodze. Śpiewałem wprawki, a ludzie patrzyli się na mnie jak na idiotę. Jedna z pań odwróciła się do mnie i spytała, czy nic mi nie jest. Zrobiło mi się trochę głupio, speszony przeprosiłem i wytłumaczyłem jej, że jadę właśnie na ważne przesłuchanie. Na moje nieszczęście, utknęliśmy w korku w centrum miasta. Koło dziewiątej stałem już pod domem Jamareo. Wbiegłem do garażu i zobaczyłem, że chłopaki składają już sprzęt. Jam kiedy mnie zobaczył, kazał chłopakom wstrzymać się i powiedział, że mamy jeszcze jednego kandydata. Zaśpiewałem im przygotowaną wcześniej piosenkę, a patrząc na ich miny było widać, że chyba im się spodobało. Chłopcy po krótkiej naradzie, dali mi tekst utworu i powiedzieli, żebym spróbował z nimi to zaśpiewać. Oni zaczęli grać, a ja odśpiewałem swoją kwestię.
Powiedzieli, że się odezwą, a ja ruszyłem do domu. Nie zdążyłem przekroczyć progu domu, a Paula zaczęła zasypywać mnie pytaniami, jak mi poszło i co powiedzieli chłopacy. Opowiedziałem jej o wszystkim, a gdy wspominałem o pani w autobusie, myślałem, że się posika ze śmiechu. Widziałem, że już czuje się znacznie lepiej, z czego byłem bardzo zadowolony. W drodze powrotnej wstąpiłem do wypożyczalni, gdzie wypożyczyłem kilka filmów. Kiedy razem oglądaliśmy film, przeszedł sms od Jamareo.

Od: Jamareo
"Witaj Bruno! Razem z chłopakami podjęliśmy decyzję, że to z Tobą chcielibyśmy zacząć współpracę. Jeśli jesteś zainteresowany, wpadnij jutro do nas do studia przy Wallson Street o 10 rano. Liczymy na Ciebie."

Od razu pochwaliłem się Pauli, a ona rzuciła mi się na szyję i powiedziała, że musimy to uczcić i, że przygotuje pyszną kolację. Po dokończeniu filmu, poszliśmy do kuchni i wspólnie przygotowaliśmy zapiekankę, którą później zjedliśmy. Po skończonej kolacji, obejrzeliśmy kolejny film, który był romantyczny i zasnęliśmy w objęciach.

piątek, 4 lipca 2014

20

Rozdział z dedykacjami dla każdego, kto czyta tego bloga :) Mam nadzieję, że za ciężką pracę dostanę komentarzyk? ^^ P.S.Myślę, że Natalie jest zadowolona :D

Następnego dnia Bruno, Karoline i ja wybraliśmy się do biura nieruchomości, aby przejrzeć oferty. Po paru godzinach wybraliśmy 2 najciekawsze posiadłości. Jedna z nich była niedaleko domu Karoline, a druga położona w centrum.
- I co sądzisz o tych tych ofertach?- wyrwał mnie z zamyśleń Bruno.
- Są wspaniałe, ale obawiam się, że nas na nie nie stać, Bru. Rodzice nie mogą nam finansować mieszkania.
- Spokojnie Paula, coś wymyślimy. Ja poszukam jakiejś tymczasowej pracy.
- Paula, czy ty przypadkiem nie mówiłaś mi, że Bruno ma świetny głos?- przerwała Karola. Słyszałam, że Jamareo chce wznowić swój stary zespół i poszukuje wokalisty, a zawsze to jakaś kasa na początek.- uśmiechnęła się.
- Bruno, a Ty co o tym sądzisz?- zapytałam.
- No ehemm... nie wiem co o tym sądzić. W sumie nigdy nie występowałem przed dużą publicznością.
- Oj przestań, zapytam kiedy będą robić przesłuchania i dam Ci znać.
- Bruno, to świetny pomysł. Będziesz mógł się sprawdzić i pokazać swój wielki talent. Sam mówiłeś, że  kochasz śpiewać, a głos masz idealny i nie próbuj zaprzeczać. Myślę, że powinieneś spróbować.
- Hmm... no nie wiem, muszę to przemyśleć.
- W każdym bądź razie, zapytam się Jam'a i wszystko wam powiem. A teraz zostawiam was samych i lecę do pracy. Wrócę przed 18:00 i wtedy pogadamy.
- Dobra, to do zobaczenia później.
- To co Paula, idziemy coś zjeść?
- Możemy iść do restauracji na przeciwko, a potem pójdziemy po zakupy i zrobimy pyszną kolację.
- Co tylko sobie życzysz Milady.- uśmiechnął się, obejmując mnie swoim ramieniem.
- Dobrze, więc chodźmy.- wtuliłam się w jego ramię.
Po skończonym obiedzie poszliśmy do supermarketu, aby kupić potrzebne nam składniki. Nie obyło się jednak bez wygłupów i świetnej zabawy. Kiedy przechodziliśmy obok stoiska z zabawkami Bruno dorwał się do pistoletu na wodę i zaczął mnie ganiać po całym sklepie. Kiedy myślałam,że go zgubiłam, ni z tąd, ni z owąd wyskoczył, niczym filip z konopii. Chcąc mu uciec, odwróciłam się przez lewe ramię i wpadłam na regał z pluszakami. Myślałam, że Bruno posika się ze śmiechu. Chwilę później przybiegła pani wykładająca towar i z przerażeniem spytała, czy wszystko w porządku, po czym rzuciła Brunowi wrogie spojrzenie. Brązowooki pomógł mi wstać i musiał za karę poukładać wszystkie miśki na swoje miejsce. Po około godzinie dotarliśmy do domu i zastaliśmy nieprawdopodobny widok.
- Jesteś sprzedajną dziwką.- padło z ust Jamaro.
W ułamku sekundy Karoline zaczęła okładać go pięściami, a ja podbiegłam do niej odciągając ją na bok.
- Co się tutaj wyprawia?!- zapytałam zdenerwowana.
- Nie wtrącaj się do mojego związku!- krzyknęła Karoline, zwracając się do Jam'a. Nie będziesz mnie kretynie od dziwek wyzywał. To, że nam się nie układało to nie jest tylko i wyłącznie moja wina. To leży po obu stronach i dobrze o tym wiesz.
- Karolina uspokój się!-skierowałam do niej. Musicie ochłonąć, bo kłócenie się nic nie da.
Po tych słowach Karoline niespodziewanie pobiegła do swojego pokoju i zaczęła się pakować. Ignorowała co do niej mówiłam, a nawet krzyczałam. Na odchodne dodała tylko:
- Jeszcze dzisiaj wylatuje z tego miasta. Możecie zamieszkać tutaj. To tyle w tym temacie- trzasnęła drzwiami.
- Bruno! Zrób coś, leć za nią!- krzyknęłam, a ten pospiesznie pognał przez drzwi.


*** Oczami Bruna ***
Szybko pobiegłem w stronę garażu Karoli. Akurat pakowała walizki do bagażnika.
- Karola, czekaj!- krzyknąłem, odciągając ją od bagażnika.
- Czego chcesz- syknęła.
- Nie możesz tak po prostu uciec, nie teraz. Paula potrzebuje twego wsparcia. Nie pamiętasz jak było jeszcze kilka dni temu, po śmierci Anki? Nie możesz jej tak zostawić.
- Bruno, ja nie mogę tutaj być. Muszę odpocząć, uspokoić się. Może i nie odchodzę na zawsze, ale potrzebuję przerwy. Sam wiesz jak to jest, Paula Ci pewnie powiedziała. Na razie możecie mieszkać tutaj, mam nadzieję, że będzie wam tu dobrze.
- Zaraz, czekaj, a co Powiem Pauli?- zapytał zmartwiony.
- Powiedz jej, że nie chciałam jej skrzywdzić i że bardzo ją kocham i doceniam co dla mnie robi. Powiedz jej także, że wrócę i żeby się o mnie nie martwiła.
- A gdzie się zatrzymasz?
- Jeszcze nie wiem, pewnie w hotelu albo u przyjaciółki. Nie martw się, odezwę się niebawem.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz.- rzuciłem na odchodne.
- Bruno! Przesłuchanie jest w Sobotę u Jam'a. Powinieneś tam iść, wierzę w Ciebie. Opiekuj się Paulą.- powiedziała, po czym odjechała.


*** Oczami Pauli ***
Bruno wrócił do domu.
- Gdzie ona jest?! Dlaczego jej jeszcze nie przyprowadziłeś?- spanikowałam.
- Karoline odjechała, myślę że musi ochłonąć i wszystko sobie poukładać.
- To wszystko twoja wina!- wskazała na poobijanego Jam'a.
- Zostaw go, to nie jego wina. Po prostu tak musiało być.- przytulił mnie do siebie. Myślę, ze ten dzień był trudny dla nas wszystkich, porozmawiajmy, kiedy ochłoniemy. Nie ma sensu skakać sobie do gardeł.
- Masz rację Bruno. Jam, przepraszam... Po prostu Karoline była mi bardzo bliska i nie chcę jej tracić, nie chcę tracić kolejnej osoby...
- Rozumiem...-przytulił mnie, jak przyjaciel. Ja też nie chcę jej tracić- dodał, odchodząc. Do zobaczenia niedługo.- rzucił przed samym wyjściem.
W nocy nie mogłam spać, więc wzięłam tabletki nasenne i nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.

sobota, 28 czerwca 2014

19

Z dedykacjami dla Pani Magdy :) Przepraszam, za długą przerwę, spowodowaną poprawianiem ocen, biwakiem klasowym, balem szkolnym i innymi pierdołami z okazji zakończenia szkoły. Wybaczycie mi? Od Lipca powracam z regularnymi rozdziałami :)

*** Tydzień później ***

Ból po stracie mojej bliskiej przyjaciółki malał, a mój dobry nastrój rósł na potęgę. W tym tygodniu odwiedzili nas rodzice Bruna, żeby skontrolować czy wszystko jest w porządku. Z tej okazji upichciłyśmy z Karoline pieczonego kurczaka i szarlotkę. Chłopcy latali po zakupy, a nawet poodkurzali w domu i nakryli do stołu. Bruno świetnie się dogadywał z Jamareo i z wzajemnością. W Sobotę, czyli wtedy kiedy wpadli do nas rodzice, wystroiłyśmy się z siostrą w sukienki, a Bruno i Jam nawet zaopatrzyli się w garnitury. Fakt, co fakt nie był to jakiś wystawny obiad, ale staraliśmy się. Kiedy rodzice przyjechali, powitaliśmy ich oraz zaprowadziliśmy do jadalni. Karoline podała kurczaka, po czym usiadła obok Jam'a. Ja siedziałam obok Bruna, trzymając go za rękę. Po skończonym daniu, Bruno nieśmiało podjął temat przeprowadzki.
- Mamo, tato...- zaczął nieśmiało.
- Tak, synku?- odpowiedziała Bernie.
- Bo widzisz, my chcemy się tutaj przeprowadzić.- spojrzał na mnie.
- Emm...czy na pewno to przemyśleliście?- zapytał tata Bruna.
- Jesteście tutaj niecałe dwa tygodnie, już wszystko wiecie?- podjęła mama.
- Na razie mogą zatrzymać się tutaj- powiedziała Karoline.
- No nie wiem. Zakazać wam nie możemy, bo jesteście dorośli i sami możecie decydować o swoim życiu, ale przemyślcie to jeszcze.- odezwał się Pan Hernandez.
- Jasne, jeszcze nam się nie spieszy.- uśmiechnął się Bruno.
- Macie w ogóle na oku jakieś mieszkanie?
- Jeszcze nie, ale od Poniedziałku zaczniemy przeglądać oferty.
- W sumie niedaleko mnie jest kilka wolnych mieszkań.- odezwała się Karoline.
- Ooo to byłoby świetnie, miałybyśmy blisko do siebie.- uśmiechnęłam się.
Po chwili poszłam do kuchni i przyniosłam wszystkim po talerzyku z szarlotką. Wszyscy stwierdzili, że była ona niebiańsko pyszna, a mama Bruna poprosiła mnie nawet o przepis. Około 20:00 rodzice pojechali, a my wzięliśmy się za zmywanie.
- Wy z Brunem już tak na poważnie, chcecie ze sobą zamieszkać?- zagadała Karoline, gdy zostałyśmy same.
- Myślę, że jesteśmy gotowi, aby spróbować czegoś nowego. W końcu to nasza wspólna decyzja. - uśmiechnęłam się.
- To bardzo odważne z Twojej strony. Jesteś jeszcze młoda i powinnaś korzystać z życia, bawić się, a na dojrzały związek masz jeszcze czas. Ja nie uważam, że mój związek z Jam'em będzie jakiś długi i nie wiążę z nim wielkich planów.
- Teraz sama nie wiem, co mam myśleć. A Ty z Jam'em jesteś tylko dla zabawy?- zapytałam zdziwiona.
- Bardzo go lubię, ale wątpię by było z tego coś poważniejszego.
- Więc, dlaczego z nim jesteś?
- Hhh...- westchnęła. Nie wiem, wydawało mi się, że go kocham i będzie mi z nim dobrze, ale z nim czuję jak kiedyś z Tom'em.- wyszeptała cicho.
- Czyli chcesz z nim zerwać?
- Nie wiem, ostatnio poznałam kogoś na imprezie, ale nie wiem czy coś z tego będzie. Jamareo jest dobrym przyjacielem, a nie chłopakiem. Nie wiem jak to rozegrać, bo nie chcę go zranić.
- Czy jesteś tego pewna? Przemyśl to ,jak byś chciała porozmawiać to możesz na mnie zawsze liczyć.- uśmiechnęłam się do niej.
Nagle do kuchni wpadli chłopcy. Bruno podszedł do mnie i objął mnie w talii, a Jam podszedł do Karoline i dał jej czułego buziaka. Widziałam jak Karola udaje szczęśliwą, a tak naprawdę jest zagubiona i ciężko jest jej ukrywać prawdę. Bruno zaproponował, żebyśmy poszli na spacer. Zapytał Jam'a i Karolę czy też chcą iść, ale oni powiedzieli, że chcą się położyć. Jam pożegnał się z Karoline i poszedł do domu, a my poszliśmy na plażę. Podczas spaceru, Bruno zauważył, że jestem zmartwiona.
- Skarbie, wyglądasz na zmartwioną. Czy wszystko w porządku?- zapytał lekko przejęty.
- Tak wszystko dobrze.- zapatrzyłam się w morze.
- Na pewno? Powiedz mi, przecież mi możesz zaufać.
- No bo, Karoline chce zerwać z Jamareo.
- Dlaczego?
- No wiesz jaka ona jest, nie potrafi być z nikim w związku. Czuje się ograniczona i nie lubi się zbytnio angażować. A mi szkoda jest Jamareo.
- Porozmawiaj z nią, może zmieni zdanie.
- Ty to zrób.- zaśmiałam się. Ja już rozmawiałam.
- Kochanie, ja nie potrafię rozmawiać na takie tematy.- zaśmiał się. Przestań się tym zadręczać, myślę, że Karoline wie co robi, a poza tym nie możemy się mieszać w ich sprawy.
- Masz rację. Musimy się zając sobą i ewentualną przeprowadzką.- powiedziałam, dając mu buziaka w policzek.
- Może skoczymy do knajpki blisko plaży? Słyszałem, że robią tam świetne drinki.- zapytał Bruno.
- Więc chodźmy.- zawołałam wesoło, łapiąc go za rękę.
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Wystrój tam był niesamowity, stylizowany na hawaje, a pod sufitem wisiały małe, kolorowe lampiony. Drinki były rzeczywiście dobre, a po ich wypiciu znacznie poprawił nam się humor. Po przyjściu oglądaliśmy film. Podczas namiętnych scen Bruno zakrywał mi oczy jak dla małego dziecka i sam zaczynał całować. Jak łatwo się domyśleć nie skończyliśmy go oglądać, a po igraszkach zasnęliśmy w objęciach.

niedziela, 1 czerwca 2014

18

Z dedykacją dla Pani Iwony, która prowadzi niesamowitego pingera z niesamowitym opowiadaniem. :) Odcinek krótki, bo mam na głowie poprawianie ocen i projekt edukacyjny :/ Jeszcze tylko te 2 tygodnie i się rozkręcam z opowiadaniami.

*** Oczami Bruna***
W środku nocy obudziła mnie osoba, chodząca po mieszkaniu. Przewróciłem się na drugi bok i ujrzałem jej sylwetkę w drzwiach. Zbliżała się do mojego łóżka, myśląc że nadal śpię. W pewnym momencie lekko i niepewnie dotknęła mojego ramienia. W jej oczach były łzy. Nie byłem pewny, czy ją przytulić, bo jej ostatnia reakcja bardzo mnie zaskoczyła i lekko zaniepokoiła. Patrzyłam na jej piękne oczy, które gubiły kolejne łzy. Powoli zbliżała się w moją stronę, aż w końcu niepewnie przytuliła, jakby bała się mojej reakcji. Odwzajemniłem przytulenie i delikatnie zacząłem gładzić dłonią po jej plecach. Jej skóra była nieprawdopodobnie gładka i przyjemnie pachniała. W pewnym momencie zbliżyła głowę w moją stronę i cichutko wyszeptała.
- Przepraszam Bruno, to spadło na mnie tak nagle...- łkała cicho.
- Spokojnie, wiem że to nie jest dla ciebie łatwe. Dla mnie też nie jest.
- No bo Anka i my i...
- Spokojnie.- przerwałem jej.
- Kocham cię Bruno.- wyszeptała, delikatnie całując moje usta.
Zasnęła ze mną.

Następnego ranka Paula zachowywała się jak zwykle, chociaż ja dostrzegałem w niej trochę smutku.
Karoline wymyśliła coś, co poprawi humor każdej dziewczynie- wypad na zakupy. Nie ukrywałam, że nie lubię spędzać całych dni na chodzeniu po sklepach, ale postanowiłem się poświęcić, aby poczuła się lepiej.

***Oczami Pauliny***
Karoline wpadła na pomysł, aby pójść na zakupy. Jakoś od razu poprawił mi się humor, ale szkoda mi było Bruna. Wiadomo, że mężczyźni nienawidzą łażenia po sklepach całymi dniami.
- Bruno, jeśli nie chcesz, to nie musisz z nami iść.- powiedziałam, gładząc go po ramieniu.
- Ale ja chcę.- powiedział, obejmując mnie.
- Taa jasne. Ta ściema nie przejdzie. Każdy normalny facet nienawidzi zakupów w centrum.- uśmiechnęłam się.
- A może jestem nienormalny?- żartował.
- Jasne, że nienormalny, bo mój.- lekko ucałowałam jego policzek.
Chodziłyśmy od sklepu do sklepu, a nasze ręce stawały się bardziej obciążone pod wpływem toreb. Bruno miał wrażenie jakby odwiedził ponad tysiąc sklepów. Po powrocie do domu przez pół godziny chwaliłyśmy się co kupiłyśmy, prezentując to na sobie. Moja garderoba znacznie się wzbogaciła. Brązowooki zaproponował nam wypad do klubu. Będzie to dobry sposób na poznanie chłopaka Karoline- Jamarea.
Po dwóch godzinach byliśmy już pod budynkiem, w którym mieścił się klub. Pojawił się i Jamareo. Jest on dość wysokim mężczyzną o ciemnej karnacji (słodki murzynek hihihi). Po przywitaniu się, weszliśmy i zajęliśmy miejsce w najwyżej położonej loży. Panował tam świetny klimat. Chłopcy zamówili sobie piwo, a my z Karoliną po drinku. Nasi partnerzy szybko złapali wspólny język, bo okazało się, że Jam również jest muzykiem i gra na gitarze basowej. Gdy DJ puścił nasz ulubiony kawałek Ja i Karoline pognałyśmy na parkiet. Razem skakałyśmy i tańczyłyśmy w rytm muzyki. Po chwili dołączyli do nas chłopcy. Obaj świetnie tańczyli, chociaż z Brunem tańczyło mi się najlepiej. Rozbrzmiał wolny kawałek, a Bruno zbliżył się do mnie, kładąc swoje ręce na moich biodrach. Powoli kołysaliśmy się w rytmie muzyki, patrząc się sobie w oczy. Pod koniec kawałka Bruno pocałował mnie i podziękował za taniec. Dobrze, że namówił mnie na ten wypad do klubu, to znacznie poprawiło mój nastrój. W domu pojawiliśmy się po 2-giej. Jam nocował dzisiaj z Karoline i coś mi się wydaje, że to nie była zwykła noc. Bruno też pokusił się o umilenie nocy, a ja mu uległam. Nad ranem wstałam, narzuciłam luźny t-shirt Bruna i poszłam po butelkę wody do kuchni. Jakież to zdziwienie mnie ogarnęło, kiedy wróciłam do pokoju. Jamareo widocznie pomylił pokoje, wracając z łazienki i kładł się do Bruna. Szybko odciągnęłam go i skierowałam do drugiego pokoju, a sama położyłam się i objęłam mojego brązowookiego partnera. Poczuł to i przytulił mnie do siebie mocniej. Czułam, że z nim naprawdę jestem bezpieczna. Kiedy Bruno się obudził, poszliśmy do jacuzzi na dachu i oglądaliśmy wschód słońca. Coraz bardziej nurtowała mnie myśl, czy by się tutaj nie przeprowadzić. Po zjedzonym śniadaniu wszyscy pojechaliśmy na plażę, ale inną bo tamta źle mi się kojarzy. Nie ukrywam, czułam w sobie niepokój, ale Bruno był ciągle obok mnie, co sprawiało że byłam spokojniejsza.
- Bruno?- zaczęłam.
- Tak skarbie?
- Co myślisz o przeprowadzeniu się tutaj?
- Myślę, że to szalony pomysł.- uśmiechnął się.
- Szalony jak ja?- uśmiechnęłam się.
- Nie, Ty jesteś jeszcze bardziej szalona. Kocham cię.
- Też cię kocham.
- Pokazać Ci coś?- zapytał z podejrzanym uśmiechem.
- Boję się twoich pomysłów Bru.
- I powinnaś.- uśmiechnął się chytrze, a po chwili byliśmy w wodzie, mokrzy od stóp do głów.
- Bruno!- zawołałam.
- No co?- uśmiechnął się niewinnie.
- Z Tobą nie można iść na plażę.
- Coś mówiłaś?- zapytał się, biorąc mnie na ręce i szybko wbiegając w falę.
- Brunoo!!!- krzyczałam.
- Też cię kocham- uśmiechnął się, po czym objął mnie i zaczął całować.
- Aww...jakie słodziaki- zawołała Karola, stojąc w objęciach Jam'a. Widziałam, że była z nim szczęśliwa.
- Zaraz ty będziesz słodziak- zawołałam, biegnąc w jej stronę.
- Jasne, jasne słodziaku.- śmiała się, uciekając ode mnie.
Nasi partnerzy stali i tylko się z nas śmiali. Gdy dorwałam Karolę, przytuliłam się do niej, a ona próbowała mnie od siebie ''odczepić''.
- Paula, ty mokry psie.- śmiała się.
- Jestem twoim kundelkiem, słodziakiem.- żartowałam.
- Kundelkiem, powiadasz? Myślałam, że mokrym szczeniakiem.
- Ty jesteś mokry szczeniak.- wpadłyśmy do wody, śmiejąc się.
Ciekawa byłam, co sobie myślą o nas chłopcy, ale chyba nie chciałam wiedzieć.

niedziela, 25 maja 2014

17

Rozdział z dedykacją dla N :) Nie bijcie bo głowie, ale jak to ktoś mi kiedyś napisał, w życiu nie zawsze jest cukierkowo. 

Rankiem zastałam Bruna na tarasie, który był przy naszym pokoju. Siedział bez koszulki i pił lemoniadę. Podeszłam do niego po cichu i zakryłam mu oczy, pytając wesoło:
- Kto to?
- Hmm... najpiękniejsza dziewczyna jaką znam- odpowiedział, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Zgadłeś!- zawołałam, siadając na jego nogach.
- Należy mi się nagroda- powiedział, kładąc swoje ciepłe dłonie na moich biodrach.
- To ją sobie weź- szepnęłam mu do ucha, a on obrócił mnie w swoją stronę i powoli zaczął mnie całować. Zamknęłam oczy i położyłam swoje ręce na jego plecach. Zatraciłam się w tym krótkim, ale jakże namiętnym pocałunku.
- Podobają mi się takie nagrody- uśmiechnął się.
- Mnie również- powiedziałam, wstając.
Zarzuciłam na siebie jego koszulę i poszłam do kuchni, gdzie zaparzyłam dwie kawy i zrobiłam nam kanapki. Po skończonej czynności usiadłam przed telewizorem, jedząc kanapki i popijając kawę, gdy przyszedł brązowooki.
- Widzę, że mamy tutaj małego złodzieja- objął mnie, siadając.
- Na prawdę? Nie zauważyłam.- uśmiechnęłam się.
- Dziękuję za śniadanie, jest przepyszne.- odpowiedział, upijając łyk kawy.
- Smacznego kochanie- ucałowałam jego policzek i poszłam pozmywać naczynia. Po chwili pojawił się przy mnie Bru i całował mnie w szyję.
- Skarbie, zmywam teraz.- powiedziałam, a on nie przestawał nie całować.
W końcu ja odwróciłam się w jego stronę, zakręcając wcześniej kran. Po chwili nasze usta się spotkały, łącząc się w coraz głębsze i gorętsze pocałunki. Jego dłonie wędrowały, po coraz to różniejszych częściach mojego ciała. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się  sypialni, gubiąc po drodze kolejne części garderoby. Byliśmy w samej bieliźnie.
- Skarbie, jeśli nie chcesz iść dalej, możemy przestać.- powiedział w pewnym momencie.
- Nie, nie przestawajmy- wymamrotałam, między pocałunkami.
- Na pewno?- zapytał. Później już nie będzie odwrotu.
- Peter, pragnę cię.- zmysłowo wyszeptałam do jego ucha, co jeszcze bardziej mu się spodobało.
Chwilę potem byłam już pozbawiona biustonosza, a on składał mi coraz gorętsze pocałunki na moich piersiach, powoli schodząc w dół. Jego ręce wędrowały w kierunku koronki moich majtek, a moje oplatały jego plecy. Nasze oddechy stawały się coraz cięższe i głośniejsze. Bruno powoli zdjął ze mnie zbędny ubiór, po czym powoli we mnie wszedł, ciągle patrząc mi w oczy, chcąc z nich wyczytać czy sprawia mi to ból, czy przyjemność. Na początku jego ruchy były spokojne i niepewne, lecz po chwili przyśpieszył, dając nam większą rozkosz. Gdy ponownie przyśpieszył, wbiłam w jego plecy swoje paznokcie, sprawiając mu jeszcze większą przyjemność.
- Ohh, Bruno- wołałam, na co się uśmiechnął i kontynuował całowanie mojego ciała.
Po skończonych pieszczotach, leżeliśmy objęci z uśmiechami na twarzach. Nagle nasze beztroskie wylegiwanie się przerwał dzwonek do drzwi.
- Kto to?- zapytał brązowooki.
- Nie wiem, ale ja otworzę, bo jak to Jam, to może pomyśleć, że Karolina go zdradza.
- Dobra, ale się ubierz, bo tylko ja mogę widzieć twoje piękne ciało.- uśmiechnął się, podając mi swoją bluzę.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Przede mną stał młody mężczyzna w koszulce firmy kurierskiej.
- Dzień dobry. Przyniosłem paczkę dla Pani Karoliny Clarks.- odezwał się.
- Niestety, nie ma jej, ale mogę odebrać jej przesyłkę. Jestem jej siostrą- odpowiedziałam.
- Dobrze. Proszę tutaj podpisać.- wskazał palcem na rubrykę. Proszę bardzo- podał mi paczkę,
- Dziękuję.- rzuciłam, zamykając drzwi.
Paczkę postawiłam na stole w salonie.
- Kto to był?- zapytał Bruno, wychodząc z sypialni. Ubrał się.
- Kurier. Przyszła paczka do Karoliny, to jej odebrałam, bo później musiałaby latać po pocztach.- wyjaśniłam, wskazując na niedużą paczkę.
- Ok, a co robimy teraz?- zapytał.
- Może skoczymy na plażę?- zaproponowałam.
- Dobry pomysł.
Po około godzinie byliśmy na plaży i leżeliśmy na kocu, niedaleko wody. W pewnym momencie ktoś podszedł do mnie i szturchnął moją rękę. Otworzyłam oczy, które mało mi nie wypadły ze zdziwienia.
Ujrzałam Anię.
- Anka? Co ty tutaj robisz?- zapytałam ze zdziwienia.
- Paula, musimy pogadać.- powiedziała pełna powagi.
- Dobra. Przejdźmy się.- zaproponowałam.
- Bruno, ja idę pogadać z Anką, zaraz wracam.- powiedziałam do brązowookiego.
Szłyśmy chwilę w milczeniu, aż w końcu Anka się odezwała.
- Paula, strasznie mi głupio z powodu tamtej sytuacji. Zachowałam się jak idiotka.
- Rozumiem i nie musisz przepraszać. Tęskniłam za tobą.- powiedziałam spokojnie, przytulając ją na zgodę.
- Dziękuję Ci i przepraszam.- wyszeptała cicho.
- A tak w ogóle co u Ciebie?- zapytałam. Jak się tutaj znalazłaś?
- Przyjechałam, żeby z Tobą pogadać Paula i obawiam się, że to nasza ostatnia rozmowa.- na jej twarzy widniał niepokój.
- Anka, co ty chrzanisz?- zapytałam oburzona. Co się dzieje?
- Widzisz, po rozstaniu z Philem czułam się samotna, więc poszłam do klubu. Poznałam tam fajnego typka, ale po tygodniu stwierdziłam, że nie jesteśmy sobie pisani. Do niego nie dochodzi ta wiadomość i ściga mnie. Groził mi, że jak do niego nie wrócę to tego pożałuję. Paula, boję się.
- O kurwa.- wymknęło mi się. Nie powinnaś tutaj być, a jeśli coś Ci się stanie?
- Spokojnie Paula, tutaj...- padł strzał, a ona lekko upadła na ziemię. Dostrzegłam z daleka uciekającą sylwetkę.
- Anka!!! Anka, kurwa!!!- darłam się, trzęsąc jej ramionami. Anka, nie rób mi tego!!!- wrzeszczałam, a Bruno momentalnie do mnie podbiegł.
- Co jest?- zapytał mega zdziwiony.
- Ktoś ją postrzelił! Wzywaj karetkę!- krzyczałam, nadal potrząsając jej ramionami.
- Paula uspokój się.- starał się mnie uspokoić.
- No wezwij kurwa tę karetkę!!!- wydarłam się na całe gardło, a on zadzwonił.
Po niecałej minucie przyjechało pogotowie i niestety stwierdziło zgon na miejscu. Nie mogłam się uspokoić. Płakałam, krzyczałam, a Bruno tulił mnie i próbował uspokoić.
- Proszę jej to podać.- powiedział ratownik medyczny, podając Brunowi tabletkę. Po tym uspokoi się i zapomni na trochę o tej sytuacji.
- Dziękuję.- odparł i zabrał mnie na koc.
Kazał mi to wypić. Nie chciałam tego zrobić, ale w końcu uległam i popiłam pigułkę. Po upływie minuty czułam się jak w bajce. Ja byłam księżniczką, a Bruno moim księciem. Jechaliśmy kucykami (taksówką) do naszego zamku (domu Karoline). Bruno wniósł mnie po schodach do sypialni, bo ja za bardzo skakałam po chmurkach. Potem stałam się tak senna, że zasnęłam w jego ramionach. Obudziłam się w objęciu Bruna, przez chwilę nie wiedząc co się stało. Po dłuższej chwili wszystko mi się przypomniało, a po mojej twarzy spływały małe stróżki łez. Bruno obudził się i mocno mnie przytulił, na co odepchnęłam jego ramiona i pobiegłam do łazienki.
- Otwórz mi!- krzyczał.
- Daj mi spokój, to wszystko moja wina- mamrotałam przez łzy.
- To nie jest wcale twoja wina!- starał się być spokojny.
- Co się tutaj dzieje?- zapytała Karoline, wchodząc do mieszkania.
- Błagam pomóż Pauli.- zawołał Bruno.
- Ale co się stało?- zapytała zaniepokojona.
- Ktoś zabił Ankę na jej oczach i wbiła sobie do głowy, że to jej wina.
- Paula, chodź do mnie.- mówiła spokojnie Karoline.
- Nie!- krzyknęłam.
- Bruno idź do siebie, później pogadamy.- powiedziała spokojnie, a on poszedł i bezradnie usiadł na łóżku chowając głowę w dłonie.
- Paulinko, Bruna nie ma wpuść mnie. Porozmawiamy sobie.- mówiła spokojnie.
W końcu jej otworzyłam, a ona rzuciła się na mnie, przytulając mnie i zabrała mnie do swojego pokoju. Siedziałam jej na kolanach, jak kiedyś gdy byłam mała, a ona była moją starszą siostrą u której mogłam się wypłakać. Ta rozmowa bardzo mnie uspokoiła. Spałam dzisiaj z Karoline. Wiem, że zraniłam Bruna, chociaż chciał dla mnie jak najlepiej, ale musi mi to wybaczyć.

*** Oczami Bruna***
Myślałem, że na tym wyjeździe odpoczniemy, zrelaksujemy się i zbliżymy, ale jak widać musiała się pojawić Anka. Rozumiem, że to nie jej wina, ale spójrzcie na Paulę. Ona bardzo to przeżywa, a ja czuję się bezradny. Chcę jej pomóc za wszelką cenę, ale nie wiem już jak. Dzisiaj śpi z Karolą. Ona dobrze na nią wpływa i mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.

niedziela, 18 maja 2014

16

*** Późnym popołudniem***
Z Brunem umówiłam się, że przyjdę z Karoline i mamą do nich o 17:00. Powoli dobiegała umówiona godzina, gdy usłyszałam dzwonek. Pospiesznie narzuciłam szlafrok, bo byłam po kąpieli w samej bieliźnie i pobiegłam na dół.
- Hej Karola- wpuściłam ją, dając jej buziaka.
- A Ty nadal nie gotowa?- zapytała zdziwiona. Dzwoniłam do Ciebie po 14:00 i mówiłaś, że się szykujesz.
- No eee...tak wyszło.-wymamrotałam w końcu.
- No to biegusiem, już.- wołała, wbiegając za mną po schodach.
- Ale ja nie wiem w co się ubrać.- stwierdziłam, stojąc przed otwartą szafą.
- Hmm..-mruknęła, zaglądając do szafy. Masz to- powiedziała, podając mi ubrania.
Poszłam do łazienki i przebrałam się w białe rurki, grafitowy top z nadrukami i czarne vansy. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w wysokiego, luźnego koczka.
- I jak?- powiedziałam wchodząc do salonu.
- No no, pięknie siostro.- uśmiechnęła się.
- Mamo, a ty jesteś gotowa?- zapytałam jej.
- Tak, chodźmy już, bo się spóźnimy.-poganiała mnie, zamykając przy tym drzwi.
Po przyjściu przywitałam się z Brunem, Erickiem oraz dziewczynami i przedstawiłam im Karolę. Erickowi, chyba wpadła w oko. Wszyscy poszliśmy na werandę i usiedliśmy przy wielkim stole, przy którym zmieściłoby się z trzydzieści osób. Pani Bernadette zaserwowała nam lemoniadę oraz szarlotkę. W pewnym momencie postanowiliśmy z Brunem zacząć temat naszego wyjazdu, a raczej jego zamiaru.
- Mamo, Tato, mamy wam coś do powiedzenia- zaczął Bruno.
- Boże, nie mów nam że Paula jest w ciąży- zawołał Eric, którego Bruno zmierzył wrogim wzrokiem.
- Czy mogliby wpaść do mnie?- zaczęła Karoline, rozbawiona tym co palnął Eric. Byliby bezpieczni i miałabym na nich oko, a z resztą to nie dzieci.- uśmiechnęła się.
- Hmm, no a gdzie będziecie mieszkać.- zapytała Bernadette.
- Mam duży domek, będą mięli oddzielne pokoje. Pracuję tylko pięć godzin, więc będę miała wszystko pod kontrolą.
- No nie wiem, nie wiem.- powiedziała Pani Hernandez. Aniu, a co ty myślisz?- zapytała mojej mamy.
- Myślę, że to nie jest zły pomysł. Karoline jest odpowiedzialna i myślę, że nic im się nie stanie. Z resztą nie są już malutcy i sobie poradzą.- odparła patrząc z uśmiechem na mnie.
- Skoro tak uważasz, to się zgadzamy.-powiedzieli razem państwo Hernandez. A daleko mieszkasz, Karoline?
- Niedaleko, 100 km drogi. W razie czego możecie Państwo przyjechać i skontrolować co się dzieje.-odparła z uśmiechem.
- Dobrze, a kiedy wyjeżdżacie?- zapytał tym razem Eric.
- Myślę że jutro po południu.
- To lećcie się pakować, a my jeszcze pogadamy.- powiedziała Bernie, a my poszliśmy do pokoju Bruna.
- Jak ja nie mogę się doczekać.- zawołał Bruno, gdy usiadłam z Karoline na jego kanapie.
- Ja też nie.- zawołałam, przytulając go.
- Tylko nie szalejcie gołąbeczki- zawołała Karoline.
- Dobra, już nie udawaj.-zawołałam z uśmiechem.
- Muszę póki tutaj jestem- powiedziała ciszej.
- Dobra Bruno, my spadamy, bo musimy się spakować, z resztą ty też.- powiedziałam przytulając go.
- No dobrze, to widzimy się jutro o 12 pod twoim domem, tak?- zapytał.
- Tak, tak. Papa.- powiedziałam i dałam mu buziaka.
- Awww jakie słodkie z was maluszki.-zawołała Karoline, po czym walnęłam ją w rękę.
- Nie bij mnie- śmiała się.
Pod domem Bruna pożegnałyśmy się i poszłam do domu. Od razu wyciągnęłam dużą walizkę i zaczęłam się pakować. Ubrania latały z szafy na kanapę, z kanapy do walizki. Jednym słowem w pokoju panował chaos.
Tu sukienki, tam topy, shorty, sweter na wypadek chłodu, bikini na plażę, sandałki, trampki, kosmetyki, ładowarka od telefonu...i tak w nieskończoność. Przed 24 byłam już prawie spakowana. Resztę dorzucę rano np. szczoteczkę do zębów. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.

*** Następnego ranka***
Po dziewiątej obudził mnie ptak, który siedział na parapecie okna i śpiewał. Wykonałam kilka przeciągnięć, po czym poszłam zjeść śniadanie. Zjadłam płatki z mlekiem, bo nie byłam bardzo głodna i przebrałam się w biały top z koronką na plecach oraz poszarpane jeansy. Do tego miętowe trampki, lekki makijaż i wysoki koczek. Tak, uwielbiam koczki, są mega słodkie i wygodne. Po 11 byłam już całkowicie spakowana. Niestety nie skończyło się na jednej walizce. Doszedł jeszcze plecak i torebka oczywiście. Bruno postanowił wpaść wcześniej, więc wpuściłam go.
- Pięknie wyglądasz.- stwierdził, wchodząc i dając mi buziaka.
- Dziękuję. Spakowany?- zapytałam.
- Spakowany i gotowy- uśmiechnął się. A Ty?
- Też- odwzajemniłam uśmiech. A gdzie ta Karola, miała być już dziesięć minut temu- westchnęłam patrząc na zegarek.
- Już jestem.- wbiegła zdyszana. Sorry, musiałam jeszcze zatankować.
- No oki- odpowiedziałam razem z Brunem.
Zaczęliśmy znosić nasze bagaże do bagażnika i żegnać się z mamą. Nawet przytuliła Bruna, aż się zdziwiłam. Przed wyjazdem jeszcze dała mi buziaka i powiedziała, żebym nie szalała, na co odpowiedziałam uśmiechem. Wreszcie ruszyliśmy w drogę. Z Karoliną i Brunem mogę podróżować nawet na dłuższe dystanse, bo było świetnie. W radiu co chwilę puszczali jakiś utwór, do którego śpiewaliśmy, a Bruno chociaż zawsze siada z przodu, usiadł do mnie na tyły i przytulał co jakiś czas. Przyszedł jednak czas, gdy było strasznie gorąco i zrobiłam się senna. Bruno od razu to spostrzegł i położył mnie na swoim torsie. Gdy dojechaliśmy na miejsce była 17:00. Dziwne, co? 100 kilometrów w 5 godzin. Odpowiedź jest dziecinnie prosta- gigantyczne korki. Bruno pomógł mi i Karoli z bagażami. Kiedy weszliśmy do jej domu jedyne co powiedzieliśmy to ''woow". Karolina miała piękny i nowoczesny dom. Pokazała nam gdzie śpimy, chociaż wiedziała, że pewnie będziemy spać razem. No w końcu jesteśmy pełnoletni, możemy robić co chcemy. Trochę się rozpakowałam, a potem poszliśmy zjeść, bo Karolina zrobiła nam kolację. Szybko ją zjadłam, po czym poszłam do jednej z dwóch łazienek i wzięłam ekspresowy prysznic, po czym przebrałam się. Leżałam na łóżku w luźnym t-shirt'cie i bawełnianych szarych short'ach z niedbałą kitką na głowie i sprawdzałam vines'y. Po chwili zjawił się Bruno. Też był luźniej ubrany, dresy i t-shirt. Położył się obok mnie, objął mnie ramieniem i patrzył co robię. Odłożyłam telefon i przytuliłam się do niego.
- Wreszcie będziesz przy mnie całą dobę- powiedziałam, dając mu buziaka.
- No nareszcie.-powiedział przez pocałunek.
- Mam nadzieję, że Cię nie zanudzę.- powiedziałam wstając.
- Ty? Z Tobą nigdy się nie nudzę.-odparł bez wahania, wstając i idąc za mną.
W salonie, na kanapie leżała Karolina i oglądała telewizję.
- A Ty co? Śpisz?- zapytałam, podchodząc do kanapy.
- Nie. Macie na coś ochotę?- zapytała z podejrzanym uśmieszkiem.
- Niby na co?- zapytałam ze złowrogą miną.
- Mam jacuzzi na dachu- idziemy?
- Serio?- Bruno wytrzeszczył oczy.
- No z chęcią- odpowiedziałam i ruszyłam po strój.
Szybko się przebrałam i poszłam do salonu. Bruno kiedy mnie zobaczył uśmiechał się od ucha do ucha.
- No to chodźmy- zawołała Karola, po czym zaczęliśmy za nią iść.
Z dachu, który był tarasem był świetny widok. Rzeczywiście było tam jacuzzi oraz stoliki i mała huśtawka.
Weszliśmy do ciepłego jacuzzi i Bruno mnie objął.
- I jak wam się podoba?- zapytała Karola.
- Jest świetnie- odparłam, a co brązowooki dał mi buziaka.
- Pasujecie do siebie- wystrzeliła Karoline.
- Dziękujemy- odparł tym razem Bru.
- Ale pamiętaj- zaczęła, a ja próbowałam jej przerwać, jednak bezskutecznie- jeśli zranisz Paulinkę, to zafunduję Ci piekło.
W tym momencie chciałam się zapaść pod tą wodę.
- Oczywiście- odparł Bru. Ja sam zafundowałbym sobie piekło, ale dzięki za uprzedzenie.- zaśmiał się.
Karolinie zadzwonił telefon, więc przeprosiła nas i poszła. Jak zgaduję to był ten Jamareo.
- I co zostaliśmy sami.- wyszeptał Bruno, przysuwając się do mnie.
- Na to wygląda- odpowiedziałam, zapatrzona w dal.
Bruno skradł mi buziaka, potem drugiego, aż pocałunki stały się bardziej namiętne. Jednak skończyło się na pocałunkach, bo Bru jak sam powiedział nie przyjechał tutaj by mnie wykorzystać. Kiedy słońce już zaszło, poszliśmy do łazienek się ogarnąć, a wieczorem leżeliśmy u mnie i oglądaliśmy film, wtuleni w siebie.
__________________________________________________________________________________ Jak widzicie zaszła mała zmiana w wieku bohaterów (są już pełnoletni). Musiałam to zrobić, bo inaczej nie mogłabym zrealizować wielu pomysłów na opowiadanie. KOMENTUJCIE I MÓWCIE CO MYŚLICIE :)


sobota, 10 maja 2014

15

Rankiem zbudziła mnie Presley,Tahiti,Jaime i Tiara które wbiegły jak nieokrzesane i zaczęły mnie ciągnąć za ręce, krzycząc przy tym.
- Paula, Paula chodź szybko, zobacz!- krzyczały, jak dziecko na widok wesołego miasteczka.
- Pali się czy co?- rzuciłam, powoli otwierając oczy.
- No po prostu chodź!- ciągnęły mnie.
- No idę, już idę.- powiedziałam leniwie.
Dziewczyny ciągnęły mnie szybko do domku, w którym spał Bruno i Eric. Po przybyciu na miejsce zaczęłyśmy się śmiać, budząc przy tym chłopaków. Jakie były ich miny, kiedy nas ujrzeli. Otóż Bruno i Eric musieli spać na podwójnym łóżku, bo nie było innych i traf chciał, że leżeli prawie objęci, a na dodatek spały z nimi dwa prześliczne, malutkie koteczki.
- Widzę, że kociary z was.- zawołałam, tłumiąc śmiech.
- Nie no, muszę wam zrobić zdjęcie- powiedziała Press, po czym zaczęła wyciągać aparat.
- Nie, nawet nie próbuj!- zawołali jednocześnie, wyskakując z łóżka i uciekając, na co my tylko zareagowałyśmy śmiechem.
- Wariaci z nich- powiedziałam, patrząc na ganiających się Bruna i Erica.
- Oj ciesz się, że z nimi nie mieszkasz.- śmiały się.
Niedługo potem wszyscy wstali i poszliśmy na wspólne śniadanie, po którym ruszyliśmy w drogę powrotną. Bruno często się na mnie patrzył i uśmiechał, na co ja również reagowałam tym samym. Po powrocie do domu, poszłam wziąć prysznic i zjadłam tosty. Postanowiłam się spotkać z moją kuzynką, która była w mieście. Umówiłyśmy się w Parku niedaleko.
- Hej- zawołałam, do stojącej tyłem brunetki. Była ubrania w śliczną, turkusową sukienkę do kolan, która podkreślała jej długie i piękne nogi.
- No heej- zawołała, tuląc mnie do siebie.
- Mmm Karolcia wypiękniała- zawołałam z uśmiechem.
- Taa chyba Ci na wzrok padło.- żartowała jak zawsze.
- Ehh, moja Karola nigdy się nie zmieni. Zawsze mnie będzie jechać, ale i tak ją zawsze będę kochać.- powiedziałam, śmiejąc się.
- Hahahaha, oj mój maluszku.
- Pfff ,jaki tam maluszku- powiedziałam, udając powagę.
- No mój.- powiedziała, puszczając mi oczko.
Spacerowałyśmy po parku, aż znalazłyśmy wygodną ławkę w cieniu, gdzie przysiadłyśmy.
- I co tam?, jak z Brunem? Opowiadaj- pytała.
- No nie jest źle, dogadujemy się i ogólnie on jest niesamowity. Wiesz nie obchodzą go najdroższe buty, albo pedalska grzywka. I nie jestem tylko do poruchania jak to inni mówią.- śmiałam się.
- No to dobrze. Jak tylko zrobi Ci krzywdę, to możesz wiedzieć, że zginie w piekle.- żartowała.
- Wiem, wiem. No bo jestem twoim maluszkiem.- śmiałam się.
- Tak.- uśmiechnęła się.
Siedziałyśmy chwilę, aż zauważyłam Phila z jakąś dziewczyną.
- Hej Phil!- zawołałam i mu pomachałam. Odmachał mi, po czym podszedł do nas.
- A Ty nie z Anką?- zapytałam.
- To Ty nie wiesz?- zapytał zdziwiony.
- No to może mi powiesz- powiedziałam.
- Nie jestem już z Anką, a to jest moja nowa dziewczyna- Urbana.- powiedział wskazując na nią.
- Jestem Paula- uścisnęłam jej rękę i się uśmiechnęłam.
- Miło mi Cię poznać.- powiedziała wesoło i uśmiechnęła się. Miła dziewczyna.
- Dobra to my lecimy na seans- powiedział Phil, po czym odeszli.
- Paa- rzuciłam.
- O co chodzi z Anką?- zapytała zdziwiona Karoline. Nie przyjaźnicie się już?
- Długa historia, ale tak.- westchnęłam.
- Aaa, okej rozumiem. Nie masz ochoty o tym mówić.
- Dokładnie- przytaknęłam.
- Może masz ochotę wpaść do mnie na trochę, za kilka dni jadę, to możemy zabrać się razem.-zapytała.
- Z Tobą zawsze, ale muszę pogadać z mamą i Brunem oczywiście.
- Może jechać z nami, jeśli chcesz. A to będzie też dobra okazja, żebyście poznali Jamareo.
- Brzmi fajnie. Jakiego Jamareo???- wytrzeszczyłam oczy. Czemu ja się dowiaduję ostatnia?.- udawałam focha.
- Nie było okazji pogadać, a teraz w końcu by była. Poznałabyś go, a przy okazji wyrwalibyście się z Brunem.- proponowała.
- Pogadam z nim i mamą, ale nie obiecuję.- odpowiedziałam.
- Dobra. Jakby były jakieś trudności, to mogę ich przekonać- uśmiechnęła się.
I tak siedziałyśmy i rozmawiałyśmy parę dobrych godzin. Gdy zaczęło się ściemniać pożegnałyśmy się i ruszyłam w stronę domu. Po drodze sprawdziłam telefon i zauważyłam 2 nieodebrane połączenia od Bruna. Pośpiesznie oddzwoniłam.
- Paula, co się do cholery  Tobą dzieje?- zapytał zaniepokojony.
- Przepraszam Bruno, byłam z siostrą i nie słyszałam jak dzwoniłeś. Możemy się spotkać za pięć minut pod moim domem?
- Dobrze, zaraz będę.- powiedział, po czym rozłączył się.
Szłam spokojnie, delektując się chłodnym i kojącym, wieczornym wiaterkiem. To było wybawienie po upalnych dniach. Będąc niedaleko domu zauważyłam Bruna i pomachałam mu.
- Martwiłem się- podszedł powoli, po czym pocałował moje usta.
- Przepraszam Peter, zagadałam się z siostrą, bo dawno się nie widziałyśmy i..- delikatnie położył palec na moich ustach, po czym musnął moje wargi.
- Skąd znasz moje prawdziwe imię?- wyszeptał, tuląc mnie.
- Zapytałam Erica i mi powiedział, że Bruno to tylko ksywka. Masz bardzo ładne imię. Z resztą...
- Z resztą co?- zatrzymał się nagle.
- Od zawsze chciałam Ci to powiedzieć- zaczęłam spokojnie. Kocham twoje oczy, kocham twoje ramiona, twoje usta, włosy, kocham całego Ciebie.-wyszeptałam mu do ucha.
- Też Cię kocham, powiedział przytulając mnie.
- Skarbie?- zaczęłam niepewnie.
- Co się stało?- zapytał spokojnie.
- Nic się nie stało, ale nie chciałbyś może pojechać ze mną, do mojej siostry? Ona jest pełnoletnia, ma mieszkanie, więc mielibyśmy gdzie spać i co jeść.- powiedziałam patrząc się jemu w oczy.
- Chcieć to oczywiście, że chcę ale musiałbym pogadać z rodzicami.- uśmiechnął się.
- No wiem, ale na razie z nimi nie rozmawiaj jutro jakoś zorganizujemy wszystko, dobrze?
- No dobrze.- pocałował mnie w czoło. Chciałbym móc być przy tobie, wiesz? Widzieć jak zasypiasz i budzisz się, czuć twoje ciepło..
- Ja też tego chcę.- wtuliłam się w niego. Chyba muszę już iść, bo mama się niepokoi pewnie.
- Jasne,oczywiście. Spotkamy się jutro?- zapytał.
- Oczywiście- powiedziałam, po czym pocałowałam go, ale inaczej niż zwykle, mocniej, ponętniej. Odwzajemnił pocałunek.
- Do jutra.- zawołałam, przy drzwiach.
- Dobranoc.- odpowiedział, po czym zniknął za drzewem.
__________________________________________________________________________________ Tak, tak wiem, że jestem beznadziejna i nie dostanę nawet komentarza. :( Po prostu miałam znowu dużo rzeczy na głowie, ale starałam się żeby rozdział był nie najgorszy. A Wy co o nim myślicie? Napiszcie w komentarzach.

środa, 30 kwietnia 2014

14

***PO JAKIMŚ CZASIE***

Z Brunem było lepiej i od tamtej pory nie kłóciliśmy się. On na prawdę nie całował/przytulał żadnej dziewczyny/kobiety z wyjątkiem mamy. Moje relacje z mamą też były dobre, ale Ania nie odezwała się do mnie ani razu od czasu tamtego zamieszania. Mnie też jakoś nie ciągnęło do niej, a z resztą widziałam, że nie jestem już jej potrzebna, bo kiedy ją przypadkiem spotkałam z Philem na plaży, nie odpowiedziała mi nawet "cześć". Trudno. Jej wybór. Pewnego dnia Bruno i ja pojechaliśmy na biwak razem z jego rodzicami i moją mamą. Mieszkaliśmy w domkach letniskowych, nieopodal jeziorka i lasu. Było wspaniale. Pewnej nocy nie mogłam zasnąć, więc poszłam na pomost nad brzegiem i siedziałam rozmyślając i patrząc się w blask księżyca, padający na moją twarz. Nie wiem, ile mogłam tam siedzieć, ale po jakimś czasie przyszedł i brązowooki. Chciał zrobić mi niespodziankę, ale trzeszczący pomost mu na to nie pozwolił.
- Czemu nie śpisz skarbie?- zapytał, siadając i obejmując mnie ramieniem.
- Nie mogłam zasnąć.- szepnęłam, wtulając się w niego.
- Przepięknie wyglądasz w blasku księżyca.- szepnął, całując mnie w policzek.
- Tylko w blasku księżyca.- zażartowałam.
- Z resztą ty zawsze wyglądasz pięknie.- uśmiechnął się.
- Tak, tak.- śmiałam się.
- No tak.- powiedział i wtulił się mocniej.
Siedzieliśmy w ciszy, aż Bruno powiedział  coś, co mnie totalnie zaskoczyło.
- Czemu nie pogodzicie się z Anią?
Spojrzałam na niego troszeczkę zdziwiona.
- Ania ma nową przyjaciółkę, a za razem chłopaka.- westchnęłam, patrząc w dal.
- Przestań. Phil nie zastąpi jej ciebie.- odpowiedział.
- Już jej zastąpił. Wczoraj, gdy ją spotkałam tylko Phil odpowiedział mi na ''hej''. Ania odwróciła wzrok i udawała, że mnie nie ma.- westchnęłam.
Bruno milczał, gładząc moje ramię.
- Z resztą ja ją nie mam za co przepraszać, Bruno.- powiedziałam, wstając.
- Gdzie idziesz? zapytał zdziwiony.
- Na spacer do lasu, bo nudno tak siedzieć.- powiedziałam, oddalając się powoli.
- Zaczekaj!- zawołał. Nie pójdziesz sama! Jak mamy się zgubić, to razem.- powiedział wesoło.
- No dobrze, dobrze.- odrzekłam, obejmując go.
Szliśmy jakiś kawałek w milczeniu, ale nie długo. Kiedy mięliśmy za sobą jakąś połowę leśnej drużki, usłyszeliśmy czyjeś kroki i trzask łamanych gałęzi.
- Co to takiego?- wyszeptałam przestraszona, chowając się za Bruna.
- Nie mam pojęcia, ale lepiej wracajmy.- powiedział, łapiąc mnie szybko za rękę i kierując się w drogę powrotną.
To "coś" zbliżało się do nas. Byłam tak wystraszona, że bałam się obejrzeć.
- Biegnijmy!- krzyknęłam, po czym wystartowałam, ciągnąc Bruna.
Biegliśmy, ile sił w nogach, aż w końcu to "coś" nas dogoniło i złapało mnie za rękę.
- Puść!- krzyknęłam, próbując się wyrwać. Nadal się nie odwracałam.
Po chwili Bruno to zrobił i wpadł w śmiech, a jednocześnie był wkurzony. To Eric nas gonił.
- Eric ty głupolu.- rzucił Bruno.
- Ej, nie wyzywa się starszego braciszka.- śmiał się.
- Wystraszyłeś nas.- krzyknął.
- No wiem. Tak zabawnie i słodko wyglądaliście.- nadal się śmiał.
- Bardzo zabawne.- rzuciłam sarkastycznie i ruszyłam, a Bruno za mną.
- No nie denerwujcie się, gołąbki.- zawołał Eric, ale nie zwracaliśmy na to uwagi.
Przed domkami, rozstaliśmy się, a następnie każdy poszedł się położyć. Przyznam, że ta noc była ekstra.
__________________________________________________________________________________ Proszę, oto obiecany rozdział nr 14. Mam nadzieję, że się Państwu spodobał i dacie mi komentarz :D (ale cygan xD) Kolejny pojawi się dopiero w przyszłym tygodniu (wt.-śr.), gdyż wyjeżdżam na majówkę i nie będę miała możliwości dodania kolejnego. Mam nadzieję, że jak wrócę to zobaczę mnóstwo komentarzy, które zmotywują mnie do napisania kolejnego. P.S. Kolejny będzie dłuższy :> KOMENTARZ= SZACUNEK DLA PISZĄCEGO + MOTYWACJA DO NAPISANIA KOLEJNEGO :)

sobota, 26 kwietnia 2014

13

***Oczami Bruna***
Rano Eric zadzwonił do Any i zapytał czy pomoże mi w przekonaniu Pauli. Ana zgodziła się i powiedziała że będzie u nas po 15. Poradziła mi, żebym też kupił kwiaty Pauli. Nie wielką wiązankę, tylko mały, uroczy bukiecik. Jak poradziła, tak zrobiłem. Mały bukiecik różowych różyczek stał w wazonie z wodą i czekał, aż wręczę go Pauli. Cały dzień strasznie się stresowałem, że coś nie wyjdzie i ją stracę. Tak bardzo tego nie chcę, jest dla mnie zbyt ważna. Po 15 w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi, a ja pobiegłem do nich jak szalony. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Anę.
- Hej!- zawołała radośnie i od razu powiedziała: Lepiej nie dawaj mi buziaków, po czym się uśmiechnęła.
- Racja.- ze zdenerwowaniem.
- Denerwujesz się?- zapytała.
- Bardzo.- szepnąłem.
- To znaczy, że bardzo Ci zależy.- powiedziała. Masz bukiet?- zapytała.
- Tak, czekaj pójdę po niego.
Po chwili wróciłem do niej z bukiecikiem.
- No ładny. Dobra to idziemy.-powiedziała i ruszyła na zewnątrz.
- Już?- zapytałem zdziwiony.
- Bruno rusz się, bo Ci miłość z przed nosa ucieknie.- poganiała mnie.
Byliśmy już pod jej drzwiami, a ja wahałem się nacisnąć dzwonek. Ana zrobiła to za mnie i nawet nie zauważyłem kiedy w drzwiach stała Paula.
- Ooo, widzę że przyprowadziłeś swoją nową dziewczynę.- rzuciła chamsko.
- Hej Paulina, jestem Ana, kuzynka Bruna. Słyszałam o tym, co się między wami działo i chciałam Ci wyjaśnić, że Bruno jest tylko moim kuzynem, a poza tym ja mam narzeczonego.- wskazała pierścionek,a mnie zamurowało.
 Nie mówiła nic o tym, chyba, że ona po prostu to wymyśliła. Paulina też jakoś zamilkła i spuściła głowę.
- To ja was zostawiam.- powiedziała i odeszła do Erica, który udawał, że dawno jej nie widział.
- Wiesz Bruno, przepraszam.-mówiła ze spuszczoną głową. Ania tak do mnie zadzwoniła...-przerwałem jej.
- Ja też Cię przepraszam-dałem jej kwiaty. Już nigdy nie pocałuję żadnej kobiety, oprócz Ciebie.-powiedziałem, a ona się uśmiechnęła.
Za chwilkę obejmowałem ją i cieszyłem się, że mi uwierzyła. Później poszliśmy na spacer i nie gadaliśmy już o tym, co się wydarzyło tylko o tym, co robiła Paula gdy mnie nie było. Byłem zadowolony, że wszystko wróciło do normy.

***Oczami Pauliny***
Zadzwonił dzwonek do drzwi, a ja poleciałam szybko, myśląc że to kurier. Po otworzeniu drzwi ujrzałam Bruna z tą swoją "kuzynką". Ładna dziewczyna nie powiem. Moje wredne "ja" wzięło górę i już po chwili powiedziałam coś, czego żałowałam.
- Ooo, widzę że przyprowadziłeś swoją nową dziewczynę.- rzuciłam oschle.
- Hej Paulina, jestem Ana, kuzynka Bruna. Słyszałam o tym, co się między wami działo i chciałam Ci wyjaśnić, że Bruno jest tylko moim kuzynem, a poza tym ja mam narzeczonego.-powiedziała wesoło i spokojnie, a ja myślałam, że spalę się ze wstydu.
Specjalnie fatygował siostrę, żebym mu uwierzyła. Jak ja mogłam mu nie uwierzyć?!- myślałam.
- To ja was zostawiam.-powiedziała i odeszła do Erica, który był zdziwiony jej obecnością.
- Wiesz Bruno, przepraszam.-mówiłam nieśmiało. Ania tak do mnie zadzwoniła...-zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Ja też Cię przepraszam-mówił dając mi kwiaty, były śliczne, różowe. Już nigdy nie pocałuję żadnej kobiety, oprócz Ciebie.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam i go objęłam.
Staliśmy tak chwilkę, a potem zaniosłam kwiaty do domu i poprosiłam mamę, żeby je wstawiła do flakonu z wodą, a sama wyszłam i razem z Brunem poszliśmy na spacer. Byłam szczęśliwa, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nie lubiłam się z nim kłócić.
Po powrocie do domu wypiłam herbatkę i wzięłam szybki prysznic. Przed snem patrzyłam się na róże od Bruna, które stały w wazonie na biurku i myślałam o nim.
__________________________________________________________________________________Yeey, pogodzili się. :) Mam nadzieję, że wam się podoba, bo mi tak średnio. Ludzie ludzie tutaj wielka informacja dla was! W tym tygodniu wstawię kolejny we wtorek albo środę i może (nie obiecuję) zostawię wam coś żeby się opublikowało pod moją nieobecność. Ale jak wrócę z majóweczki, a komentarzy nie będzie to będzie mi smutno. :(  KOMENTUJCIE LUDZIE, BO WTEDY JESTEM SZCZĘŚLIWA I MAM MOTYWACJĘ DO PISANIA DLA WAS. To od was zależy, czy będę pisać dalej!